Reklama

​Markus Torgeby i życie w rytmie natury pod gołym niebem

Markus najlepiej się czuje na łonie natury /Markus Torgeby /archiwum prywatne

Jak znajdujesz dziś równowagę między codziennością a naturą?

Reklama

- Pewnie miałbym z tym problem, gdybym zamieszkał w dużym mieście. Mieszkamy całą rodziną przy samym lesie, właściwie drzewa mamy na wyciągnięcie ręki. Przywykliśmy z żoną i dziećmi do tego, że nasza codzienność jest silnie związana z przyrodą. Codziennie chodzimy do lasu na spacer, czerpiemy z darów natury.

Piszesz w swojej książce, że lata spędzone w lesie pozwoliły ci zapanować nad strachem. Jakie jeszcze prozdrowotne właściwości natury zaobserwowałeś?

- Na pewno możliwość uporządkowania głowy. Moja rodzina od pokoleń żyje blisko natury. Dziadek łowił ryby. To on nauczył mnie pokory wobec przyrody. Pokazał, że nie można jej sobie podporządkować, można natomiast korzystać z jej dobrodziejstw. 

- Zdrowie psychiczne, przejrzystość myśli i spokój ducha to wielkie plusy mojej bliskości z naturą.

Co na to twoja żona?

- Kiedy poznałem Fridę byłem przyzwyczajony do samotności i spartańskich warunków. Nasz pierwszy wspólny dom był położony w lesie. Prosta chatka bez elektryczności. Nie przejmowałem się za bardzo temperaturą, tylko przystosowywałem do warunków najlepiej jak potrafiłem. No i któregoś dnia Frida zwróciła mi uwagę: “Markus, coś z tym musimy zrobić, tu jest pięć stopni Celsjusza. Zimno mi!" Po czasie zrozumiałem, że ciągłe przesuwanie granic wytrzymałości organizmu nie ma sensu, trzeba zadbać również o komfort, szczególnie wtedy, kiedy dzielisz z kimś życie.

Ile czasu zajęło ci przystosowanie się do nowego życia?

- Kilka lat. Szukaliśmy wspólnie złotego środka, najlepszego rozwiązania dla Fridy i dla mnie, a z czasem - także dla naszych dzieci.

Wróćmy jeszcze do poszukiwania sensu i własnej drogi życiowej. Jaka jest twoja?

- Dość prosta: rób w życiu coś, co ma sens. Nie tylko dla ciebie, ale i dla twojego otoczenia. Patrzę dziś na swoje życie i uważam, że ono takie właśnie jest. Porzuciłem wydumane ambicje, zamiast nich wolę żyć chwilą. Po co się mam stresować przyszłością? Martwić na zapas, o to, co będzie za kilka lat? Albo roztrząsać coś, co już dawno za mną? Staram się być tu i teraz, bo wiem, że moja pełna obecność jest wartościowa nie tylko dla mnie, bo w pełni przeżywam każdy dzień, ale też dla moich dzieci i żony. Nie ma w tym wcale braku odpowiedzialności. Kiedy żyłem na zewnątrz bywały trudne chwile, ale nie mogłem uciec przed problemami. Nie mogłem się poddać, bo konsekwencje mogły być śmiertelne. Żyłem więc chwilą, skupiając się na tym, co najważniejsze. To była bardzo cenna lekcja.

Nie czekaj do ostatniej chwili, pobierz za darmo program PIT 2020 lub rozlicz się online już teraz!

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: markus torgeby | natura | las | życie | przyroda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje