Reklama

Czy to najciekawszy zawód na świecie?

Jak wygląda życie degustatora win? - spytaliśmy o to konesera tego szlachetnego trunku, Wojciecha Bońkowskiego. "Średnio degustuję 20 win dziennie. Bywają dni, że i ponad 100" - przyznaje krytyk winiarski.


Wojciech Bońkowski to założyciel i redaktor naczelny największego portalu winiarskiego w Polsce Winicjatywa.pl. W latach 2002-2010 był autorem i zastępcą redaktora naczelnego "Magazynu Wino". Wraz z Markiem Bieńczykiem napisał serię przewodników "Wina Europy" (2003, 2005, 2008). Poza winem Wojciecha Bońkowskiego pochłania literatura włoska oraz muzyka Chopina (jest z wykształcenia italianistą i muzykologiem). Na co dzień wykonuje jeden z najciekawszych zawodów na świecie. Musi ocenić jakość kilkudziesięciu butelek wina. Jak sam mówi, to zawód, jak każdy inny, ale jeździć samochodem nie może.

Reklama

- Co atrakcyjnego jest w winie?

Wojciech Bońkowski: - Przede wszystkim smak. Dobre wino jest po prostu czymś znakomitym. Bardzo ważnym aspektem jest też kultura wina. Pod tym kątem wino diametralnie różni się od piwa, które choć jest w Polsce znacznie popularniejsze, nie niesie ze sobą całego zestawu znaczeń kulturowych. Istnieją też podświadome motywacje - bardzo ważna przy zakupie wina jest aspiracja. Proszę zauważyć, że w dyskontach, które stały się bardzo ważnym graczem na rynku wina, ten alkohol sprzedawany jest tak, jakby było z innego, lepszego świata.

 - Czy pracując jako degustator wina uważa się pan za szczęściarza?

- To praca jak każda inna. Idealistyczne wyobrażenie o tym, co robię, mogą mieć tylko ci, którzy nie uprawiali tego zawodu. Weźmy dla przykładu kierowcę rajdowego. Wielu może sądzić, że ma on genialne zajęcie, bo jeździ z dużą prędkością z punktu A do B. Tymczasem, zarówno kierowca rajdowy, jak i ekspert od wina, by osiągnąć sukces w swojej dziedzinie, muszą włożyć wiele pracy. W ciągu dnia degustacyjnego, na jakimś wyjeździe czy targach, próbuję od 120 do 150 win. Po przetestowaniu tylu alkoholi romantyzm znika.

- Jak wyglądają pana codzienne rytuały winiarskie?

- W domu zaczynam smakować wino dopiero przed obiadem. Unikam picia i degustowania alkoholu ranem. Gdy zaczynam sesję, biorę łyk do ust. Chwilę zastanawiam się nad wrażeniem, po czym wypluwam wino. Przy degustacji wina używam spluwaczki. Niestety moja praca, tak mogę to ująć, polega na wypluwaniu. Nie sposób przecież wypić takiej ilości wina.

Robię notatki. Zapisuję swoje wrażenia. Później, czasami po roku, sprawdzam, jak oceniłem dane wino, jak smakowało mi wtedy, a jak teraz. Bez bazy danych, którą stworzyłem, nie mógłbym pracować. W ciągu roku muszę zdegustować około 5-6 tysięcy win. Średnio jest to 20 win dziennie. Są też dni, kiedy jest ich ponad 100. Owszem, bardzo lubię wypić jeden, dwa kieliszki wina do obiadu, kolacji czy w ciągu dnia, ale wtedy robię to poza pracą.

- Oprócz tego, że czasami "przemęcza" pan swoje kubki smakowe, innym problemem, jaki wiąże się z pana pracą jest chyba to, że nie może pan prowadzić samochodu.

- Jestem młodym kierowcą. Prawo jazdy mam od niedawna. W dniach degustacyjnych nigdy nie prowadzę z uwagi na to, że nawet wypluwając wino mam podwyższony poziom alkoholu we krwi. Już po przetestowaniu 10-20 win, nie mógłbym prowadzić. Musiałbym odczekać przynajmniej godzinę. Stanowi to problem, szczególnie, gdy odwiedzam regiony winiarskie. Tam lepiej jest mieć kogoś, kto będzie mnie woził. Najgorzej jest na Węgrzech. Wszystkie osoby poruszające się pojazdami obowiązuje limit 0 promila. Tymczasem nawet po krótkiej wizycie u winiarza, wypróbowaniu do 10 butelek, można wydmuchać od 0,05 do 0,1 promila.

- Jak liczne jest środowisko polskich degustatorów?

- Środowisko jest bardzo małe. Profesjonalnych degustatorów jest zaledwie kilkoro. Mamy też w Polsce dynamicznie rozwijające się środowisko blogerów, ale wśród nich brakuje profesjonalnych znawców. Niektórzy mają potencjał, by zostać zawodowcami. Jednak nim staną się profesjonalistami, muszą pamiętać, że z czegoś trzeba żyć, a bycie degustatorem wina czy winopisarzem nie jest zajęciem intratnym.

- Jednym z najbardziej znanych promotorów wina w Polsce jest Marek Kondrat. Jak oceniają go ludzie z branży?

- W środowisku importerów wina i tych, którzy o nim piszą, Marek Kondrat spotyka się wyłącznie z szacunkiem. Jesteśmy pełni uznania, że stworzył dwie firmy, które odniosły sukces. Uważamy, że sprowadza bardzo dobre wina i oferuje je w atrakcyjnych cenach. Wkład Kondrata w propagowanie kultury wina jest nie do przecenienia. Jeśli pojawia się krytyka wymierzona w jego stronę, płynie ze strony anonimowych internautów. To typowa sytuacja dla naszego kraju - gdy ktoś odnosi sukces, to pojawia się zawiść.


Rozmawiał Andrzej Grabarczuk


INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wino | winogrona | męskie tematy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje