Reklama

Max Czornyj: Z premedytacją grzebię w umysłach

Max Czornyj: "Po skończeniu książki lubię zapalić cygaro i napić się dobrej whisky", fot. Bartosz Pussak /materiały prasowe

Jak radzisz sobie z wszystkimi rozpraszaczami typu telefon, Facebook itd.?

Reklama

- Na szczęście Internet służy mi do niewielu czynności, wobec czego nie jest to dla mnie jakiś wielki problem. Nie jest tak, że pisząc całkowicie odcinam się od świata. Jeśli mam potrzebę sprawdzenia wiadomości, to po prostu to robię. Telefon co do zasady mam wyciszony, ale wynika to bardziej z braku potrzeby uwiązania się do świata moją komórką. W ogóle nie lubię nowoczesnych sprzętów i przeszkadzają mi w bliskim otoczeniu. Wiesz, jak trudno było się ze mną zdzwonić w sprawie tego wywiadu.

Wiem. Pisarze zazwyczaj dzielą się na tych, którzy piszą tylko wtedy, kiedy czują wenę, i na tych, którzy choćby mieli wielką blokadę, to zmuszają się do codziennego pisania. Ja to wygląda u ciebie?

- Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym w ogóle nie mógł ruszyć z tekstem. Bywa tak, że w ciągu godziny jestem w stanie napisać kilkanaście tysięcy znaków, ale miewam też sytuacje, kiedy tych znaków jest tysiąc czy nawet mniej. Pracując w tych swoich określonych godzinach i pomiędzy rozmaitymi, kawowymi chociażby przerwami, zawsze pojawia się jakiś fragment teksu. Tym bardziej, że fabuła, którą tworzę ma mnie samego ciekawić. To ja chcę się dowiedzieć, co za chwilę stanie się z danym bohaterem czy wątkiem. A jeśli sam tej historii nie wymyślę, to nie zrobi tego nikt za mnie. Jeśli już zdarza mi się blokada, to raczej techniczna, kiedy chcę opisać jakąś scenę w taki, a nie inny sposób, ale nie jestem zadowolony z jej budowy językowej albo wydźwięku. Wtedy przerabiam ją aż z właściwą mocą pobudzi we mnie adrenalinę. Wierzę, że wówczas ten sam efekt osiągnę wobec czytelnika.

A czy pisanie może doprowadzać do cierpienia fizycznego? Kręgosłup nie ma najłatwiej, kiedy kilka godzin siedzi się przy komputerze.

- To prawda. Kilku- lub kilkunastogodzinne pisanie na komputerze staje się działaniem autodestrukcyjnym. Obciążenia kręgosłupa, różne nienaturalne, wymuszone pozycje - wszystko to nie sprzyja komfortowi fizycznemu. Na szczęście dostałem doskonały fotel, który niebywale usprawnił mi pisanie. Nie sądziłem, że jeden odpowiednio wykonany fotel może tak wiele zmienić w codziennej pracy. Mimo to pod koniec każdego dnia staram się uprawiać klasyczną, szwedzką gimnastykę.

Mam znajomego, który tak jak ty pracuje w domu, w związku z czym po pewnym czasie bardzo spadła jego higiena pracy. Nawet do tego stopnia, że do komputera siadał w piżamie. Po jakimś czasie doszło do niego, że musi coś zmienić i poszedł w drugą skrajność - codziennie w domu zakładał garnitur i zdejmował go dopiero po ośmiu godzinach. Miewasz podobne problemy?

- Dla zasady nie ubieram się w spodnie dresowe czy bluzy. Choć wbrew plotkom nie piszę też w garniturze. Natomiast sprawia mi przyjemność, kiedy we wszystkim, w tym we własnym ubiorze, zachowuję należny poziom estetyki. Nawet gdy nikt mnie nie widzi.

Książka papierowa czy czytnik elektroniczny? A może audiobooki?

- Nie posiadam żadnego czytnika. Książki w formie audio czasami posłucham, gdy jadę samochodem, ale nie jest to dla mnie wygodna forma. Lubię czuć zapach książki, zwłaszcza mam słabość do starych inkunabułów, pozaginanych kartek, zaznaczeń, podkreśleń, odręcznych notatek. Wtedy wiem, że ta książka żyje. A kiedy uda mi się znaleźć w środku jakąś starą zakładkę zrobioną na przykład z gazety sprzed wielu lat, mogę na nowo wracać do jej historii. Do tego, kto ją czytał przede mną i jak ją przeżywał. To mistyczny proces, który dotyczy także moich książek. Swoimi słowami również wnikam do umysłów czytelników. I z premedytacją w nich grzebię...

Rozmawiał Łukasz Piątek

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje