Reklama

Duży w Maluchu: Krzysiek Golonka

Nie jest piłkarzem, ale z fubolówką wyczynia cuda. Krzysiek Golonka, znany szerszej publiczności z programu "Mam talent" był gościem Filipa Nowobilskiego. Szczere wyznania gwarantowane!

Filip Nowobilski: Kim ty jesteś człowieku? - mogą spytać niektórzy widzowie. No właśnie, kim?

Krzysiek Golonka: Obecnie kierowcą najlepszego polskiego samochodu, a na co dzień podbijam sobie piłkę i z tego jakoś żyję. Profesjonalnie nazywam się to freestyle football.

Ale nie jesteś piłkarzem?

- Nie. Robię pokazy, występuję w różnych miejscach na świecie, ale i też uczę dzieciaki na poprzez kanał na YouTube jak podnosić swoje piłkarskie umiejętności. Mam nadzieję, że dzięki temu w przyszłości chociaż trochę zmieni się oblicze polskiej piłki.

My za dzieciaka nie mieliśmy takich internetowych autorytetów, które pokazywałyby jak wykonywać dany trik.

- Ostatnio dostałem wiadomość od chłopaka, który gra w młodzieżowej reprezentacji Polski w piłce nożnej. Napisał mi, że na ostatnim meczu udało mu się wykorzystać podpatrzony u mnie trik. Takie rzeczy jeszcze bardziej motywują mnie do działania.

W piłce nożnej mówi się o ogromnych zarobkach. Skoro ty nie jesteś piłkarzem, to na czym gromadzisz swój kapitał?

- To co robię jest trochę takim showbiznesem piłkarskim. Jest to atrakcja, ciekawostka - ma ona za zadanie pokazać football w kontekście czysto rozrywkowym. Czasami zdarza mi się występować w przerwach meczów. Chcę pokazać, że piłka nożna nie musi kojarzyć się tylko z rywalizacją. Można dzięki spełniać marzenia także na inne sposoby.

Reklama

Czego ci w takim razie zabrakło, aby zostać "poważnym" piłkarzem?

- To złe pytanie. Dużo osób pytanie mnie o to, czego mi zabrakło. To po prostu był mój wybór. Chciałem to robić. Wcześniej zdarzało mi się grać, grałem między innymi w Sandecji Nowy Sącz, ale kiedy zauważyłem, że jest coś takiego jak piłkarski freestyle, to zainteresowałem się nim. Z tą dyscypliną było podobnie jak z breakdancem. Na początku nikt nie traktował go poważnie, ale z czasem stał się bardzo szanowany.

We freestyle'u też są zawody. Udało mi się wystartować na pierwszych mistrzostwach Polski i zająłem wtedy trzecie miejsce. Pomyślałem wtedy: Kurde, to naprawdę fajna rzecz.

Poza tym, ja jestem trochę egoistą i indywidualistą. Lubię decydować o wszystkim samemu. To nie jest do końca piłkarskie podejście...

Jesteś trochę zaprzeczeniem takiego stereotypowego piłkarza. Uniwersytet skończony, elokwentny, nie przeklinający co drugie słowo. Jak myślisz, skąd bierze się taki wizerunek sportowca idioty?

- Z tego co nam pokazują media, niestety. Te stereotypy bardzo się przyjęły. Całkiem niedawno jedna ze stacji telewizyjnych pokazywała relację z parady równości. Była na niej cała masa osób ubranych w tradycyjny sposób, ale w materiale pokazali tylko te, które na tle innych wyglądały na psycholi. Jest dużo ludzi, którzy powinni być pokazywani w telewizji, ale ich wizerunek nie jest na tyle charakterystyczny, aby w mediach się "sprzedali"

A czy YouTube też nie musi trochę żerować na tej wyjątkowości?

- Charyzma oczywiście jest potrzebna, ale nie uważam, aby była ona jakimś przełomowym elementem. W takim Warsaw Shore ludzie są charakterystyczni, ale czy mają oni coś do przekazania. Owszem, klikają się. Wyświetlenia się zgadzają, a ludzie z mediów są zadowoleni.

Wróćmy jednak do twojej kariery piłkarskiej. Chyba możliwe byłoby łączenie profesjonalnej gry z freestylem?

- Szczerze, miałem taki moment w swojej karierze, kiedy się nad tym zastanawiałem. Grałem w meczu TVN kontra politycy i strzeliłem na nim bramkę. Potem pewien pierwszoligowy, naprawdę mocny, klub piłkarski zgłosił się do mnie z propozycją, abym przyszedł do nich na testy. Niestety, ilość występów, które miałem zaplanowanych w czasie Euro 2012 uniemożliwiła mi wzięcie w nich udziału.

Ale to ci się opłaciło.

- Myślę, że tak. Od małego marzyłem, aby pojawić się na murawie gigantycznego stadionu. Nie sądziłem jednak, że można pojawić się tam nie jako piłkarz, tylko element takiego wydarzenia.

Kobiety z piłką zbyt dużo wspólnego nie mają, o polskich piłkarkach niewiele się słyszy...

- Tak się mówi, ale kiedy wejdziesz na portale plotkarskie, to często newsy o nich są popularniejsze od tych, które dotyczą piłkarzy.

Rozmawiałem kiedyś z Jankiem Błachowiczem (zawodnikiem MMA - dop. red.), który powiedział mi, że bijące się na ringu kobiety to nie jest do końca jego bajka. A co ty sądzisz o kobietach grających w piłkę?

- Nie zabraniam im tego, o ile grają z pewnym poziomem delikatności, który powinien cechować kobiety. Jeśli przeistacza się to w męski sport, to przestaję to czuć...

W świadomości Polaków zaistniałeś, kiedy to zobaczyliśmy cię w "Mam talent" - pokazałeś ludziom, że z piłką można robić prawdziwe cuda. Interesuje mnie jednak coś innego. Czy zbliżając się do finału wiedziałeś które miejsce zajmiesz? Te smsy naprawdę coś dawały?

- Ja nie mam do końca pewności jak to wyglądało. Chciałbym, aby do końca było to szczere. Ten program bardzo mi pomógł. Szedłem do niego nie z myślą o wygranej, ale raczej po to, aby pokazać ludziom to czym się zajmuję. Nie wiadomo jak to jest z tymi smsami. Dużo pomaga historia danego uczestnika, a ja takiej nie miałem. Nie chciałem się dzielić ze wszystkimi swoim życiem prywatnym. Zostawiam je w domu i jest ono tylko dla najbliższych mi osób. 

Czy jesteś zdania, że sport jest jedyną rzeczą, która może uratować telewizję?

- Nawet sam sport w telewizji może nie przetrwać. Jest jeszcze sporo osób, które nie potrafią korzystać z internetu, ale za jakiś czas społeczeństwo się zmieni. Wszystko przenosi się do internetu, gdzie każdy ma pełną swobodę i nie musi czekać aż coś w końcu pojawi się w ramówce...

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje