Reklama

​Olaf Deriglasoff: Jesteśmy skolonizowani i sami na to pozwoliliśmy

"Spotykam czasami kolegów, którzy nie zdążyli wyhamować i dalej jadą bez trzymanki" /Lukasz Piecyk/REPORTER /East News

Reklama

Grasz już od 30 lat bez mała. Jak często przez te lata zdarzało ci się słyszeć, że "chłop powinien mieć porządną robotę", a nie się bawić w jakąś muzykę, jakiś punk rock?

Milion razy. Zaczynając od ojca i na nim w sumie kończąc, bo pomimo jakichś moich mikro sukcesów i rozwoju, to zawsze ten temat powracał. Wszystkie partnerki, ludzie z otoczenia. W jednym z tekstów na "Magia y tresura" padają słowa: "Panie Deriglasoff, ja pytam zatroskany". Ludzie się bardzo o mnie martwili.

Reklama

Owszem, pracowałem w różnych miejscach w życiu. Miałem nawet epizod pracy na trzy zmiany w fabryce. Ale to nie pasuje do mojego pomysłu na życie. Jestem człowiekiem, dla którego najważniejsza jest wolność. Jakiś tam jej rodzaj. Nie przepadam za szefami, nakazami. Działam, kiedy mam ochotę. Kiedy nie mam, to czytam książkę. Moja żona też jest artystką i jakoś udaje nam się domknąć budżet co miesiąc.

Wolność i niezależność są dla mnie ważne i staram się ich trzymać w życiu. Bez ludzi, którzy mało wiedzą, ale dużo mówią. Szefowie są często debilami. Umieszcza się na takich stanowiskach, bo łatwiej można nimi sterować i nie mają refleksji. To nie jest mój świat.

Cyrk Deriglasoff to manifestacja tej inności?

Słowo "cyrk" w przypadku mojego zespołu to odniesienie do idei wędrownej trupy, do kuglarzy, do teatru elżbietańskiego, gdy aktorzy za czasów Szekspira z Londynu ruszyli w świat. To grupa wyrzutków, którzy z racji swej nieprzystawalność nie znaleźli miejsca w rodzinnym miasteczku i ruszyli w nieznane, by wieść wędrowne życie.

Często w twoich tekstach i wypowiedziach pojawiają się nawiązania do szeroko pojętego społeczeństwa. Początkowo miałem ochotę zapytać o to, co twoim zdaniem się zmieniło, ale zapytam: co twoim zdaniem się nie zmieniło, od kiedy zacząłeś w tekstach analizować otaczającą cię rzeczywistość?

W tym wypadku mam jasno określone zdanie: od początków istnienia człowieka nic się nie zmieniło. Ciągle napędzają nas te same ambicje, emocje, problemy. Zmieniają się narzędzia, dekoracje, pojazdy. Ale trzon jest ten sam: kobieta, mężczyzna, dzieci, przeżyć, jedzenie, żądze seksualne, żądza władzy, poniżanie innych, niewolnictwo, znęcanie się nad ludźmi, zabijanie. To się nie zmienia.

Tak już będzie zawsze?

Aż do gorzkiego końca.

A jak zmieniła się albo nie muzyka? Każdy, kto zna historię Apteki i wszystkie opowieści waszych przeżyć z tamtych lat na pewno się zastanawia czy świat Deriglasoffa nadal tak wygląda...

Jadę już zupełnie innym pojazdem, niż ten, którym jechaliśmy w Aptece. Jestem tatą, to jest najważniejsze. To już nie jest jazda rollercoasterem. Choć spotykam czasami kolegów, którzy nie zdążyli wyhamować i dalej jadą bez trzymanki. Spotykając młodych ludzi wchodzących dopiero w ten świat szaleństwa informuję ich, iż weszli na niebezpieczną ścieżkę. Może wychodzę na starego dziada, ale wiem, co mówię.

Co do samej muzyki, to wiele zmieniła rewolucja cyfrowa. Zmieniły się sposoby nagrywania i rozpowszechniania muzyki. Zaczęło się od piractwa, a skończyło się na rozdawnictwie. Moja płyta też znajduje się na wielu portalach, na których można sobie jej posłuchać za darmo. Dzisiaj  można nagrać płytę w domu, nie wynajmując drogiego studia. Nie trzeba współpracować z wytwórnią, można bez problemu wydać płytę samemu.

A nie zmienia się to, że ludzie potrzebują muzyki, a my im ją zapewniamy. Życie bez muzyki byłoby bezbarwne. Wymyślilibyśmy to prędzej czy później. Myślę, że muzyka będzie z nami aż do końca.

Co dalej z Cyrkiem? Bo to chyba nie był zespół jednego albumu?

Bardzo chciałbym pracować z Cyrkiem, a "Magia y tresura" nie jest jedyną płytą, którą planuję wydać z chłopakami. Świetnie bawię się z tym zespołem. Dla mnie to forma autoterapii - mogę dać ludziom rozrywkę, ale i samemu złapać nieco pozytywnej energii. 

Musimy teraz włożyć dużo pracy w to, żeby publiczność dowiedziała się o naszym istnieniu, żeby przychodziła na koncerty. Cyrk Deriglasoff zespół stricte rozrywkowy. Mówiąc krótko: wpadamy do klubu i rozkręcamy imprezę. Brakowało mi tego. Rockmani są często przesadnie poważni, muzyka bywa nadęta, brak w tym wszystkim dystansu. I chyba trochę się tym już zmęczyłem.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje