Reklama

Przeżył 47 dni dryfując na Pacyfiku

Zestrzelony nad Pacyfikiem przez 47 dni dryfował na oceanie, broniąc się zarówno przed kulami wroga, jak i szczękami wygłodniałych rekinów. Wyszedł zwycięsko ze starcia z psychopatycznym komendantem. Zdobył miłość kobiety, która była poza zasięgiem jego możliwości. Mowa o Louisie Zamperinim.

Byli głodni jak wilki. Zjedzenie czekolady przez Maca, które na początku wydawało się niezbyt istotnym powodem do zmartwień, okazało się katastrofą. Louie miał żal do Maca, który chyba o tym wiedział. Nigdy o tym nie rozmawiali, ale Louie wyczuwał, że tamtego zżerają wyrzuty sumienia.

Reklama

Czy da się zjeść skórę?

Z głodu piszczało im w brzuchach i doświadczali typowych objawów skrajnego wygłodzenia: nie mogli odwrócić myśli od tematów związanych z jedzeniem. Wpatrywali się w ocean, niemalże falujący od jadalnych stworzeń, ale bez przynęty nie mogli złowić nawet płotki. Od czasu do czasu przelatywał ptak, zawsze jednak poza ich zasięgiem. Rozbitkowie oglądali swoje buty i zastanawiali się, czy dałoby się zjeść skórę. Zdecydowali, że jednak nie. Mijały dni. Co wieczór w miejsce prażącego skwaru zjawiał się ziąb. Sen nie chciał przyjść. Phil, sam na swojej tratwie i pozbawiony ciepła drugiej osoby, które ogrzewałoby wodę na dnie tratwy, cierpiał wyjątkowo dotkliwie. Co noc drżał z zimna i miał kłopoty z zaśnięciem. W ciągu dnia za sprawą wycieńczenia, upału i kołysania się tratwy wszystkich ogarniała senność. Przesypiali codziennie kilka godzin, a przez resztę dnia leżeli na plecach, oszczędzając cenne, słabnące siły.

Upolować albatrosa

Philowi przyszła do głowy myśl, że z perspektywy ptaków ich nieruchome postacie, zasłonięte przez kaptury z płótna, muszą wyglądać jak martwe szczątki. Nie mylił się: dziewiątego czy dziesiątego dnia ich odysei Louie poczuł, że coś usiadło na jego kapturze i dostrzegł przed sobą cień. Albatros. Ponieważ Louie miał zakrytą głowę, ptak nie zorientował się, że wylądował na człowieku. Bardzo powoli i delikatnie Louie podniósł rękę, ruchem tylko odrobinę bardziej widocznym niż ruch minutowej wskazówki zegara. Albatros spokojnie odpoczywał. Po dłuższej chwili rozczapierzone palce Louiego znalazły się tuż obok ptaka i znienacka zamknęły się wokół jego nóg. Albatros miotał się i dziobał jak oszalały, kalecząc mu kłykcie. Louie chwycił go za łeb i złamał mu szyję. Następnie wziął szczypce i rozpruł ptakowi brzuch. Buchnął tak straszny odór, że wszyscy trzej odruchowo się cofnęli. Louie wręczył po kawałku mięsa Philowi i Macowi, a jeden zostawił dla siebie. Fetor wciąż rozchodził się w powietrzu i przyprawiał ich o mdłości. Gdy przybliżali mięso do ust, zbierało im się na wymioty. Wreszcie dali sobie spokój.

Ryba nie ma smaku

Mięso było niejadalne, ale mogło służyć za przynętę. Louie wyciągnął sprzęt wędkarski, przywiązał do żyłki jeden z małych haczyków, zaczepił przynętę i zarzucił przygotowaną w ten sposób wędkę. Momentalnie nadpłynął rekin, który chapnął haczyk i przerwał żyłkę, zabierając ze sobą przynętę, haczyk i jakieś pół metra żyłki. Louie spróbował z innym haczykiem. Jeszcze raz porwał go rekin. Trzecia próba skończyła się tak samo. W końcu rekiny dały sobie spokój, a Louie poczuł szarpnięcie i wciągnął żyłkę na pokład. Na końcu wisiała smukła, około dwudziestopięciocentymetrowa ryba pilot. Louie patroszył ją w atmosferze ogólnego zdenerwowania. Żaden z nich jeszcze nigdy nie jadł surowej ryby. Włożyli do ust po kawałku mięsa. Było bez smaku. Obgryźli je do samych ości.

Nie zabijaj albatrosa

Pierwszy raz od ponad tygodnia mieli coś w ustach. Tak mała ryba nie mogła zaspokoić głodu trzech mężczyzn, ale proteiny dały im zastrzyk energii. Louie udowodnił, że jeśli będą wytrwali i pomysłowi, mogą złapać coś do jedzenia, i tchnęło to w niego i Phila optymizm. Tylko Mac pozostał nieporuszony. Incydent z albatrosem wzbudził niepokój Phila. W szkole, jak wielu uczniów w tamtym okresie, czytał Pieśń o starym żeglarzu Samuela Taylora Coleridge'a. W poemacie tym żeglarz zabija albatrosa, który, jak mówi podmiot liryczny, był przyjaznym stworzeniem i sprawiał, że wiał wiatr. W konsekwencji tej zbrodni żeglarz i jego załoga grzęzną na piekielnych, bezwietrznych wodach, gdzie dręczy ich pragnienie i morskie potwory. Wszyscy członkowie załogi umierają, a marynarz pozostaje sam w piekielnej otchłani z albatrosem zawieszonym na szyi, z zamkniętymi oczami, które nie mogą ścierpieć oskarżycielskich spojrzeń martwych marynarzy.

Louie nie był przesądny, ale lubił albatrosy od tamtego Bożego Narodzenia, kiedy przyglądał się ich awaryjnym lądowaniom na Midway. Było mu żal tego ptaka. Phil zwrócił uwagę, że zabicie albatrosa podobno przynosi pecha. A czy może być większy pech - odpowiedział mu Louie - niż katastrofa lotnicza? (...)

materiały promocyjne

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: tratwa | Bohater | Pacyfik | wojna światowa | ostrzał | rekin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje