Reklama

Nurek jaskiniowy - zawód bardzo ekstremalny

Zdarzało mi się nurkować w jaskiniach w wodach mineralnych. Do jednej z tych jaskiń należy Hranicka Propast, gdzie woda to rozcieńczony kwas węglowy. Właściwie to troszeczkę nurkuje się tak jak w coca-coli - wyznaje Krzysztof Starnawski, polski sportowiec ekstremalny, pasjonat nurkowania jaskiniowego.

Maciej Pałahicki: - Jak to jest z tą wodą? Spędzasz w niej całe godziny. Czy są różnice? Wyczuwasz je w smaku, w kolorze, w strukturze wody? Czy to jest zawsze taka sama woda jak w kranie czy w wannie?

Krzysztof Starnawski: - Przede wszystkim może być słodka lub słona. Ja generalnie nie lubię słonej wody, bo ona nie jest przyjemna. W ogóle do morza nie lubię wchodzić, ale część jaskiń ma słoną wodę.

- Na przykład w Meksyku wszystko, co jest poniżej głębokości 15-20 metrów, to jest słona woda, a wyżej jest słodka. Występuje takie zjawisko halokliny, czyli łączenia się wody słodkiej i słonej. To wygląda troszeczkę jak przesłodzona herbata, taki mąt się robi... Ale w Polsce jest głównie słodka woda. Jej mankamentem jest tylko to, że jest zimna.

Reklama

- Bardzo zimna?

- Niestety, tutaj temperatura wody w jaskiniach wynosi 4 stopnie, zawsze mogłoby być minus 2. Pamiętam nurkowanie na biegunie północnym, przy temperaturze minus 2, minus 1,8 właściwie - to była faktycznie ciepła woda, bo na zewnątrz było minus 35, więc do wody wchodziliśmy się zagrzać. 6 stopni różnicy to jest kolosalna sprawa. Można więc powiedzieć, że woda o temperaturze 4 stopni C jest ciepła.

- Pamiętam z fizyki, że przy minus dwóch stopniach woda już nie powinna być słona...

- Słona nie. Słona może być do minus 1,8. Dopiero poniżej tej temperatury zamarza. Woda słodka poniżej zera zaraz zamarza. Później jeszcze zależy to od zasolenia, ale... starzeję się i preferuję ciepłą, słodką wodę - z zimnym piwem po nurkowaniu, czyli Meksyk. Meksyk to jest miejsce, do którego uwielbiam wracać. I myślę, że już za miesiąc będę tam z powrotem.

- Ale tam jest właśnie słona...

- Na dole, ale zawsze wynurzając się przechodzisz przez wodę słodką. Sprzęt się wypłucze, ciało się wypłucze, wychodzisz świeżutki, właściwie można powiedzieć, że jak po prysznicu. Temperatura wody wynosi 24 stopnie. Przejrzystość 50, 70 metrów - coś, czego w ogóle nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić w naszym kraju. Tam jest najfajniej.

- Natomiast oczywiście zdarzały mi się nurkowania w wodach mineralnych. Do jednej z tych jaskiń należy Hranicka Propast, gdzie woda to jest kwas węglowy - rozcieńczony co prawda mocno, ale jednak to jest kwas węglowy, z dużą zawartością dwutlenku węgla w środku. Właściwie to troszeczkę nurkuje się jak w coca-coli, bo z jednej strony w bąbelkach, które ciągle się odkładają na szkle maski i trzeba ją przecierać palcem jak wycieraczką. Z drugiej strony ta woda - tak jak coca-cola - niszczy sprzęt, żre.

- Po paru godzinach w tej wodzie puchną mi wargi, wszystko, co gumowe w sprzęcie, robi się nagle zielone. Zachodzi jakaś reakcja chemiczna, jest to jednak kwas. Nie tak mocno stężony jak w akumulatorach, więc nie zeżre mnie w ciągu tych sześciu, siedmiu godzin nurkowania, ale na dłuższą metę niszczy sprzęt i to, co zostawiamy tam na miesiące w postaci kabli i czujników temperatury. Jak coś nie jest ze stali kwasoodpornej, ulega reakcji z wodą.

- Przyjemne to nie jest?

- Nie jest, ale co zrobić - to jest taka jaskinia. Za to ma potężny potencjał eksploracyjny. Próbujemy tę jaskinię zrobić najgłębszą na świecie, a właściwie nie tyle zrobić, co udowodnić, że jest, czyli znaleźć odpowiednie przejścia. Gdyby ta woda nie była termalna, mocno zmineralizowana, to znaczyłoby, że nie pochodzi z dużej głębokości.

- Na jaką głębokość udało ci się zejść?

- Ja zszedłem na razie na nieco ponad 200 metrów. Przede wszystkim jednak wysondowaliśmy ją z tej głębokości 200 m na kolejne chyba 170 m, czyli mamy już 373 m głębokości jaskini. Brakuje nam tylko 19 m do Pozzo del Merro - tej najgłębszej, więc w tym roku będziemy tam ostro działać. Myślę, że tam trzeba będzie zrobić nurkowania poniżej 300 m, żeby znaleźć dalsze korytarze i prowadzić dalsze pomiary sondujące. Ale na to mamy cały rok.

- Jak to wygląda na dole? "Ciemno, zimno i do domu daleko"?

- Niestety. Tak jak w jaskiniach - czy suchych, czy mokrych - zawsze jest tak samo: nie ma światła! Tu w Polsce jest zimno i do domu daleko. W Meksyku jest cieplej i do domu blisko...

- Kiedy jest "ciemno, zimno i do domu daleko", to nie są to warunki naturalne i przyjazne dla człowieka, ale jest to jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie możemy dalej prowadzić eksplorację. Żyjemy w XXI wieku, prawie wszystko zostało odkryte, a my tu w środku Europy - właściwie najbardziej wyeksplorowanego kontynentu - robimy cały czas, rok w rok, jakieś odkrycia. I to jest niesamowicie pociągająca rzecz - zwłaszcza w obecnych czasach.

- Więc to "ciemno, zimno i do domu daleko" jest wynagradzane przez to, że po prostu czujemy się Kolumbami XXI wieku.

- Ale jak siedzisz na 200 metrach głębokości, to coś widać? Jaka tam jest temperatura? Jak wyciągasz rękę, to widzisz swoją dłoń czy już nie?

- Mówimy o Hranickiej Propasti. Tam nie jest za dobra woda, nie jest za przejrzysta, jest stosunkowo ciepło, bo 15 stopni, ale po siódmej, ósmej godzinie nurkowania już czuje się chłód. Natomiast ja nie czuję dyskomfortu na dole, bo to są pierwsze godziny nurkowania, kiedy ja tam działam, więc jeszcze nie zdążę zmarznąć i jeszcze jestem podniecony cały czas odkrywaniem.

- Siedem, osiem kolejnych godzin to jest dekompresja i coś, co muszę zrobić, żeby skończyć nurkowanie bezpiecznie - i to już nie jest przyjemne, to jest po prostu zło konieczne. Jeśli chcę tak głęboko eksplorować jaskinie, to muszę się liczyć z długą dekompresją. Jeśli jej nie wykonam, to ulegnę wypadkowi nurkowemu i będę miał jakieś problemy medyczne, więc muszę to po prostu zrobić.

- Czyli to wynurzanie trwa najdłużej?

- Niestety tak, jeszcze sobie z tym nie umiemy poradzić. Medycznie chyba tego nigdy nie rozwiążemy. Można byłoby próbować oddychać płynami i wtedy dekompresja mogłaby się skrócić, bo nie musielibyśmy tylu gazów obojętnych umieszczać w płynach - to z nimi jest problem.

- Problem jest z azotem, helem, ewentualnie - jeszcze głębiej - z wodorem. I z tym gazem, który rozpuszcza nam się w organizmie, bo potem on się musi z powrotem z tego organizmu wydostać, i to najlepiej przez nasze płuca. Jeśli się będzie wydostawał przez nasze tkanki, skórę, to znaczy, że już jest źle. Dlatego to tyle trwa...

- Ale nurkowałeś na przykład w niedalekiej jaskini Bystrej, która słynie z tego, że nic w niej nie widać.

- Nie, nie. Bystra ma bardzo dobrą przejrzystość wody, o ile dobrze pamiętam. Ja tam nurkowałem wtedy, kiedy w naszych tatrzańskich jaskiniach jeszcze można było nurkować - to tak gwoli ścisłości.

- A już nie wolno?

- Wolno, ale to dawno było, szczerze mówiąc, kiedy ja się zajmowałem Bystrą. Tam przejrzystość jest doskonała. Tatrzańskie jaskinie mają wodę o bardzo dużej przejrzystości przez pierwszą minutę, potem wracamy faktycznie w całkowicie zmąconej wodzie, po omacku, kiedy ledwo widać palec przystawiony do maski.

- Te jaskinie mają bardzo dużo mułu i błota na dnie i jeden nieopatrzny ruch powoduje, że to się wszystko podnosi. A że są dość ciasne, to nie ma szans tego nie wzbudzić. Także płynąc w głąb widzimy wszystko bardzo dobrze. Pamiętam, że przepływałem tam kiedyś koło sprzętu Petrujkicia, który tam zginął, chyba to był rok 1978...

- 1987.

- To czeski błąd... Przez to nurkowanie w Czechach często popełniam błędy. Widziałem doskonale ten sprzęt, porobiłem zdjęcia. Jak wracałem koło niego w kompletnie zmąconej wodzie to pomyślałem, że jemu się też ona zmąciła i to było główną przyczyną jego tragedii - tej tragedii, która się potem wydarzyła.

- To jest pewien problem naszych jaskiń: dają duże możliwości eksploracyjne, ale są ciasne, zimne i przede wszystkim dostęp do syfonów jest w nich bardzo trudny. Trzeba jednak być grotołazem, mieć dobry zespół. Zrobienie paru akcji nurkowych w ciągu roku to jest duże przedsięwzięcie.

- Jaka to widoczność, licząc w centymetrach czy metrach?

- W powrotnej drodze potrafi być nawet metr, ale potrafi być i centymetr. Natomiast kiedy płynie się w głąb, to myślę, że widoczność 30 m mogłaby być, gdyby te jaskinie miały takie rozmiary... One są bardzo kręte, więc ja nie jestem w stanie tego nawet sprawdzić,  ale woda jest w nich dobra.

- Jaka w takim razie jest najlepsza woda do nurkowania?

- Definiując krótko, to na pewno słodka, przejrzysta i ciepła, czyli Meksyk, Bahamy, Dominikana. To są takie miejsca, gdzie są superwarunki do nurkowania jaskiniowego, bo cały czas rozmawiamy o nurkowaniu jaskiniowym. Nie o rafie, nie o morzach, tylko o jaskiniach. W tych rejonach są doskonałe warunki - i pod wodą, i później, po nurkowaniu: permanentne słońce, ciepełko i zawsze zimne piwo. Nie jest tak, że wchodzimy do polskiego sklepu i w lodówce stoi ciepłe piwo... Tam jednak jest zawsze zimne i to jest bardzo istotny element w nurkowaniu jaskiniowym.

- Pamiętam, że Francja jest już dużo mniej przyjemna do nurkowania. Temperatura wody wynosi 12 stopni, czyli jest już stosunkowo chłodna, nie jest też taka przejrzysta. Natomiast ładnie jest na zewnątrz: ten Masyw Centralny, w którym jest większość tych jaskiń, łatwo dostępnych, jest przeuroczy. Na Florydzie, pamiętam, woda ma chyba troszkę więcej, bo koło 18 stopni, ale też potrafi być słaba przejrzystość.

- Szczerze mówiąc, jak tak szwendam się po świecie, to w okolicach Morza Karaibskiego jest najpiękniejsze nurkowanie jaskiniowe, jakie do tej pory spotkałem - i nieprawdopodobnie obszerne. Pamiętajmy, że na Jukatanie w promieniu 70 km mamy siedemdziesiąt jaskiń o łącznej długości korytarzy ponad 1000 km. Jakbyśmy je wszystkie rozwinęli, to jak z Zakopanego do Gdańska spokojnie sobie możemy nurkować. To jest miejsce, które się nigdy nie znudzi, bo po prostu cały czas możemy nurkować w innych częściach jaskini.

- Czyli wszystko dobrze, tylko do domu daleko?

- Nie, bo ja tam po prostu sobie pomieszkuję wtedy, jak tam jestem. Nie jadę tam na tydzień, tylko staram się jeździć na miesiąc z plusem - nawet na parę miesięcy, żeby nie latać. Te przeloty są trochę kosztowne i męczące, to prawda, ale bez przesady - w obecnych czasach do Meksyku dolatuję szybciej niż dojeżdżam samochodem czy pociągiem z Zakopanego do Gdańska. Więc o czym my tu mówimy! Na dodatek jeszcze ktoś mi podaje posiłek w samolocie. Odległość to więc pojęcie względne w obecnych czasach...

Informacja własna

RMF24.pl
Dowiedz się więcej na temat: nurkowanie | Krzysztof Starnawski | jaskinia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje