Reklama

Jakub Czarodziej: Hejterzy są bardzo potrzebni

Jakub Czarodziej: "Dzięki krytyce widzę swoje błędy. Mam darmową korektę swoich ruchów" /materiały prasowe

Myślisz, że po twoją książkę sięgną inne osoby niż te, które znają cię z internetu?

Reklama

- Przedsprzedaż pokazała - a bardzo fajna liczba z tego wyszła, za co im bardzo dziękuję - że oczywiście większość zamówień zrobili ludzie z mojego Instagrama i Facebooka. Mam nadzieję, że trafi też do innych. Mnie brakowało czegoś takiego 15 lat temu. Jest napisana najprostszym językiem, żeby każdy mógł ją przeczytać. Będę szczęśliwy, jeśli zrobi czytelnikowi chociaż maleńki ruch w głowie. Że zacznie zdawać sobie sprawę z pewnych kwestii i żyć po swojemu. Tego ludziom brakuje.

Polecasz ją każdemu - od nastolatka po osoby dojrzałe?

- Są ludzie, którzy chcą nad sobą pracować, szukają impulsu, szukają bodźca. Tak, jak ja szukałem go u siebie. "Magia zmiany" może być dla nich zapalnikiem, ale ona sama nie zmieni nikomu życia. Chciałbym, żeby była taką malutką iskierką do tego, żeby ktoś sięgnął może po kolejna książkę, może po szkolenie, żeby zaczął iść do swojego celu. Oczywiście zapraszam też na sesje do siebie. Jak będę miał miejsca.

Łatwo jest się na nie dostać?

- Stare dobre przysłowie mówi: pracy nie przepracujesz. Mam określoną liczbę miejsc tygodniowo i tego nie przepracuję. Mam też swoje życie prywatne, dwie firmy. Oczywiście z zewnątrz może tak wyglądać, jakbym nie pracował, ale całymi dniami siedział na Facebooku. Prawda jest taka, że śpię po trzy - cztery godziny na dobę. Czasem ktoś mówi, że chciałby przyjść do mnie, bo trzy lata pracuje ze swoim psychologiem i efektów nie widzi. Ile? Trzy lata? U mnie po połowie roku jest won. Chyba nikt nigdy tyle nie przepracował w tak krótkim czasie. Z czym przyszli - mają przerobione, założenie i cel osiągnięte. Następny proszę. Dlatego właśnie kiedy odchodzą moi - jak się śmieję - weterani, wrzucam post i kto pierwszy ten lepszy.

Kiedy wymyśliłeś, żeby psychologię połączyć z ciuchami?

- Zawsze chciałem być cały wytatuowany i mieć własną linię ubrań. Nie kupuję chińskiego badziewia. Mam szwalnię, w której od podstaw szyjemy ubrania. Ludzie, którzy je kupili, doceniają, jak są zrobione. Cieszę się z tego, że stworzyłem swoją markę, ona się pomalutku rozkręca.

- Psychologia. Najbardziej poczułem, że mam do tego... nazwę to darem, kiedy pracowałem w windykacji. Na szkoleniach na windykatora tłukli mi: "Pieniądze, pieniądze, pieniądze". "Masz go męczyć, nie ma kasy - zabierz mu mieszkanie". Takie były początki, a wyniki średnie. Kiedy zacząłem z tymi ludźmi rozmawiać, wyniki miałem najlepsze w Polsce. Nauczyłem się, żeby do ludzi - również bezdomnych i meneli - mieć więcej wyrozumiałości. Rozmawiałem z nimi tysiące razy i nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, jak człowieka życie może mocno uderzyć. Moim narzędziem była rozmowa. Dla mnie zaczął liczyć się człowiek. Do tej pory czasem w Katowicach, gdzie wtedy pracowałem, ludzie podchodzą do mnie i dziękują mi, że dałem im ogromną nadzieję.

To stąd to zdanie, że "Szczęście to nie to co masz, ale stosunek do tego, co masz"?

- Tak. Znam ludzi, którzy są obrzydliwie bogaci. Są nieszczęśliwi. Sam nie jestem milionerem, bo nim nie chciałem być. Mam to, co chciałem mieć. Żyję tak, jak chciałem żyć. Mieszkam jak chciałem, wszystko mam jak chciałem. Jestem człowiekiem szczęśliwym. Mam znajomych, którzy na moje spotkania dojeżdżają tramwajem, nie mają samochodów, są przeszczęśliwi - to fajni, radośni ludzie. W książce jest duża wzmianka o optymizmie - trzeba być optymistą.

Tylko do tego optymizmu mimo wszystko trzeba mieć odpowiednie warunki.

- Dlatego często porównuję psychologów do muzyków. Ludzie mnie pytają, ile książek psychologicznych przeczytałem. Ale po co? Czy dobry piosenkarz musi przesłuchać Queen, Abbę, żeby tworzyć? Nie musi. Tworzy, a na jego koncerty przychodzą setki tysięcy ludzi. To się dla mnie liczy w psychologii. Żeby na człowieka, który przychodzi do ciebie, umieć w danym momencie wymyślić metodę. Żeby pracować z nim w sposób indywidualny. Oczywiście trzeba znać teorię, którą już ktoś kiedyś opracował - tak jak muzycy, którzy mają swoje narzędzia - między innymi instrumenty - i na nich bazują, ale tworzą sami.

Użyłeś w naszej rozmowie wobec siebie słowa "artysta" - jako prowadzący kanały socialmediowe, czy artysta - psycholog?

- Mam swój piękny dzióbek do zdjęć, moją piękną twarz... (śmiech)

- Zdjęcia sobie zawsze robię sam. Uważam, że to element, w którym chcę się wyrazić. Swoje posty piszę sam. Tworzę ubrania. Jest we mnie troszkę tego artyzmu.

To wyrażanie czy jednak kreowanie siebie?

- Wyrażałem się już dużo wcześniej, a teraz zaczynam to zamieniać w pieniądze.

Rozmawiała: Agnieszka Łopatowska

***

Dziękuję krakowskiemu Empikowi Bonarka za pomoc w przygotowaniu materiału

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje