Reklama

Rh+

"Rh+" to opowieść o grupie dwudziestoparoletnich przyjaciół, spotykających się na dyskotekach, jeżdżących razem na wakacje, wspólnie bawiących się w nurkowanie, szukających swojej przyszłości w Polsce, a jeśli to się nie uda, to gdzieś w świecie (może w Szwajcarii).

Jednak niespodziewanie jedna z dziewczyn umiera, a pozostali ulegają drobnym wypadkom i okaleczeniom. Można sądzić, że wszystko dzieje się tak, jakby ktoś próbował ustalić parametry krwi - każdego z nich. W pewnej chwili przyjacielska wyprawa na Mazury staje się serią niebezpiecznych zdarzeń. Z małego, sensacyjnego tematu wygrzebanego przez młodą, początkującą dziennikarkę dochodzimy do spraw tej wagi, że musi zająć się nimi polska policja i Interpol.

Reklama

"Rh+" to najnowsza propozycja Jarosława Żamojdy ("Młode wilki", "6 dni Strusia"). W filmie w rolach głównych wystąpili Anna Przybylska, Katarzyna Bujakiewicz, Michał Figurski i Robert Żołędziewski. Obraz zadebiutował na ekranach polskich kin 21 stycznia 2005 roku.

Konferencji prasowej z udziałem twórców "Rh+" przysłuchiwała się Magdalena Voigt.

Film po pokazie wstępnym został przemontowany. Zabieg, typowy dla kinematografii amerykańskiej, w Polsce jest raczej niespotykany. Dlaczego zdecydowaliście się państwo na taki krok?

Zbigniew Żmigrodzki, dystrybutor: Muszę opowiedzieć całą historię od początku. Otóż są na naszym rynku pisma, które mają długi cykl wydawniczy. I podjęliśmy decyzję, żeby zaprosić pięciu czy sześciu dziennikarzy z takich magazynów, na pokaz nieskończonego materiału, tak zwanej "kopii zerowej", którą chciał obejrzeć operator filmu. W dniu pokazu ze zdumieniem stwierdziliśmy, że przyszło ponad trzydzieści osób. Nie wypadało ich wyprosić, więc podjąłem decyzję, że pokażemy im nasz materiał, uprzedzając jednak, iż jest to jeszcze niegotowe dzieło, przed ostatecznym montażem.

Pokaz tak naprawdę zorganizowany był dla operatora - film realizowany został w technologii High Definition i by pokazywać go w kinach, trzeba było zrobić transfer materiału na taśmę 35 mm. Po takiej operacji musieliśmy na dużym kinowym ekranie zobaczyć, czy wszystko technicznie jest w porządku.

I nagle ponad trzydzieści osób zobaczyło niepełną wersję filmu i wydało opinie na jego temat. Skwapliwie je zapisaliśmy, nastąpiła długa rozmowa z reżyserem i pewne decyzje zapadły pod wpływem tych uwag. Oczywiście głos decydujący należał do reżysera, jednak trochę sugestii uwzględniliśmy - kilka uwag nam się spodobało i chcieliśmy je wykorzystać.

Ponieważ w technologii High Definition powstaje bardzo dużo materiału, uznaliśmy, że mamy duże możliwości, by coś zmienić. I tu już reżyser decydował, co poprawić, jakie pomysły się obroniły, jakie nie.

Informację o tych pracach podaliśmy, by nie było nieporozumień, że zaprezentowany na pokazie technicznym film to wersja ostateczna.

więcej >>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje