Reklama

Max Czornyj: Z premedytacją grzebię w umysłach

Max Czornyj: "Po skończeniu książki lubię zapalić cygaro i napić się dobrej whisky", fot. Bartosz Pussak /materiały prasowe

Walka wydawnictw o pozyskanie nowego czytelnika czasami doprowadzana jest do granic absurdu. Nie tak dawno w aplikacji mobilnej do zamawiania jedzenia pojawił się kod rabatowy, dzięki któremu można było posłuchać fragmentów audiobooka jednego z polskich pisarzy. Nie masz wrażenia, że to coraz częściej robi się przaśne?

Reklama

- Wielokrotnie słyszę o tym, że całość egzystowania na rynku wydawniczym skupia się na mitycznych zabiegach marketingowych. To cliché. Nie doświadczyłem żadnych nacisków ze strony mojego wydawcy na cokolwiek, co wykraczałoby poza aspekty pisarskie. Natomiast gdy wydawca już poznał mnie na tyle dobrze, że wiedział, jakie mam pasje, jak myślę, kim jestem, wówczas pojawiły się rozmaite pomysły na kampanie wizerunkowe. Dzięki temu stałem się twarzą pewnej polskiej marki odzieżowej  - choć wbrew postawionej tezie pytania - inicjatywa wyszła z jej strony, a nie od wydawcy. Przede wszystkim nikogo nie udaję. Na przykład fakt, że kryminały czytam sporadycznie, zapewne nie jest pozytywny wizerunkowo. Mimo to jestem w tym wszystkim prawdziwy. Tworzę własną markę - Max Czornyj, nie opracowuje jej dział marketingu. Często działam wbrew delikatnym sugestiom. Końcowa ocena i tak należy do czytelnika. A ja pozostanę sobą.

A kiedy mowa o liczbie pisanych książek, to jest jakiś nacisk wydawnictwa? Bo piszesz ich naprawdę dużo.

- Absolutnie nie. Zawsze kierowałem się mottem Citius-Altius-Fortius, aby jeżeli coś robię, to robić jak najlepiej i jak najintensywniej. Nie traktuję pisania niczym wielkiego, mistycznego przeżycia duchowego, tylko jak swoją pracę. Choć jednocześnie sprawia mi wielką przyjemność i dostarcza najgłębszych emocji. Poświęcam mu wiele godzin, więc rezultaty są takie, że to wydawnictwo nie nadąża za mną, a nie narzuca mi jakieś kwoty.

Zatem jak często piszesz?

- Marketingowo powinienem pewnie powiedzieć, że piszę siedem dni w tygodniu po dwadzieścia godzin. Tak nie jest. Piszę niemalże codziennie po wiele godzin, ale jeżeli oderwę się od pisania, to nie wiąże się z tym trauma przełamania zachowań kompulsywnych. Sedno jest trywialne: nie muszę napisać ani słowa, ja chcę to robić. Jeżeli pracuję nad książką, spędzam nad tekstem około szesnastu godzin na dobę. Jednak później potrafię się od niego zupełnie oderwać i na tydzień lub dwa poświęcić się tylko lekturze. Choć podobno tak sam siebie tłumaczę... Rzeczywiście nowe pomysły nie dają mi spać.

Masz jakieś swoje rytuały, bez których nie możesz się obejść podczas pisania książki?

- Najwygodniej pisze mi się w gabinecie, wśród tykających, cykających i wybijających godziny zegarów. Mam swoją ulubioną czcionkę, akapity, wielkość tekstu, powiększenia edytora itp. To instrumenty, które mają służyć przede wszystkim praktyczności, ergonomii pracy. Natomiast co do ewentualnych rytuałów to kwestie dotyczące przerw kawowych o określonych ściśle porach. Ponadto zazwyczaj już po skończeniu książki, po owym "fade to black" kiedy pozostaje mi tylko redakcja - lubię zapalić cygaro i napić się dobrej whisky. Ot, przyjemne zwieńczenie setek godzin spędzonych nad tekstem. A że trochę tych książek w ciągu roku piszę, to również zapewne kwestia tej motywacji. Pod koniec XVIII wieku Anglicy zaadaptowali, a następnie zmodyfikowali francuskie pojęcie "bon viveur" i to w nim zawiera się moje podejście do życia.

Czy podczas pisania próbowałeś kiedyś pobudzić wyobraźnię jakimiś używkami, alkoholem?

- Nigdy nie zdarza mi się być na rauszu. Miałem jednak sytuację, że stworzyłem kawałek tekstu i usunąłem go przez przypadek po śladowej ilości alkoholu. To pozostawia na długo głęboki abszmak. Na pewno, jeśli się pobudzi głowę odpowiednią ilością dobrego trunku, to wtedy pojawiają się nowe pomysły. Jednak staram się tego unikać. Mam ich dość bez tego...

Bywa, że w ciągu godziny jestem w stanie napisać kilkanaście tysięcy znaków - mówi Max Czornyj. Czytaj na następnej stronie >>>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje