Reklama

Grant Reynolds: Ludzie sądzą, że nie jestem normalny

Grant Reynolds jest byłym snajperem amerykańskiej piechoty morskiej, konstruktorem i instruktorem strzelectwa oraz... golfa. Opowiada o majestatycznych pojazdach i grillowaniu za pomocą fal dźwiękowych.

Grant, jesteś człowiekiem instytucją: byłeś snajperem w marines, nurkujesz, konstruujesz, jesteś instruktorem strzelectwa i... golfa. Jak to ze sobą godzisz?

Reklama

Grant Reynolds: - Czasem ludzie myślą, że ich oszukuję. Kiedy pytają mnie o moje zainteresowania, albo najbardziej szalone rzeczy, jakie zrobiłem, a mi buzia się nie zamyka, robią wielkie oczy i zastanawiają się, czy jestem normalny. Nie są w stanie uwierzyć, jak wiele rzeczy mnie interesuje. Otwierają usta z niedowierzania i zadają pytania typu - "CO ZROBIŁEŚ?", "JAK CI SIĘ TO UDAŁO?", "JAKIM CUDEM, TO NIEMOŻLIWE!" (śmiech). Należę do tego rodzaju ludzi, którzy jak już czegoś się podejmą, to poświęcają się temu w 100 procentach. W mojej karierze często okazywało się, że nawet najbardziej szalone pomysły bywają warte tego, by je realizować.

- Od dzieciństwa pasjonowałem się różnymi rzeczami. Nigdy nie potrafiłem usiedzieć w miejscu. Będąc nastolatkiem, brałem udział w wyścigach rowerowych i zajmowałem się nurkowaniem. Gdy byłem bardzo, bardzo młody, to zastanawiałem się nad profesją szewca, dzięki czemu teraz sporo wiem o reperowaniu butów. Kiedy wylądowałem w piechocie morskiej, marzyłem o tym, by zostać snajperem. Udało mi się i to. Zawsze byłem otwarty na nowe i starałem się mieć otwarte horyzonty. Niektóre rzeczy, których potrafię dokonać, są bardzo dziwne, ale każde okazało się przydatne na jakimś etapie mojego życia. Szczególnie w moim programie telewizyjnym.

Większość z pomysłów prezentowanych przez was w programie jest po prostu szalona. Zamieniliście meleksa w monster trucka albo przygotowaliście minigun strzelający kulkami mięsnymi. Jesteście normalni?

- Jesteśmy trochę dużymi dzieciakami. Ja i Kevin mocno się od siebie różnimy. Mamy podobny światopogląd, ale nasze doświadczenia życiowe pokrywają się ze sobą w bardzo niewielkim stopniu. Może stąd bierze się ten deszcz pomysłów? Zależy nam, aby w naszym programie pokazywać rzeczy, na które nikt by nie wpadł, albo pomysły tak szalone, że mogłyby się przyśnić jedynie osobie, której brak piątej klepki.

- Jeżeli myślisz, że ja i Kevin przygotowując się do programu spędzamy dziesiątki godzin grzebiąc w Internecie i w specjalistycznych książkach, to jesteś w dużym błędzie. To zupełnie tak nie wygląda. Najczęściej spotykamy się w garażu, bierzemy po butelce piwa w dłoń i zaczynamy rozmawiać o totalnie dziwacznych rzeczach. Po kilku godzinach i kilku piwach rodzą się najbardziej szalone pomysły (śmiech). Ale nie tylko my odpowiadamy za to, co pokażemy w programie. Mamy też producentów, którym czasem zdarza się wyskoczyć z takim projektem, że nam szczęki opadają. Kiedy indziej z kolei gaszą nasz entuzjazm. No cóż, jestem szczęściarzem. Mam najlepszą robotę na świecie.

Wykorzystujesz swoje nietypowe umiejętności w programie. Co najbardziej ci się przydaje w twoim życiu zawodowym?

- To znakomite pytanie! Pewnie się zdziwisz, ale wcale nie mam na myśli którejkolwiek z tych wszystkich szalonych umiejętności, jakich nauczyłem się przez lata. Zupełnie nie! Uważam, że to, co wychodzi mi najlepiej, to umiejętność doprowadzenia do końca powierzonego zadania. Nigdy nie odpuszczam. Zawsze staram się wszystko odpowiednio zaplanować i przewidzieć wszystkie ewentualne komplikacje.

- Dobrym przykładem na to jest choćby jeden z pozornie idiotycznych pomysłów, jakie realizowaliśmy w programie. Mam tu na myśli skonstruowanie gigantycznej procy, z której wystrzeliwaliśmy człowieka. Razem z Kevinem wszystko odpowiednio obliczyliśmy, dzięki czemu proca działała bez zarzutu od samego początku. Ani razu się nie pomyliliśmy. Właściwy kąt, właściwa prędkość, właściwy dystans. Wszystko poszło doskonale i za każdym razem udawało nam się odpowiednio wystrzelić człowieka (śmiech). Myślę, że tego rodzaju dopilnowywanie szczegółów to efekt mojego pobytu w marines. Tam nauczyłem się, jak kluczowe jest zwracanie uwagi na każdy, najdrobniejszy nawet detal. Poza tym myślę, że moją bardzo dobrą cechą jest to, że nigdy się nie poddaję.

Najdziwniejsze urządzenie jakie wybudowaliście?

- Sporo tego było. Myślę, że najdziwniejszą rzeczą, jaką wymyśliliśmy, było skonstruowanie... ogrodowego okrętu podwodnego. W najśmielszych snach nie spodziewałem się, że to urządzenie będzie działało tak wydajnie i efektywnie. A ten niecodzienny okręt skonstruowaliśmy z tak prostych elementów jak pas do nurkowania, rurki z PVC i sporo starych butli do nurkowania. Do tej pory trudno mi uwierzyć, jak nam się udało to zrobić. A co więcej, ten okręt naprawdę działała! To konstrukcja, z której jestem wyjątkowo dumny.

- Dziwaczną rzeczą był też rydwan stworzony z motocykli (śmiech). To był pomysł Kevina, mojego partnera z programu. Był tak obsesyjnie pochłonięty tym projektem, że kiedy chciałem usiąść  z nim, by przegadać sposób, jak możemy wspólnie go zrobić, Kevin odpowiedział "Grant, sam to zrobię. Daj mi tylko lejce ze skóry, bym wyglądał jak Ben Hur". Pomyślałem sobie: "Spoko stary, w takim razie zrobimy dwa!".

- Kevinowi budowa zajęła bardzo dużo czasu. Moim zdaniem za długo myślał nad konstrukcją. Jeżeli chodzi o mój rydwan, to było dokładnie odwrotnie - pracowałem przy nim krótko, dlatego efekt trochę mnie, hm, zaskoczył (śmiech). Lubię dużą prędkość, dlatego chciałem nadać mojemu rydwanowi największą moc, jaką tylko mogłem uzyskać. I powiem ci, że jego prędkość robiła wrażenie. Kłopot w tym, że ledwo mogłem go opanować. Nie pomyślałem też o zainstalowaniu hamulców (śmiech). Duża prędkość + niemal całkowity brak panowania nad pojazdem = BUM! I tak właśnie było. Miałem otwarte złamanie nogi. Była masa krwi, nie wyglądało to najciekawiej. Dawno się tak nie poharatałem.

Macie same szalone pomysły. Grillowanie za pomocą fal dźwiękowych? Serio? Jak smakowały burgery?

- Przyznaj, że to był genialny pomysł! (śmiech). Byliśmy naprawdę bardzo zadowoleni z tego, jak wyszło nam to smażenie. A już chyba najciekawszym odkryciem dla nas był fakt, że odpowiednie zgrillowanie steka falami dźwiękowymi zależy od tego, jakiej muzyki zamierzasz użyć do tego przedsięwzięcia. Nie wiem, czy lubisz dub, ale to właśnie fale dźwiękowe powstające przez puszczenie tego rodzaju muzyki wyglądały najpiękniej, a jednocześnie najlepiej nadawały się do smażenia mięsa. Dziwne, co? Z tego co pamiętam, sprawdziliśmy z 13-14 różnych rodzajów muzyki, by odpowiednio upiec te steki. Efekt był doskonały. Jedne z najlepszych steków, jakie jadłem!

Niczym serialowa "Drużyna A" zbudowaliście swój własny samochód pancerny. Szkolenie wojskowe jest przydatne, prawda?

- Bardzo! Szkolenie wojskowe w piechocie morskiej to jedno z moich najlepszych życiowych doświadczeń. Pozwala na zwracanie uwagi na najmniejszy detal, odpowiednie planowanie, natychmiastowe wyszukiwanie rozwiązań na nagle pojawiające się kłopoty. Nigdy nie żałowałem ani chwili spędzonej w wojsku, choć, jak każdy dostałem tam trochę w kość.

- Co do samochodu pancernego - tak, wyszedł świetnie. Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale jeszcze zanim powstał ten program, sporo jeździłem samochodami wojskowymi. Nie tylko zresztą w wojsku. Siedziałem za kierownicą najnowszych rodzajów Humvee, pojazdu Cougar MRAP, Lenco Bear Cat, ale także potężnego transportera Dragon Wagon z czasów II wojny światowej. Doskonale znam wszystkie zalety i nieliczne wady. Wspaniałe, świetnie zaprojektowane maszyny.

- Nasz samochód pancerny nie był może równie wspaniałą konstrukcją, ale również dawał radę. Jazda testowa przysporzyła mi trochę siniaków, bo wewnątrz było niewiele miejsca, ale tą maszyną naprawdę dało się wjechać wszędzie. Większe wrażenie robi jeszcze fakt, że pojazd nie miał silnika. Był napędzany "nożnie", w stylu Freda Flintstone (śmiech).

______________

Granta Reynoldsa możecie oglądać w programie "Eksperyment. Wersja 2.0" na Discovery Science przez cały listopad

Rozmawiał:

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje