Reklama

Jak smakuje życie w jaskini na Teneryfie? Rozmowa ze Zdzichem Rabendą

Zdzich zamieszkał w skalnej wnęce na ponad pół roku /Zdzich Rabenda /materiał zewnętrzny

Przyglądając się temu, jak teraz żyjesz i pracujesz, zainteresowało mnie w ogóle, jakie są przyczyny tego, że znalazłeś się na Teneryfie i prowadzisz taki tryb życia? Ktoś konkretny ciebie zainspirował? Jakie osoby i jakie wydarzenia zbudowały tego Zdzicha, z którym dzisiaj mogę rozmawiać?

Reklama

- Moje życie jest nieustannym zwrotem akcji. Nie ma momentu na przestrzeni ostatnich ośmiu lat, aby był w jakimś sensie stabilny. Natomiast szczęśliwie się złożyło, że robię przez cały ten czas to, co kocham - zajmuję się prowadzeniem prezentacji podróżniczych oraz edukacją etnologiczno-kulturową. Od ośmiu lat nie pracuję na żadnym etacie, ale bywało, że niekiedy zdarzały się dodatkowe prace za granicą, jak np. we Francji, Szkocji, Islandii, czy chociażby w Szwecji, gdzie byłem w zeszłym roku. Jestem w życiu dość elastyczny, ale że mogę utrzymywać się od lat z robienia tego, co kocham, jest dla mnie ono łatwiejsze. 

- Ponieważ siedzę w jaskini, to pisze się jakaś historia, którą mógłbym niebawem gdzieś opowiedzieć. W czerwcu na Festiwalu Włóczykij w Gryfinie będę mieć właśnie taką okazję. 

- Odpowiadając bardziej prywatnie na to pytanie, to od dziecka wychowywałem się w klimacie górskich wędrówek. Rodzice mieli pasje do chodzenia do gór, której jako małe dziecko nie doceniałem trochę, ale po latach jestem im za to wdzięczny. Podróże zaczęły się u mnie od jazdy autostopem po Polsce z kuzynką, a potem ruszyła lawina kolejnych wyjazdów.

Nie jest ci samotnie niekiedy, żyjąc w takiej odległości od kraju, od innych ludzi, będąc skazanym czasami na łaskę lub niełaskę pogody czy innych sił przyrody?

- Nie czuję się tutaj aż tak samotnie. Jeśli chcę zaznać odosobnienia, to idę wysoko w góry na wędrówkę. Poza tym odwiedzają mnie tutaj często znajomi, a ja sam też mam taki charakter, że lubię się otaczać ludźmi.

Ktoś poza tobą w tym kanionie jeszcze mieszka? Jak wygląda okolica twojej jaskini?

- W tym miejscu, w kanionie, mieszka w zależności od okresu około 100-150 osób, ale na olbrzymim obszarze o powierzchni kilku kilometrów kwadratowych. Zatem ta liczba rozkłada się równomiernie na tak dużym terenie. Nie ma tutaj sytuacji, że za rogiem obok mnie ktoś jeszcze mieszka i sąsiadów widzę na co dzień. Ponadto lokalizacja ma duże znaczenie w temacie gęstości zaludnienia tych okolic. Moja jaskinia znajduje się w wyższych partiach kanionu na tzw. "czerwonej górze". Mam tutaj około pół godziny spaceru pod górę od oceanu. 

- To miejsce jest tego warte, bo codziennie mogę podziwiać widoki na góry oraz Ocean Atlantycki. Oczywiście są osoby, które wolą mieszkać bliżej cywilizacji, obok głównych dróg, bo tak jest im wygodniej, ale ja wolałem wybrać miejsce bardziej odosobnione. 

- Na "czerwonej górze" nie jestem oczywiście sam. Co ciekawe, na taki wybór zdecydowali się tutaj praktycznie sami Polacy. Jest nas tutaj większość i tworzymy zintegrowaną paczkę. Żyjemy tutaj w takiej nieco hippisowskiej komunie, w relacjach dobrosąsiedzkich i możemy na siebie liczyć. Ogólnie w tym kanionie cała społeczność jest niezwykle różnorodna. Prawie z każdego kontynentu ktoś tutaj pomieszkiwał, od Dalekiego Wschodu po kraje Ameryki Południowej.

W jakiej części Teneryfy w ogóle mieszkasz?

- Znajduję się w południowej części Teneryfy, niedaleko miasta Adeje. Ta część wyspy jest najbardziej słoneczna, ale również bardzo turystyczna, gdzie jest wiele luksusowych hoteli. Wracając na chwilę do wątku freeganizmu, można znaleźć naprawdę dobre rzeczy na śmietnikach. Podając przykład, materac, na którym śpię, pochodzi z Hotelu Sheratona.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: męskie tematy | wywiady | Teneryfa | jaskinia | przygoda | freeganizm

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje