Reklama

Marcin Najman: Żeby coś osiągnąć, trzeba zaryzykować

Najman chce sprowadzić do Polski gwiazdę wagi ciężkiej /Piotr Piwowarski /East News

Wzbudza skrajne emocje. Dla jednych jest bardziej celebrytą niż sportowcem z krwi i kości, dla innych sprawnym organizatorem i specem od promocji pojedynków. I właśnie o tych umiejętnościach porozmawialiśmy z Marcinem Najmanem, który 25 maja przyszłego roku zorganizuje pierwszą galę bokserską na Stadionie Narodowym. - To ma być wielkie święto sportu, patriotyzmu i muzyki - podkreśla.

Reklama

Najświeższe wiadomości ze świata boksu w serwisie Eurosport.Interia.pl

Dariusz Jaroń, Interia: Lubisz ryzykować?

Reklama

Marcin Najman: Żeby coś osiągnąć, trzeba zaryzykować. Nie ma dróg na skróty.

Gala bokserska na Stadionie Narodowym to duże ryzyko?

- Oczywiście, to ryzyko jest, ale przystałem na nie, ogłaszając, że gala się odbędzie. Teraz nie ma się co nad tym rozwodzić, trzeba zakasać rękawy i wziąć się do pracy.

Do gali pozostało pół roku. Niby sporo, ale z perspektywy organizatora pewnie niewiele...

- To odpowiedni czas, żeby przygotować imprezę tak, jak na to zasługuje, czyli z największym pietyzmem. Narodowa Gala Boksu ma być wielkim świętem sportu, patriotyzmu i muzyki. Wiele elementów musi zaskoczyć jednocześnie. Co do samej karty walk, na ten moment pewniakami są zawodnicy i zawodniczki, którzy pojawili się na pierwszej konferencji prasowej - m.in. Mariusz Wach, Rafał Jackiewicz, Tomasz Sarara, Ewa Piątkowska - plus ogłoszony nieco później Robert Talarek, natomiast to nie są wszystkie gwiazdy, które wystąpią na Stadionie Narodowym. Zaraz po Świętach lecę do Londynu rozmawiać z największymi tuzami wagi ciężkiej.

Po przeciwnika dla Mariusza Wacha?

- Tak. Mając takiego zawodnika w walce wieczoru mamy duży komfort, ponieważ Mariusz nie pęka przed nikim. Może boksować z każdym. Już nawet nie dzwonię pytać czy ten czy tamten, bo on nie ma z nikim problemu.

Dlaczego Wielka Brytania?

- Uznałem ten kierunek za najlepszy, mamy tam wiele gwiazd zawodowego boksu, z absolutnego topu wagi ciężkiej, jak Tyson Fury, David Haye, Tony Bellew, Hughie Fury...

Jest też Anthony Joshua, ale on z wiadomych względów nie wchodzi w grę. Kogo dokładnie z wymienionych pięściarz będziesz chciał sprowadzić do Polski?

- Priorytetem są spotkania z obozami Tysona Fury’ego i Davida Haye’a. W dalszej kolejności chciałbym porozmawiać z przedstawicielami Derecka Chisory i Tony’ego Bellew.

Powrót Tysona Fury’ego do boksu, pogromcy Władimira Kliczki, na gali w Warszawie, to byłoby coś...

- Właściwie walka z każdym z tych pięściarzy byłaby wydarzeniem nie tylko na skalę polską, ale międzynarodową. Ale chodzi mi po głowie także bardzo ciekawe rozwiązanie z polskiego rynku. Bardzo chciałbym doprowadzić do walki Mariusza Wacha z Izu Ugonohem. Jego walka z Dominikiem Breazealem była jedną z najbardziej pasjonujących, jakie w ostatnim czasie widziałem. Jestem przekonany, że z Mariuszem Wachem stworzyłby podobne widowisko.

Kolejnym po Mariuszu Wachu pewniakiem do występu na Stadionie Narodowym jest Rafał Jackiewicz. Zdarzyło się wcześniej, że zawodowy pięściarz walczył na jednej gali trzy razy?

- Na poziomie zawodowym były chociażby turnieje KSW, gdzie zawodnicy toczyli trzy walki jednego wieczoru, natomiast nie zdarzyło się, żeby ktoś miał trzy zawodowe pojedynki w trzech różnych formułach. Jeśli wszystko przebiegnie zgodnie z planem, będziemy chcieli zgłosić występ Rafała Jackiewicza do Księgi Rekordów Guinnessa.

Jak to ma w praktyce wyglądać?

- Rafał zacznie od walki MMA. To będzie jeden z pierwszych pojedynków w karcie. Następnie, po dwóch, może trzech kolejnych, stoczy walkę w kickboxingu, a na koniec będzie boksował. Oczywiście przy założeniu, że wcześniej nie zostanie znokautowany lub nie nabawi się kontuzji. Bo możemy sobie wiele zakładać i obiecywać, ale jak w pierwszym pojedynku pęknie mu łuk brwiowy, to do pozostałych nie zostanie dopuszczony przez lekarza.

Będzie jakiś plan awaryjny na wypadek takiego zdarzenia? Wypadną ci z karty dwie walki.

- Nie przewiduję walk rezerwowych, zadbamy o to, żeby kibice mieli sporo bardzo dobrych pojedynków w karcie, chociażby starcie czołowych zawodników wagi ciężkiej K-1 Tomasza Sarary i Tomasa Moznego o mistrzostwo świata organizacji WKN. W razie kontuzji, Rafał po prostu wypadnie z gali.

Jesteś w trakcie negocjacji ze stacjami telewizyjnymi. Bliżej ci do formuły pay-per-view czy transmisji w otwartym kanale?

- Prowadzimy bardzo zaawansowane rozmowy z dwoma partnerami telewizyjnymi, w zależności od tego, z którym się zwiążemy, będzie to PPV lub otwarta transmisja. Wolałbym mówić o konkretach, dlatego zostawmy na razie to, do którego rodzaju transmisji mi bliżej.

25 maja wystąpisz w podwójnej roli: organizatora i zawodnika. Da się to pogodzić na odpowiednim poziomie?

- Zawsze jest w takich sytuacjach ryzyko, że może zabraknąć koncentracji, ale parokrotnie już walczyłem na swoich galach, oczywiście była to inna skala zawodów, ale udawało mi się te role połączyć. To raz. Druga sprawa, ja przecież tej gali nie organizuję sam. Nad przygotowaniem i realizacją imprezy będzie czuwał sztab doskonałych fachowców. Będę im potrzebny wcześniej, natomiast w dniu gali wszyscy będą doskonale wiedzieli, co mają robić. Zazwyczaj niewiele miałem pracy w dniu moich ostatnich gal, pozostawało się tylko skupić na walce. A ta będzie wyjątkowa. Rywalizacja na Stadionie Narodowym to marzenie każdego sportowca w kraju.

Twoim przeciwnikiem będzie Artur Binkowski. Dlaczego akurat on?

- To był jego pomysł. Wyzwał mnie jakiś czas temu do walki, a ja na tę propozycję przystałem. I tyle. Pierwotnie wcale nie miałem na tej gali walczyć. Od razu chciałbym podkreślić, że - wbrew temu co wiele osób powtarza, żeby wprowadzić opinię publiczną w błąd - to nie będzie walka wieczoru. Najważniejszym wydarzeniem gali będzie pojedynek Mariusza Wacha z czołowym pięściarzem wagi ciężkiej na świecie.

Był też pomysł, żebyś walczył z Arturem Szpilką...

- Nawet mój.

Zaczepka na Facebooku czy coś więcej?

- Media społecznościowe są dzisiaj bardzo silnym źródłem informacji, dlatego za ich pośrednictwem zaproponowałem taki pojedynek Arturowi. Zadzwoniłem też w tej sprawie do Andrzeja Wasilewskiego, jego promotora. Po ostatnich porażkach Artura, widzę na dziś swoją szansę w walce z nim. Wiem, jak to jest przegrać trzy razy z rzędu, bo sam kiedyś tego doznałem, wiem, co się dzieje w głowie zawodnika. Uważam, że na ten moment Artur byłby w moim zasięgu.

A jak oceniasz walory sportowe Artura Binkowskiego? Bo te promocyjne są niepodważalne...

- Artur ma ogromne walory medialne, trzeba go nawet trochę okiełznać. Kiedy podjęliśmy decyzję, że ta walka się odbędzie, tłumaczyłem mu, że u nas liczy się tylko sport. Jako promotor bardzo bym sobie życzył, żeby trzymał fason. Stadion Narodowy zobowiązuje. I Artur na konferencji ten fason trzymał, potem go poniosło. Natomiast pod względem sportowym, mówimy o ćwierćfinaliście igrzysk olimpijskich, który stoczył wiele zawodowych walk z lepszymi bokserami niż ja. Obiektywnie patrząc, to on jest faworytem tego starcia.

Na jaką liczysz frekwencję?

- 50 000 widzów. To byłoby coś.

Sporo. Jak zapełnić trybuny Stadionu Narodowego?

- Najlepiej zadziała mocna karta walk i gwiazdy, które tego dnia wystąpią. Jeżeli zestawienie pojedynków będzie się bronić sportowo, a do tego dojdzie największa artystka polskiej sceny, czyli Edyta Górniak, a także Kombii, Liroy. To nie będą krótkie występy, czym poszerzymy grono osób zainteresowanych galą. Poza tym wierzę, że będzie wielu chętnych do tego, żeby uczcić z nami setną rocznicę odzyskania niepodległości i pamięć żołnierzy, którzy zwyciężyli pod Monte Cassino.

Jak ten patriotyzm chcecie pokazać?

- Dyrektorem tego obszaru gali została Ania Popek, dziennikarka o bardzo patriotycznej duszy. Wierzę w jej profesjonalizm, w to, że znakomicie przygotuje scenariusz tych obchodów. Niesamowitą nobilitacją jest dla mnie patronat córki gen. Władysława Andersa, pani Anny Marii Anders. Będzie tego dnia z nami na Narodowym. Będą podniosłe chwile, ale oprócz wymiaru patriotycznego będzie królował sport i rozrywka na najwyższym poziomie.

Koncerty będą się przeplatać z walkami?

- Tak. Na środku płyty stadionu będzie ring, a z boku scena, połączona z nim podestem. Realizacją zajmą się reżyserzy. Edyta Górniak, podobnie jak to miało miejsce przy mojej poprzedniej walce, będzie mi towarzyszyć podczas wyjścia do ringu. Spore wyróżnienie. Liczę też, że znów przyniesie mi szczęście.

Pięściarzy będzie zapraszał do ringu Michael Buffer? Sondowałeś taką możliwość...

- Ustaliliśmy, że dopóki nie zakończymy rozmów, nic w tej sprawie nie powiem. Ale niespodzianek dla widzów będzie sporo. Na razie zdradziliśmy tylko część naszych planów. Kolejne, w tym pełną kartę walk, chciałbym przedstawić w lutym.

Tak duża gala to też ogromne pieniądze. One idą dopiero za kontraktem ze stacją telewizyjną?

- Budżet jest ogromny, potwierdzam, ale absolutnie nie będę się wypowiadać w mediach o biznesie. Nie ma takiej potrzeby, żeby mówić o tym publicznie.

Mówiliśmy o frekwencji na jaką liczysz, oglądalność będzie zależała od tego, czy będzie to PPV czy transmisja otwarta. Ale nawet jeśli przyjedzie Tyson Fury, to zainteresowania walką Andrzeja Gołoty z Timem Witherspoonem nie przebije.

- Fenomenu Andrzeja Gołoty i jego charyzmy nie da się z niczym porównać, tym bardziej, że to był 1998 rok, czyli szczyt formy naszego pięściarza. To jest największa legenda boksu zawodowego w Polsce, dlatego taka oglądalność, a było to ponad 12 milionów widzów, już się nie powtórzy.

Andrzej Gołota będzie gościem specjalnym Narodowej Gali Boksu?

- Nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej.

Rozmawiał: Dariusz Jaroń

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje