Reklama

Pruszków. To złomowisko zna chyba cała Polska

Pruszków. Kiedyś ta podwarszawska miejscowość kojarzona była wyłącznie z rozsławioną na cały kraj grupą przestępczą. Utarło się nawet powiedzenie, że tam gdzie kończą się Reguły (sąsiadują z Pruszkowem wieś - przyp. red.), zaczyna się Pruszków. Na szczęście czasy gangsterskich porachunków w Pruszkowie już dawno minęły, a dziś jedną z wizytówek miasta ma szansę stać się złomowisko. A mówiąc dokładniej - Galeria Figur Stalowych, która mieści się przy tamtejszym skupie złomu.

Ulica Przejazdowa to przemysłowa i mało atrakcyjna część Pruszkowa. Wysypisko śmieci, setki przejeżdżających tędy ciężarówek, kurz i hałas. Miejsce jakich na mapie Polski wiele. Jednak obok dużego placu znajdującego się pod numerem 17 nie można przejść obojętnie. Znajduje się tu bowiem prawdopodobnie najsłynniejszy w kraju skup złomu - "SKUP ZŁOMU PRZY CZOŁGU W PRUSZKOWIE".

Reklama

Przy wjeździe na teren złomowiska stoi okazały, potężny czołg T-55, który idealnie wpisuje się w tutejszy krajobraz. Krajobraz tysięcy ton stali, która dzięki niezwykłej pasji pewnego człowieka zamieniania jest w dzieła sztuki. Ale po kolei...

Mariusz Olejnik z branżą związany jest od 12 lat, ale swoje złomowisko przy ul. Przejazdowej w Pruszkowie prowadzi od 4. Ponad dekadę temu usłyszał o astronomicznych wówczas cenach złomu. Nie zastanawiając się długo postanowił działać. Posprzątał swój ogród i okazało się, że z zebranego w nim żelastwa zebrał całkiem pokaźną kwotę. Wtedy zrodził się pomysł zbierania złomu a następnie uruchomienia skupu.

- Pierwsze trzy lata były bardzo ciężkie, zwłaszcza zimy. Interes kręcił się na poziomie zera, i to nie zawsze. Zastanawiałem się, czy nie wspomóc się jakąś inną branżą, ale na szczęście zaczęliśmy wychodzić na prostą i postanowiłem swoją uwagę skupić wyłącznie na złomie - mówi Mariusz Olejnik, właściciel punktu skupu złomu przy czołgu w Pruszkowie.

Czołg nie wziął się z przypadku. Od dawna był punktem orientacyjnym na mapie Pruszkowa. Pan Mariusz wpadł na pomysł, że zaczerpnie z historii miasta i również sprowadzi do siebie kolosa. Inwestycja opłaciła się, bo dziś nie ma chyba mieszkańca Pruszkowa, który nie wiedziałby, gdzie znajduje się jedyny obecnie w tym mieście czołg.

- Taki pojazd to wydatek rzędu 150-300 tysięcy złotych w zależności od stanu i historii pochodzenia. Ten akurat jest oryginalnym czołgiem z 1959 roku. Jego numer jest bardzo słynny wśród pasjonatów tego typu urządzeń. Warto podkreślić, że nasz czołg jest na chodzie. Bardzo często wykorzystywany jest do nagrań programów telewizyjnych czy teledysków.  Ale odpalamy go również dla własnej przyjemności. Kiedy niewiele się dzieje w firmie - a są takie okresy chociażby zimą - lubimy go przepalić i puścić wodzę fantazji. W ogóle nasz skup złomu jest ciekawym tłem dla obiektywów kamery, bo bardzo często realizowane są tutaj różne, znane produkcje.

Kiedy interes zaczął się kręcić Mariusz Olejnik postanowił połączyć przyjemne z pożytecznym. Chęć spełnienia swoich marzeń i pozostawienia po sobie czegoś, co nie tylko będzie realizowaniem własnych pasji, ale i wzbudzi niemały zachwyt, od dawna chodziła mu po głowie. Tak zrodził się pomysł na stworzenie jedynej w swoim rodzaju galerii figur stalowych. Pierwszym eksponatem był stół na bazie silnika samochodowego. Dziś niestety to już melodia przeszłości, bo eksponat mówiąc delikatnie nie powalał na kolana.

- Moja działalność od samego początku związana jest z branżą recyklingową, a dokładniej mówiąc z zakupem i sprzedażą surowca jakim jest złom stalowy. Dlatego też pierwszy eksponat, którym był stół na bazie silnika samochodowego wykonaliśmy wraz z moim zespołem w moim firmowym warsztacie, stosując części, które dostarczają do naszego punktu nasi klienci. Jednakże nie byłem do końca zadowolony z tego dzieła. Podróżując po świecie napotkałem wielu zdolnych artystów. I właśnie to było powodem przemodelowania mojego projektu, aby z twórcy stać się kolekcjonerem wybitnych dzieł sztuki stylu Steampunk, produkowanych przez najzdolniejszych artystów z całego świata. Obecnie mamy 50-osobową ekipę, która realizuje moje zlecenia. Przyglądając się złomowi, który codziennie w ogromnych ilościach trafia na naszą składnicę, biorąc go do ręki, dostrzegłem w nim nowy początek. Postanowiłem zrobić coś z niczego - mówi szef galerii.

Kiedy pytamy o cenę jednej rzeźby i czas jej realizacji Pan Mariusz kręci głową - Nie chciałbym mówić o konkretnych liczbach, bo jest to tajemnica handlowa naszej firmy, ale tania rozrywka to na pewno nie jest. Na najmniejsze ekspozycje należy przeznaczyć średnio dwa miesiące pracy. Na większe rzeźby nawet osiem miesięcy.

Wszystkie figury są realizowane od początku do końca na indywidualne zamówienie, więc nie ma mowy o kupnie tzw. gotowca. - Oczywiście posiłkuję się podpowiedziami artystów i wspólnie dochodzimy do konsensusu, ale to ja decyduję, jak finalnie ma się prezentować eksponat. W ogóle współpraca z artystami jest dosyć charakterystyczna, bo są to ludzie co najmniej dziwni - w pozytywnym znaczeniu. Bywa i tak, że dostaję telefon o 4 nad ranem. No cóż, taka praca, trzeba z tym żyć - śmieje się Olejnik.

Praca na złomowisku to nie tylko ciężka harówa i zarabianie pieniędzy. Podopieczni Pana Mariusza stanowią zgrany kolektyw, którego cechą charakterystyczną jest specyficzne poczucie humoru. Świadczy o tym chociażby ta anegdota, którą z rozbawieniem opowiedział nam Pan Mariusz.

Pewnego dnia jeden z pracowników pojechał na miasto odebrać złom. W tym samy czasie na składnicę trafił spalony w środku Chrysler Grand Voyager. Taki sam, jak ten, którego ów pracownik kilka miesięcy wcześniej kupił sobie na raty. Ot zwykłe zrządzenie losu... Oba samochody z zewnątrz wyglądały identycznie, więc aż prosiło się o zrobienie psikusa. Nie trzeba było długo czekać, by pracownicy skupu złomu wpadli na pomysł podmiany pojazdów. Przybyły z powrotem na miejsce mężczyzna długo przecierał oczy ze zdumienia...

Polityka firmy raczej nie przewiduje odsprzedawania zebranej kolekcji. Tylko niewielka jej część przeznaczona jest na ewentualne spieniężenie. Wysiłek i poświęcenie włożone w stworzenie eksponatu są dla Pana Mariusza bezcenne, więc nie ma chyba mowy o dobiciu jakiegokolwiek targu. -To niesamowite uczucie, kiedy po wielu miesiącach prac związanych z projektowaniem i realizowaniem projektu przyjeżdża do nas gotowa rzeźba. Moja pasja ma to do siebie, że jestem w stanie zostawić coś po sobie, coś co można zobaczyć na własne oczy, dotknąć.

Właściciel galerii figur nie zamierza osiadać na laurach. Plany są ambitne, dzięki czemu galeria stale będzie powiększana. Obecnie priorytetem jest zbudowanie największych hitów motoryzacji. Niedawno w Warszawie miała miejsce premiera Lamborghini Aventadora LP 700-4 oraz Fiata 500. Oba eksponaty zapierają dech. To po prostu trzeba zobaczyć.

- Mamy w planach uruchomienie  wystawy która odbywać  się będzie  w dniach od 14 maja do 25 czerwca  na naszym terenie. Pracuję także nad jeszcze jednym projektem, o którym niebawem będzie bardzo głośno, ale na tę chwilę niestety nie mogę zdradzić żadnych szczegółów - dodaje Mariusz Olejnik.

Tekst i zdjęcia K.P.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje