Prawda jest najważniejsza

Policjanci z krakowskiego biura " Archiwum X " i płetwonurkowie z Grupy Specjalnej Płetwonurków RP poszukujący śladów zabójstwa studentki z Krakowa sprzed lat /M. Lasyk /Reporter

Wierzyłem w system i kryminalistykę. Zestawiałem rzeczywistość z tym, czego mnie uczono i stwierdziłem, że w tym nie ma wielu punktów wspólnych. I wtedy postanowiłem iść za prawdą, a nie za utartym, wygodnym schematem. Gdy trzymasz się poręczy nie musisz myśleć – mówi Bogdan Michalec, szef krakowskiego Archiwum X, które zajmuje się wyjaśnianiem zbrodni do tej pory nie odkrytych.

Reklama

Monika Szubrycht, Interia.pl: Jak długo pracujesz w policji?

Bogdan Michalec: Od kwietnia 1991 roku, czyli 27 lat. Mundur założyłem w 1989 roku, bo bezpośrednio po skończeniu wojska wstąpiłem do policji. Pierwszy komendant stwierdził: "Pan z desantu? To wrzucimy pana na głęboką wodę. Albo się pan utopisz, albo będziesz pływał". Takie były moje początki. Wcześniej była służba muzyczno-wojskowa, choć więcej było w tym muzyki niż wojska.

Reklama

- Nie myślałem o pracy w policji. Kiedyś nazwałbym to przypadkiem, dziś synchronicznością - tak miało być. W cywilu miałem różne zespoły, tu pasję muzyczną zamieniłem w zespół, tyle że policyjny - Archiwum X. Właśnie się dowiedziałem, że zmarł Robert Brylewski z Brygady Kryzys. Na jego muzyce się wychowywałem. Uświadomiłem sobie, że miał tylko 57 lat, ja mam siedem mniej. Miał tyle projektów muzycznych, a ja już chyba do muzyki nie wrócę.

Wszyscy znamy teksty Brygady Kryzys i Izraela. 

- Na tamte czasy to był szok. Można by powiedzieć, że komuna w dużej mierze upadła przez tę muzykę. Pamiętam, kiedy kupiłem płytę Dezertera, a miałem z 15 czy 16 lat i usłyszałem słowa piosenki: "Spytaj milicjanta, on ci prawdę powie". (śmiech) Przeszedłem różne fascynacje muzyczne. Zaczynałem od punka. Potem grałem coraz lepiej różne rzeczy: reggae, hip-hop, jazz, nawet miałem jakiś metalowy epizod. Grałem bossa novy, samby, a wróciłem do punka. Coraz bardziej mi się punk podoba. Ta prostota, ten przekaz, zupełnie jak u greckiego filozofa Diogenesa z Synopy. Gdy Aleksander Wielki dowiedział się, że ów mędrzec mieszka w beczce, koniecznie chciał go poznać. Podszedł do Diogenesa i oznajmił: "Jestem władcą świata. Proś mnie o wszystko, to ci dam". Filozof poprosił: "Możesz się panie odsunąć, bo mi słońce zasłaniasz?".

Wróćmy do punka.

- Ale mówię o tym, bo to właśnie był taki filozof-punk.

Myślę sobie, że dlatego wracasz do punka, bo w tej muzyce najważniejsza jest prawda. Nie musisz umieć grać, ale musisz mówić prawdę.

- Oni idą pod prąd. Ostatnio usłyszałem taki świetny dowcip: "Namawiali bacę, żeby zapisał się do PRON-u. - Baco, trzeba iść z nurtem, z duchem dziejów, bo to jest nowoczesne. A baca mówi, że się musi dwa dni zastanowić. Po dwóch dniach pytają bace, czy się zapisze, na co on odpowiada: - A mówiliście, że to tak z nurtem trzeba iść i tak patrzyłem w ten nurt, a tam śmieci płyną i takie płotki z nurtem. A szlachetne ryby pod prąd". W baśniach Andersena tylko dziecko powiedziało, że król jest nagi. Tylko prawda nas wyzwala i trzeba mieć odwagę, żeby ją mówić. Dużo ludzi nie widzi rzeczywistości. Ja też jej nie widziałem. Wierzyłem w system i kryminalistykę. Zestawiałem rzeczywistość z tym, czego mnie uczono i stwierdziłem, że w tym nie ma wielu punktów wspólnych. I wtedy postanowiłem iść za prawdą, a nie za utartym, wygodnym schematem. Gdy trzymasz się poręczy nie musisz myśleć.

Jak praca zmieniła twoje postrzeganie ludzi? Są źli z natury czy stają się tacy z powodu trudności życiowych?

- Marks stwierdził, że człowiek to chora nadbudowa dla zakłamanej bazy i coś w tym jest. Jest to jedna z ciekawszych definicji. Oczywiście, można się sprzeczać, bo Marks raczej ludzi nie lubił. Jego filozofia niby dążyła do pomocy innym, ale była odarta z duchowości. Dlatego bliższa mi jest ewangeliczna formuła, która z jednej strony mówi, że ludzkość to "plemię żmijowe", a z drugiej, że jesteśmy "cenniejsi niżli wróble"czyli jest w nas jakaś istotna cząstka. Choć chrześcijaństwo pokazuje też skutki grzechu pierworodnego, za sprawą którego jesteśmy genetycznie i moralnie uwikłani. Stąd skłonność do zła.

- Pogański poeta Owidiusz obserwując rzeczywistość, siebie i ludzi wokół stwierdził: "Widzę i popieram to, co dobre, a wybieram to co złe". Te słowa uczyniły go nieśmiertelnym. Jest jakiś dualizm w człowieku, ale nie można powiedzieć, że człowiek jest zły. Trzeba nauczyć się kochać swoich nieprzyjaciół. To nie jest łatwe.

A może człowiek jest leniwy - łatwiej jest wybrać zło, niż postarać się. Łatwiej chodzić utartymi ścieżkami niż wybierać nowe drogi.

- To na pewno. Człowiek idzie po linii najmniejszego oporu. Psychiatra Antonii Kępiński udowadniał, że w wyborze nowych decyzji ogranicza nas organizm, ponieważ nowa decyzja kosztuje go jednorazowo od 40 do 60 procent energii dodatkowo. Utarte ścieżki są zawsze łatwiejsze, stąd mamy wbudowanego autopilota. To najlepiej widać, kiedy prowadzisz samochód i myślisz o różnych rzeczach, nie o drodze. Autopilot wybiera za ciebie, jest to tak zwana podświadomość zautomatyzowana, bardzo istotna z punktu widzenia procesu wykrywczego. Ktoś, kto tego nie zrozumie, nie będzie w stanie przeanalizować materiału dowodowego. W tym materiale jest prawda i często prawda o człowieku - często kłamiemy, boimy się, bo jesteśmy zniewoleni przepisami. Nie mamy dobrego prawa i to na całym świecie. Gdyby takie było, Rzym pewnie by przetrwał. (śmiech) Nie jest łatwo być wolnym w dzisiejszym świecie.

Może w ogóle nie da się być wolnym?

- W jakimś sensie nie da się. Jesteśmy ograniczeni, musimy chociażby jeść. Może dlatego Platon nazywał ciało więzieniem dla duszy. Nie zgadzam się z nim, że jest to kwestia materializacji, że ciało jest ochroną dla duszy, tak jak drewno jest ochroną dla grafitu ołówka. Materializują się też złe emocje, podszepty złego ducha, które pchają człowieka do zabójstwa. Misjonarze mówili, że przed złym czynem diabeł zakłada człowiekowi różowe okulary, a po złym czynie - czarne. Za czasów Mojżesza grzech i zbrodnia to była jednia. Po rozdziale państwa od Kościoła mamy sztuczne dwa twory, stąd zawsze będę przypominał tę definicję diabła: diabolus - wprowadzający podział. Żyjemy w sztucznym świecie podziałów, które są skutkiem ludzkiej pychy.

Syn zabija ojca i pozbawia go twarzy, by nałożyć ją na swoją twarz, młoda dziewczyna zostaje brutalnie zamordowana i oskórowana - to tylko dwie z wielu zbrodni, przy których pracowałeś. Jak oddzielasz pracę od życia? Czy da się jeść z rodziną rosół, nie myśląc o tamtych rzeczach?

- Mówię często, że prawda wyzwala. To już się stało, są zwłoki, wiem co się wydarzyło, już przywykłem. Gdybyś mi zadała to pytanie 10 - 15 lat temu, myślę że odpowiedziałbym na nie zupełnie inaczej. Człowiek do wszystkiego się przyzwyczaja. Dzisiaj interesuje mnie, kto to zrobił, dlaczego i jak mu to udowodnić. To są trzy podstawowe rzeczy, które mnie niepokoją.

- Czasami wiem, kto zabił, ale muszę znaleźć sposób, żeby udowodnić winę, co często nie jest łatwe. Dopiero kiedy uda mi się znaleźć rozwiązanie, ta prawda mnie wyzwala. Szukam nowej sprawy, bo od tej zakończonej jestem wyzwolony. Potrafię rozdzielić życie osobiste od pracy. Już mnie to tak nie męczy.

A co cię męczy?

- Kłamstwo. I brak solidarności wśród ludzi. Dotyczy to procesu dowodowego, kiedy wyczuwam, że ktoś nie chce mi powiedzieć prawdy, a przecież ta prawda jego by wyzwoliła, a mnie pomogła. Gdzie tu solidarność?

Myślę, że raczej trudno jest czuć solidarność z przestępcą.

- Nie chodzi mi o przestępcę. Ponad 20 lat zajmuję się tylko zabójstwami i obserwuję trzy kategorie ludzi, których męczy zabójstwo: sprawcę, rodzinę zabitego i przypadkowych świadków, którzy boją się powiedzieć. To ich męczy do końca życia i do końca życia pamiętają. Stąd jedną ze sfer działalności Archiwum X było obalenie bzdurnych, paranaukowych teorii, że tylko rok po zabójstwie można używać wariografu. My takie rzeczy będziemy pamiętać do końca życia. Staram się być dobrym chrześcijaninem i wiem, że się przygotowuję na najważniejszy sąd. Ludzie, którzy przeżyli wypadek relacjonują, że podczas tego wypadku całe życie przebiegło im przed oczami, niczym w slajdach, a to są relacje setki osób.

- Skąd takie teorie naukowe, że jeżeli czegoś nie dotknę, nie zważę, nie zmierzę, to to nie istnieje? Zabicie człowieka, dokonanie zbrodni jest traumą na całe życie. Jest przekroczeniem wewnętrznej granicy. Nawet w języku potocznym, kiedy mówimy: "Co ja złego zrobiłem? Przecież nikogo nie zabiłem!" widać, jak bardzo jest to w nas wpisane. Tej tajemnicy na co dzień dotykamy przy zabójstwach, dlatego zabójstwa nie można traktować jako zwykłego przestępstwa.

Inny, oryginalny sposób myślenia na pewno predestynuje cię do wykonywania tego zawodu. Nie każdy może być szefem Archiwum X, nie każdy może rozwiązywać zagadki kryminalne. Obserwujesz młodych policjantów, ale też ich uczysz - czego?

- Zawsze powtarzam, że jest jeden Mistrz, tam w niebie. O sobie mówię, że jestem tylko przekaźnikiem. Najgenialniejsze rzeczy, które zrobiłem, pojawiały się przypadkiem. Przyszła myśl i ona była prawdziwa, ja ją tylko zmaterializowałem w działaniu. Zawsze się boję, że ta siła mnie opuści. I boję się każdej sprawy, bo być może to jest dar, który mogę utracić.

- Jestem przekaźnikiem i nie będę o sobie mówił, że jestem "super", "naj", bo to nieprawda, znam siebie. Ale z jakiś powodów mam to "cuś", dlatego przed każdą sprawą drżę. Niektórzy się dziwią: "Jak to? Szef Archiwum X się boi?". A ja się boję i mam pokorę. Tylko podchodząc do rzeczywistości z pokorą mogę dostrzec prawdę. Jeżeli coś założę z góry, będę chciał dostrzec tylko to, co chcę. Jednej rzeczy będzie mi brakowało po odejściu z policji - tej pierwszej relacji, czy to z człowiekiem, czy z aktami. Zazwyczaj lubię łączyć te dwie rzeczy, powstaje historia kogoś, która doprowadziła do śmierci. Zagadka. To mnie zawsze fascynowało. Sam proces dowodowy już mnie męczy.

Często powtarzasz, że brak miłości jest pierwszą przyczyną zbrodni. Tak jest rzeczywiście?

- Myślę, że zrozumiałem to rok temu. Nie podważam tradycyjnej kryminalistyki, tylko zauważam jej ograniczone zastosowanie w rzeczywistości. Dla mnie kryminalistyka wykładana na wszystkich uniwersytetach świata skończyła się w latach 30. ubiegłego wieku, może w 60. Kiedy zaczęła się globalizacja i postęp w zakresie wymiany informacji,  kryminalistyka straciła na znaczeniu.

Rozumiem, jednak mówienie, że brak miłości jest pierwszą przyczyną zbrodni jest bardzo romantyczne.

- To nie jest romantyczne - to jest stwierdzenie faktu. Nie podważam wartości rozumu, ale przede wszystkim trzeba patrzeć sercem. Jeżeli ktoś ma złe serce, to rozum będzie mu podpowiadał złe rozwiązania.

Ale czy człowiek rodzi się ze złym sercem?

- Człowiek rodzi się ze skłonnością do zła, choć to stwierdzenie brzmi bardzo ogólnie. My w Archiwum X jesteśmy jak długofalowi lekarze. Czasami wracam do trzeciego pokolenia w rodzinie sprawcy, żeby wiedzieć, skąd się wzięła ta zagadka. To jest gdzieś w przeszłości. Dziedziczymy indywidualne wady naszych przodków. Myślę, że dziedziczymy po to, żeby w którymś pokoleniu umieć je pokonać. Wszystko ma sens i trzeba szukać odpowiedzi. To są tylko moje teorie i przypuszczenia, ale na pewno dziedziczymy zło naszych rodziców.

A już na pewno dziedziczymy ich złość. Bo jeżeli rodzice wyżywają się na dziecku w dzieciństwie, to przekazują mu swoje złe emocje.

- Tak, ale myślę, że dziedziczymy też coś, o czym nie wiemy. Dziecko może obserwować, kiedy ma styczność ze złymi emocjami, ale część rzeczy dziedziczymy, choć są głęboko skrywaną tajemnicą. I przechodzi to na kolejne  pokolenie.

Czy była jakaś sprawa, która całkowicie zmieniła twoje postrzeganie na inne sprawy zabójstw?

- Nie mogę mówić o tej sprawie - chodzi o zabójstwo Kasi. Znalazłem się przypadkowo na miejscu zdarzenia. Byłem kierownikiem sekcji narkotyków i koleżanka, która miała jechać na oględziny nie mogła. Trafiłem do tej sprawy w zastępstwie. I właśnie ta sprawa uświadomiła mi, że nic nie wiem. A wydawało mi się, że ogarniam kryminalistyczne zagadki, bo miałem masę sukcesów. Wtedy uświadomiłem sobie, że ja tak naprawdę nic nie wiem o człowieku, o jego motywach. Widzę tylko jakiś powtarzający się wycinek. I uświadomiłem też sobie, że zawsze jest wyjątek od reguły.

Kiedy to było?

- 7 stycznia 1999 roku. Od tego momentu daję przykład reguły Arystotelesa, który zauważył, że wszystkie zwierzęta, które przeżuwają i mają podwójne żołądki, mają też rogi. Wszystkie oprócz wielbłąda. Jest reguła i wyjątek od reguły. Większość drzew ma ciemny kolor kory, oprócz brzozy. W większości krajów jeździ się prawą stroną, ale nie w Wielkiej Brytanii. Przykłady można by mnożyć. Jedna zasada, która zmienia wszystko. Pierwszym więc dla mnie pytaniem jest, czy to jest krowa Arystotelesa - a więc reguła, na której  mogę opierać się na kryminalistyce teoretycznej, czy jest to wielbłąd Arystotelesa. Bo przy tym ostatnim stosując rutynowe zalecenia można tylko zniszczyć sprawę.

Gdybyś miał możliwość cofnięcia czasu, wybrałbyś ponownie ten zawód, wiedząc z czym przyjdzie ci się mierzyć?

- To bardzo dobre pytanie, bo czas jest jednym z wyznaczników prawdy. Wszystko, co prawdziwe, dobre dla człowieka można ocenić dopiero po 20, 30 latach. Jeżeli czymś jesteśmy zafascynowani przez chwilę, bardzo szybko obraca się to przeciwko nam. Z jednej strony mam tę niespełnioną muzyczną część, choć nie wiadomo, jak by mi szło w tej muzyce...

***

Nakładem MANDO ukazała się książka "Polskie Archiwum X. Nie ma zbrodni bez kary" autorstwa Piotra Litki, Bogdana Michalca i Mariusza Nowaka opisująca pracę policjantów z wydziału zabójstw.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje