Reklama

Jakub Czarodziej: Hejterzy są bardzo potrzebni

Jakub Czarodziej: "Dzięki krytyce widzę swoje błędy. Mam darmową korektę swoich ruchów" /materiały prasowe

Któreś z zarzutów godzą w ciebie bardziej od innych? Jest ci po nich przykro, albo uważasz je za niesprawiedliwe?

Reklama

- Tak. Cztery razy wyciągałem już konsekwencje, bo uważałem, że ktoś mocno przegiął pałę. Są bardzo przykre komentarze, ogromne poniżanie, memy - taka jest kolej rzeczy, musimy sobie z tego zdać sprawę. Każdy artysta ma memy na swój temat. To wszystko jest w granicach tolerancji, ale powinno mieć zasady jak w sztukach walki - można się prać po gębie ile wlezie, ale nie poniżej pasa. Hejterzy myślą, że my nie mamy znajomości? Też je mamy i to solidne. Cztery razy powiedziałem: "k..., dość" i musiałem zareagować. A świat jest niesamowicie mały. I to wcale długo nie trwało aż takiego człowieka miałem, tak jak ciebie teraz, przed sobą.

I co zrobiłeś?

- Ekhm... W dwóch przypadkach miałem mieć wypłacone zadośćuczynienie i przeprosiny na pewnej stronie, za opublikowanie na niej mojego zdjęcia i pisanie bardzo brzydkich rzeczy na mój temat. Ale powiedziałem, że tak nie chcę. Wolałem, żeby wśród swoich ludzi zebrali pieniądze i wpłacili je za karę na cel charytatywny. Nie wziąłem pieniędzy dla siebie, pokazałem tym ludziom tylko, jaki ten świat jest mały. Znaleźli się też hejterzy, którzy mnie mocno poniżali, a jakiś czas później mnie przeprosili i powiedzieli, że robię kawał dobrej roboty i chcą się czegoś uczyć ode mnie.

Są hejterzy, są też fani. Gdyby nie było ich tak wielu, pewnie hejterów byłoby mniej. Fani rekompensują ci te ciemne strony popularności?

- Jak nie, jak tak! Moi fani to duży argument za tym co robię. To ludzi dojrzali, dorośli. Często mi ktoś zarzuca, że oglądają mnie gimnazjaliści. Wiem, że te rzeczy, które w mój sposób staram się przekazać, omijałbym szerokim łukiem gdybym miał lat 13-15. I oni też tak robią. Dopiero kiedy doszedłem do pewnego etapu pracy nad sobą, nazwę go etapem dojrzałości, przekonałem się, co się w życiu liczy.

Kim są twoi podopieczni i czemu tak ich nazywasz? Psychologowie nazywają swoich pacjentami.

- Jeśli kogoś nazywamy pacjentem, człowiek czuje się po prostu niżej. Na początku ludzi, z którymi pracowałem, nazywałem kwiatuszkami. Ale potem zaczęło ich przybywać, więc zdecydowałem, że będę ich nazywać podopiecznymi.

Fakt, że byłeś kiedyś łobuzem pozwala ci ich lepiej zrozumieć i wybrać inne metody, niż te, z których korzystałbyś po prostu po studiach?

- Kiedy mówię ludziom, że skończyłem resocjalizację, to zazwyczaj myślą, że byłem resocjalizowany. (śmiech)

- A byłem strasznym łobuzem, strasznym. Moja mama w wieku 30 lat miała siwe włosy - dzięki mnie. Przechodziłem ludzkie pojęcie. Podkreślam jednak, że nigdy nie skrzywdziłem człowieka, ani zwierzęcia. Tak szalałem, że w wieku 13 lat grożono mi poprawczakiem, bo już nie było na mnie innej rady. Usiadłem na tyłku, kiedy urodziła się moja siostra. Miałem 13 lat. I powiedziałem sobie: "Człowieku, ty musisz dać matce spokój".

Zrekompensowałeś mamie ten czas?

- Do tej pory to robię. Pytałaś mnie wcześniej, czy lepiej mi zrozumieć te dzieciaki. Jasne, ale do tego dochodzi wiedza, plus szkolenia, plus kursy. Bo szczerze mówiąc, na studiach nauczyłem się najmniej. Plus oczywiście praktyka. W książce jest opis, jak nauczyliśmy troszkę życia niejakiego Krisa. Widziałem w nim to samo, co było u mnie. Tylko ja byłem jeszcze gorszy.

Ale wiesz, że to była ryzykowna akcja.

- Wszystko było pod kontrolą, naprawdę. Moją i paru innych specjalistów. Nie robiłem tego sam. Odwiedzam te dzieci w domach, zawożę im ubrania ze swojej linii, takie, w których coś się delikatnie nie uda, na przykład ktoś źle wszyje metkę. Lubię z nimi pracować, pod jednym warunkiem: że one chcą pracować ze mną. Ale w świecie internetu przez młodzież jestem znienawidzony, bo tak została zmanipulowana przeciwko mnie. Oni ślepo w to zaczęli wierzyć, a uważam, że powinni sobie przeczytać mój post, zobaczyć filmik i przekonać się, że ten łysy nie robi im nic złego. I nigdy nie zrobił.

Dla kogo Jakub Czarodziej napisał książkę - czytaj na następnej stronie >>>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje