Reklama

​Poskromić Bestię: Gdzie podziały się miliony Mike’a Tysona?

Mike Tyson do dzisiaj oskarża swoich trenerów i menedżerów i wyprowadzenie jego pieniędzy. Ci twierdzą, że było zupełnie inaczej... /Jon Kopaloff/FilmMagic /Getty Images

Reklama

Oto przykład tego, jak zachowywał się Mike. Kupił nam wszystkim nowiuteńkie samochody, bentleye azure po 450 000 dolarów każdy, prosto z linii produkcyjnej. Pierwsze, jakie powstały. Każdy z nas - ja, John, Don i Mike - miał po jednym takim aucie. Zrobił to pod wpływem impulsu, bo pomyślał sobie, że to będzie fajne, jak członkowie Team Tyson będą jeździć takimi samymi bentleyami azure. Jeśli pracujesz dla takiego gościa, to po co miałbyś go okradać? Nigdy nie ukradłem niczego w Hiltonie. I nigdy nie ukradłem niczego Mike’owi.

Powiedzmy sobie szczerze: dodatkowe korzyści z bycia najlepszym przyjacielem i menedżerem Mike’a Tysona były olbrzymie. Nie zamierzam temu zaprzeczać. To było niewiarygodne. Trafiały mi się wspaniałe okazje i doświadczałem niesamowitych rzeczy. Ale powtarzam: mieliśmy podpisany kontrakt i dostawałem po prostu swoje wynagrodzenie.

Reklama

Na samym początku Mike nie mógł płacić nam tyle, ile powinien zarabiać typowy menedżer. Cayton wciąż dostawał swoją działkę, a my musieliśmy czekać. Kiedy oficjalnie objęliśmy swoje stanowiska, Mike wylądował w więzieniu i musieliśmy odczekać kolejne trzy lata. Nie mieliśmy żadnej gwarancji, bo Mike mógł wybrać na swoich menedżerów kogokolwiek. Prawda jest taka, że nie robiłem tego dla pieniędzy.

Ostatecznie trochę jednak zarobiliśmy. Kiedy pomagaliśmy Mike’owi się bogacić, nasze wynagrodzenia też rosły. Nikt z nas nie narzekał, nie było też powodów do chciwości. Pociąg jechał prosto przed siebie.

Przez wszystkie te lata wykorzystywaliśmy pieniądze zespołu, żeby ściągać dla Mike’a rozmaitych guru finansowych, takich jak Price-Waterhouse, którzy mieli mu doradzać. Myślisz, że on zwracał na to uwagę? Nie chciał tego. - Co mnie to obchodzi? - pytał.

Czy miałem mu się sprzeciwiać? Słuchaj, jeśli próbowałbym powstrzymywać go przed wydawaniem pieniędzy, ludzie powiedzieliby, że chcę zgarnąć jego kasę dla siebie. Ale on wydawał ją jak szalony, a potem oskarżał wszystkich, że go okradają. Niezła sztuczka.  Pieniądze nigdy nie znaczyły dla niego za wiele. Wydawał je szybciej, niż dałoby się je palić.

W ciągu trzech lat po wyjściu z więzienia na mocy "kiepskich umów" Mike Tyson zarobił ponad 120 000 000 dolarów netto. Za to, hm, skromne wynagrodzenie kupił sobie w Southington dom będący symbolem dekadencji. Ponad 2 300 metrów kwadratowych na 26 hektarach ziemi. W środku znajdowały się 100-calowe telewizory, ważący pół tony żyrandol, narzuta uszyta z lisich ogonów i ponad 70 par butów w rozmiarze 47 w garderobie większej niż salony niektórych ludzi. W garażu stały porsche, mercedesy, range rovery, bentleye, rolls-royce’y i czerwone lamborghini countach oraz czarne ferrari testarossa.

Podczas jednej wyprawy na zakupy Mike kupował dziesięć bmw, cztery rolls-royce’y i kilka bentleyów. Kupił też w Vegas dom za 3 000 000 dolarów, a kilka dodatkowych milionów włożył w jego renowację. W ciągu jednego miesiąca potrafił wydać 5 000 000 dolarów. Kiedyś w ramach prezentu na Boże Narodzenie kupił Robin Givens wannę za 2 000 000. Trenerowi tygrysów płacił rocznie 125 000 dolarów. Jeszcze więcej wydawał na ich jedzenie. Kiedy pewna miłośniczka zwierząt weszła do zagrody dla tygrysów i została pogryziona, Mike okazał współczucie, wręczając jej 250 000 dolarów. Za samo utrzymanie ogrodu płacił rocznie 100 000.

Celnie podsumował to Jake Tapper z "Washington City Paper", który napisał, że "wszyscy znamy legendy o biednym Tysonie i strasznych ulicach, ale często pomija się fakt, że od 13. roku życia ten człowiek żył jak książę".

Oczywiście nie wszystkie pieniądze szły na samochody, kobiety, zabawę i wygłupy. Urząd skarbowy też domagał się swojej działki i 15 kwietnia każdego roku Mike wysyłał tam ponad 10 000 000 dolarów.

INTERIA/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Mike Tyson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje