Reklama

Pezet & Małolat: Na swojej "zajawce" można zarobić

Pezet i Małolat to bracia, którzy przez długi czas nie obnosili się z tym faktem. Mimo młodego wieku ich życiorysy obfitują w wydarzenia, o których sami chętnie opowiadają na swoich płytach.

Spotkaliśmy się z Pawłem i Michałem, by dowiedzieć się m.in. czy w Polsce da się zarobić na muzyce i sprzedawaniu ubrań, jakie są plusy i minusy bycia znanym raperem, oraz dlaczego niektóre byłe dziewczyny Pezeta plują sobie dziś w brodę.

W dzieciństwie toczyliście ze sobą regularne wojny, czy byliście solidarnymi braćmi, którzy skoczyliby za sobą w ogień?

Reklama

Pezet: Bywało różnie. Do wojny dochodziło w momencie, kiedy bardzo mocno poróżniliśmy się w danej kwestii. Ale jeśli któremuś z nas działo się coś niedobrego, to jeden drugiego wspierał.

Małolat: Zdarzały się sytuacje, że ostro się poprztykaliśmy. Były kłótnie i szarpaniny. Niemniej jednak po mordach się nie laliśmy. Były też chwile, gdzie ta braterska solidarność w pewnych, szczególnych sytuacjach bardzo się uaktywniała.

Czy Małolat zabiegał na podwórku o względy starszego o cztery lata brata i jego kolegów?

Małolat: Ja w pewnym sensie "wkleiłem" się do ekipy Pawła. Byłem młodszy od Onara i Dizkreta, więc chłopaki zaczęli na mnie mówić "Małolat", co zresztą  trwa do dzisiaj. Ale muszę powiedzieć, że nigdy nie postrzegali mnie jako gnojka. Traktowali mnie na równi.

Pezet: Michał nie musiał jakoś specjalnie wkupiać się w nasze łaski. Nie było potrzeby, by cokolwiek udowadniał. Bardzo szybko został zaakceptowany.

Rywalizowaliście między sobą o dziewczyny?

Pezet: Czy ja wiem...  Może raz się zdarzyło. Ale to tak nieinwazyjnie...

Małolat: Ja nie przypominam sobie, by doszło do takiej rywalizacji.

Który z was jako pierwszy zaczął się interesować kulturą hip-hop? Kto, kogo tym "zaraził"?



Pezet: Myślałem, że dziewczynami (śmiech). A tak serio  - to chyba ja. Chociażby z tego względu, że jestem starszy.

Małolat: To było bardzo dawno temu. Wyszła wtedy płyta Liroya i bardzo zajaraliśmy się tą muzyką, bo była to pierwsza oficjalna, polska płyta rapowa. Zainspirowało nas to do pisania tekstów. Paweł naskrobał jakieś zwrotki, a ja podłapałem temat i również zacząłem pisać.

Pezet: Pamiętam nawet fragment tego pierwszego tekstu, ale w życiu nie namówisz mnie, żebym Ci go teraz zapodał.

Później cała ta hip-hopowa machina ruszyła u was pełną parą...



Małolat: Może nie tak od razu, bo przecież na początku nagrywaliśmy się na zwykłym magnetofonie  - z kasety na kasetę.

Pezet: Na jednym magnetofonie puszczało się bit, a na drugim włączało się REC.

Małolat: Nagrywaniem na poważnie pierwszy zajął się Paweł.

Pezet: I też nie powiedziałbym, że to wszystko poszło od razu za ciosem. Mówimy cały czas o latach dziewięćdziesiątych, a ja swoją pierwszą płytę nagrałem w roku 2002.

Małolat: Płomień był wydany wcześniej...

Pezet: Zgadza się, ale pierwszą solówkę wydałem w 2002. Wtedy traktowałem to jako totalną zajawkę i zresztą do dziś tak to traktuję. Wówczas nie wiązałem z rapem jakiejkolwiek przyszłości.

Poniekąd uprzedziłeś moje kolejne pytanie. Traktowaliście rap jako zabawę, a stał się on waszą pracą, z której się utrzymujecie. Jesteście zaskoczeni, że ta miłość do muzyki przetrwała tak długo?



Pezet: Nie podejrzewałem, że będziemy mogli z tego żyć i że wszystko pójdzie w dobrą stronę. Powiem więcej: do tego stopnia nie podejrzewałem, iż dopiero niedawno zdałem sobie sprawę, że przecież minęło tyle lat, a ja cały czas robię to samo i pozwala mi to na fajne życie i utrzymanie rodziny.  

Czy kiedykolwiek usłyszeliście od rodziców lub swoich dziewczyn: "Weźcie się za normalną robotę, bo z tego Waszego hip-hopu chleba nie będzie!" ?

Pezet: Oczywiście, że tak. Myślę, że rodzicie są dziś dumni z tego, co robimy. Ale pewnie z drugiej strony mają też duże obawy, bo przecież wychowani są w innych realiach i martwią się, czy to co robimy jest na tyle stabilne, by zapewniało nam jakieś tam bezpieczeństwo finansowe i nie tylko.  A dziewczyny? No były pewne kłopoty. Na etapie późnego bycia nastolatkiem, kiedy zaczynasz coś planować - "Może byśmy razem zamieszkali, może wzięlibyśmy jakiś kredyt" - nagle okazuje się, że...  "Stary, ty jesteś niepoważny, zajmujesz się przecież jakąś rapową muzyczką"... No ale później niektóre z nich pluły sobie w brodę (śmiech).

Kiedy przychodziły chude miesiące to z tyłu głowy pojawiała się myśl, by rzeczywiście rzucić ten hip-hop i iść do normalnej pracy?

Małolat: Ja na swoim koncie mam wydane zaledwie dwie płyty. Na pierwszej praktycznie nic nie zarobiłem, bo była to czysta zajawka i w ogóle nie nastawiałem się na zysk. Dopiero przy drugim krążku te finanse rzeczywiście się pojawiły i poczułem, że mogę z tego żyć.

Pezet: Małolat w międzyczasie robił jeszcze różne inne rzeczy (śmiech).

Małolat: No robiłem... Ale wracając do pytania - dzięki muzyce mogę opłacić rachunki, kupić sobie jedzenie i ubranie. Paweł w swoim dorobku ma więcej płyt ode mnie. Był tak czas, kiedy zarabiał duże pieniądze i rozwalał je na lewo i prawo. Ale to już chyba minęło, prawda? Paweł - dorosłeś już do tego, by odłożyć coś na życie? (śmiech).

Pezet: Ej ty ty - nie rozpędzaj się!

Małolat: Tak już zupełnie poważnie - ja miałem sporo takich momentów, kiedy brakowało mi kasy i musiałem iść do normalnej roboty.

Pezet: Ja także miałem takie momenty, ale z tą różnicą, że u mnie trwały one krócej.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Pezet/Małolat | Streetwear | hip-hop | rap | Małolat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje