Reklama

Igor Rotberg: Nienawiść przynosi pieniądze, a pandemia podsyca płomień hejtu

Ale nie jest to dobre zjawisko?

Reklama

- Uprzedzenie to rodzaj stereotypu, negatywna opinia, nieuzasadniona obawa czy niechęć do członków danej grupy, które może być podwaliną hejtu. Człowiek świadomy jest w stanie wyłapać swoją niewiedzę na temat danej grupy, ale jeżeli nie ma świadomości, uprzedzenia stają się obrazem rzeczywistości.

 - Zostaje jeszcze kwestia dyskursu społecznego. Często spotykamy się z sytuacją, kiedy dwóch lub więcej polityków obrzuca się błotem w ramach debaty, choć słowo "debata" trzeba tu wziąć w cudzysłów. Pojawia w nas się przekonanie, że być może to jest społecznie akceptowane, że mowa nienawiści to jest coś, co można robić. Szalenie ważne są też słowa, które padają w społecznym dyskursie. 

- U podstaw hejtu leży często dehumanizacja ludzi. Wiemy to z historii, na przykład z czasów II wojny światowej, gdy Żydzi określani byli jako "robactwo". Odebrano im tym samym podmiotowość, odczłowieczono ich. No bo skoro to jest "robactwo", to łatwiej pałać do nich nienawiścią. Nie tak dawno mieliśmy podobną sytuację w Polsce, gdy o pewnej grupie ludzi mówiło się "zaraza". Mówiąc tak, odczłowieczamy tych ludzi, a więc łatwiej ich nienawidzić.

Brakuje mi tylko ostatniego elementu. Co napędza ludzi do tego, żeby faktycznie napisać widoczną publicznie wiadomość przesiąkniętą złością?

- Pierwszym powodem może być to, że aktualnie bardziej skupiamy się na sobie, że opinia o nas jest dla nas bardzo ważna, że musimy zaistnieć. To widać w mediach społecznościowych. Wszystkie są przecież zbudowane wokół tego, żeby pokazać siebie, abyśmy byli widziani i lubiani.

- Drugim powodem jest natychmiastowość, jaką daje internet. Jeśli ktoś musiałby poczekać, dojechać do domu, zasiąść do laptopa i dopiero wtedy napisać komentarz, może by ochłonął. Ale gdy ten ktoś czyta coś na telefonie, w samochodzie, w korku, podenerwowany, nie może gdzieś dojechać na czas, boli go głowa, a tu ktoś inny napisał jakiś post niezgodny z jego przekonaniami, wystarczą trzy sekundy, żeby zaatakować go przez smartfon.

Wyżywamy się tu i teraz na kimś, żeby się oczyścić i dać ujście emocjom?

- Ja bym określił to funkcją regulacji emocji. Mamy emocje steniczne i asteniczne. Pierwsze dają nam energię, drugie wyciszają. Złość jest emocją steniczną, podnosi poziom energii, potrzebujemy coś z nią zrobić, ona sama nie wyparuje od razu. Nie każdy jest po kursach radzenia sobie ze złością. Ludzie wylewają ją na kogoś innego, tak jak ten rodzic reguluje sobie irytację bijąc dziecko, a jak dziecko boli, to rodzic czuje taką pokraczną satysfakcję, że jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie. W internecie jest łatwiej, bo tej osoby obok nie ma.

- Manifestacja tych emocji, jak sprawdzili szwedzcy naukowcy, pobudza jądro ogoniaste w mózgu, część układu nagrody. Hejt prowadzi do tego, że opada napięcie, reguluje się złość i dodatkowo mamy poczucie sprawiedliwości. Ale oczywiście dzieje się to kosztem innych.

Czy nie jest to trochę pompowane przez dostawców technologii? Skoro zacięte kłótnie czy treści przepełnione negatywnymi emocjami mają większe zasięgi i przynoszą większe zyski, to nie jest to na rękę tym, którzy dają możliwość pisania komentarzy?

- Tam, gdzie jest hejt, jest więcej kliknięć. A pieniądze w internecie nie idą za treścią, a za kliknięciami. Nienawiść przynosi pieniądze. Łączy się to ze zjawiskiem baniek informacyjnych. Jesteśmy otoczeni ludźmi, serwisami i źródłami, które potwierdzają nasz sposób widzenia świata. Spotkanie się z innością, wyjrzenie poza bańkę wymaga pewnego wysiłku intelektualnego.

Dowiedz się więcej na temat: hejt | wywiady | internet | psycholog

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje