Reklama

Pezet: Tamto życie nie było dorosłe

Fot. Piotr Rybiński /INTERIA.PL/materiały prasowe

Aż siedem lat trzeba było czekać na jego nową płytę. Jak sam przyznaje - gdyby miał więcej czasu na nagrywanie utworów - ten album by nie powstał. Dziś pogodzony ze swoją przeszłością i ograniczeniami zdrowotnymi wraca na polską scenę muzyki rap, twierdząc, że wreszcie zrozumiał, o co tak naprawdę w życiu chodzi. Zapraszamy do wywiadu z Pawłem Kaplińskim "Pezetem", którego nowy krążek trafi do sklepów 27 września, ale jeszcze przed premierą osiągnął status złotej płyty.

Reklama

Łukasz Piątek, Interia: - Na MC długo czeka się...
Pezet:
- Bo MC ma taką strukturę, mentalność i charakter. Jest niesubordynowany. Często, gęsto, ma olewczy stosunek, ale bywa i tak, że ma za dużo na głowie. Może się wydawać, że to jest łatwe i przyjemne, ale w praktyce to tak nie wygląda. Resztę wyjaśniam właśnie w tym kawałku.

Nadal mało sypiasz?

Reklama

- Niestety.

Dlaczego? Przecież płyta jest już nagrana.

- Z nerwów. A może to po prostu zły nawyk. Teraz faktycznie już niby nie muszę tak późno kłaść się spać, bo płyta jest gotowa, ale jakoś tak się porobiło, że sen przychodzi dopiero o czwartej nad ranem, a za trzy godziny trzeba wstawać do codziennych obowiązków.

Podczas nagrywania tej płyty bywały momenty, kiedy pojawiało się zwątpienie, czy to się uda?

- Nawet kilka, zwłaszcza w końcowym etapie realizacji albumu. Działo się tak dlatego, że zbliżał się termin oddania materiału, więc miałem ogrom pracy do wykonania w bardzo krótkim okresie. Z drugiej strony pomyślałem sobie, że prawdopodobnie gdybym miał więcej czasu, to ten album by nie powstał. Bo powiedzmy sobie szczerze - z jakiegoś tam marazmu, niechęci czy lenistwa nie powstał przez siedem lat.

Przy każdej swojej płycie powtarzasz, że nie jesteś z niej do końca zadowolony, że zawsze po jej wydaniu coś byś poprawił. A jak jest w przypadku "Muzyki Współczesnej"? W porównaniu do poprzednich płyt - dla ciebie jest ok?

- Wydaje mi się, że to niezły album, co jak na mnie jest stwierdzeniem dosyć optymistycznym. Niemniej jednak długo mnie nie było z albumem i mam takie przekonanie, że udało mi się zrobić płytę, która stanowi całość. Zazwyczaj albumy są zbiorem singli, a ja nie chciałem, żeby w moim przypadku tak było. Mam kilka bitów, których na płycie nie ma - z różnych przyczyn - m.in. dlatego, że nie zdążyłem nagrać do nich kawałków. Z drugiej strony nie chciałem robić albumu w takiej klasycznej wersji, który miałby 20 utworów. W związku z powyższym są plany na rozbudowanie tego krążka w przyszłości, bo zostało nam sporo fajnej muzyki i pomysłów.

"Muzyka Współczesna" złożona jest z klasycznych bitów i tych bardziej nowoczesnych nowoczesnych. Od początku taki był plan na tę płytę, czy takim zabiegiem chciałeś zadowolić tych starszych i młodszych fanów twojej twórczości?

- Przede wszystkim chciałem uchronić ten album od koniunkturalizmu, zamiast kogoś tam zaspokajać. Zaś bity nowoczesne to w jakimś stopniu również marketing. Na pewno nie było takiej koncepcji, że skoro muzyka współczesna, to zrobię album trapowy oparty na auto-tunie, bo ja tego ani nie umiem, ani nie do końca chcę to robić. Przewrotnie do tytuły płyty chciałem, żeby na początku były numery ze starej szkoły rapu. A później pomyślałem sobie, że skoro klasyczny bit otwiera album, to i taki powinien go zamknąć.

Kiedy kilka miesięcy temu usłyszałem cię w kawałku Hemp Gru pt. "Życie Warszawy 2", to pomyślałem, że jesteś w wysokiej formie, bo twoja zwrotka jest bardzo energetyczna. Ja tam słyszę głodnego rapu Pezeta.

- To miłe co mówisz, ale ja nie czuję, żeby to była forma, która by mnie satysfakcjonowała - nawet teraz, kiedy płyta za kilka dni trafi do sklepów. To nie jest tak, że ja na nowym krążku słabo nawijam, bo powiedziałem wcześniej, że generalnie jestem z albumu dosyć zadowolony, ale mój charakter nigdy nie pozwoli mi na to, żebym nie miał jakiegoś "ale" względem siebie.

Sprawdź tekst utworu "Obrazy Pollocka" w serwisie Teksciory.pl!

Planujesz po "Muzyce Współczesnej" inne wydawnictwa?

- Wszystko wskazuje na to, że kolejną płytą będzie krążek Płomienia 81, bo mamy z Onarem już nagraną część materiału. Ponadto jest pomysł na płytę w duecie z jednym z najpopularniejszych raperów w Polsce, wiekowo mi bliskich, i tak jak ja - z Warszawy. Natomiast nic więcej powiedzieć nie mogę, bo na tę chwilę są to tylko założenia. Być może z bratem zrobię reaktywację Pezet - Małolat. Planów jest sporo. Jeśli zaś chodzi o mój solowy album, to nie sądzę, żebym przez najbliższe dwa lata coś nagrał.

Ruszasz w trasę koncertową?

- Na razie planuję jeden, duży, bardzo wyjątkowy koncert. Niebawem zdradzę więcej szczegółów.

Z czego się utrzymujesz, skoro grasz tak mało koncertów?

- Współprace reklamowe, własna marka odzieżowa.

Często ci się dostaje w Internecie za reklamowanie różnych produktów.

- Dla mnie to głupota, że ktoś się o to czepia. Mój światopogląd w tej materii zmienił się dawno temu. To już nie są czasy, kiedy się rapowało - nie dla sławy, nie dla pieniędzy. A jeśli to hasło ma być aktualne, to wydaje mi się, że trzeba je jakoś sparafrazować i potraktować jak rozbijanie sytemu od środka. Tylko w rapie spotykamy się z myśleniem, że artysta powinien pracować za darmo. To kuriozum.

To jest jeden z lepszych momentów w twoim życiu?

- Nie wiem, czy tak jest. Pewnie nie, bo najlepszy czas w życiu człowieka jest wtedy, kiedy podchodzi się do tego życia beztrosko. A tego u mnie nie ma. A już na pewno nie tyle, ile bym chciał. Jestem na takim etapie swojego życie, gdzie z rozrzewnieniem wspominam właśnie te beztroskie czasy. Te kilkanaście lat temu byłem pewien, że prowadzę dorosłe życie. Dziś już wiem, że nie było dorosłe.

Patrząc na ciebie przez pryzmat twojego Instagrama - choć pewnie to trochę naiwne - mam wrażenie, że mimo wszystko masz większy spokój ducha niż w poprzednich latach.

- Bo pogodziłem się z wieloma rzeczami w moim życiu. Mam jakieś ograniczenia związane ze stanem zdrowia, ale w końcu to zaakceptowałem. Może nie w 100 procentach, ale w 90 tak. Pogodziłem się ze stanem faktycznym i zobaczyłem, że mimo tych ograniczeń szereg rzeczy da się zrobić. No i co najważniejsze w całej tej historii - dotarło do mnie, że w życiu chodzi o to, żeby żyć.

Motocykle to nowa zajawka?

- Zawsze podobały mi się motocykle. Kiedyś jeździłem na pojemności 125 cm. Obecnie od trzech miesięcy poruszam się na 400-tce.

Sprawdź tekst utworu "Intro" w serwisie Teksciory.pl!

Spotkałeś się z ostrymi komentarzami, kiedy wrzuciłeś na Instagrama zdjęcie na motocyklu w trampkach?

- Trochę po mnie pojechali. Ja dopiero na poważniej teraz zaczynam tę przygodę z motocyklami, więc mam na razie niewielką wiedzę na ten temat. Wcześniej bywało jeszcze gorzej. Kiedyś pojechałem na Białołękę do wypożyczalni motocykli, nigdy wcześniej na motocyklu nawet nie siedząc. To była pojemność 125, więc stosunkowo niewielka. Miałem na sobie Vansy, krótkie spodenki i t-shirt. Tak wróciłem tym motocyklem z Białołęki na Ursynów, ucząc się po drodze zmieniać biegi. Nie ma się czym chwalić. Nie ma co ukrywać, że wtedy o tym nieodpowiednim ubiorze głównie decydowała zasobność portfela. Zakup motocykla to jedno. Dużym wydatkiem jest cały ubiór.

Co będziesz robił tydzień, miesiąc po premierze płyty? Teraz jest czas na promocję, wywiady itp. A później?

- Znając życie mój menedżer, niejaki Zbigniew, zaleje mnie falą różnych aktywności, jakie powinienem wykonać, bo "tak trzeba". Niemniej jednak tydzień po premierze płyty lecę na mecz Barcelony z Interem Mediolan. Bo wiesz... chodzi o to, żeby żyć.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje