Reklama

Czy smog podczas epidemii znika? Tak, ale nie w Polsce...

Choć nie należy się z tego cieszyć, ograniczenia wprowadzone z powodu epidemii mają pozytywny wpływ na jakość powietrza. Prawie wszędzie. Po lewej: poranek 7 kwietnia 2020 w Krakowie /artur widak/Nuer Photo/Getty Images /Twitter

Pojawiła się bardzo kontrowersyjna teza, że epidemia, a konkretnie ograniczenie poruszania się i zamknięcie ludzi w domach mogą uratować wiele ludzi, właśnie przez poprawę jakości powietrza. Ile w tym prawdy?

Reklama

- Tak, pojawiły się wypowiedzi w tym tonie. Sam czytałem podobny tekst z "Forbesa", ale pisany 11 marca, kiedy wirus nie zdążył jeszcze zebrać takiego żniwa ani zagrozić Stanom Zjednoczonym. No ta teza jest oczywiście związana odpowiedzią na pana poprzednie pytanie. Widać, że w Chinach smog jest wciąż nieporównywalnie większym problemem niż epidemia, z którą Chińczycy jednak koniec końców sobie dość sprawnie i szybko poradzili. Ale w przypadku Europy takie stawianie sprawy wydaje mi się bardzo wątpliwe. Już widać, że zysk na zdrowiu, zmniejszenie liczby zgonów związane z chwilową poprawą jakości powietrza w Hiszpanii czy Włoszech będzie dużo mniejsze od tragicznych skutków COVID-19. 

Więc czystsze powietrze w czasie epidemii to na pewno jakieś małe szczęście w nieszczęściu, ale cieszyć się z tego to byłby ponury absurd. Pomijając już aspekt etyczny, to chyba coś jest mocno nie tak z naszą cywilizacją, jeśli dopiero pandemia koronawirusa oczyszcza powietrze, i to dużo skuteczniej niż jakiekolwiek nasze dotychczasowe celowe działania, prawda? 

Możemy zrobić cokolwiek, żeby poprawić tę sytuację podczas stanu epidemii i wszystkich obostrzeń prawnych, jakie mu towarzyszą? Czy w ogóle powinniśmy się teraz tym przejmować?

- W Polsce ruch aut na ulicach jest teraz dużo mniejszy niż zwykle, ale i tak jeśli możemy zrezygnować z samochodu, to warto to zrobić. Z punktu widzenia ochrony siebie i innych przed wirusem samochód jest oczywiście lepszy niż autobusy i tramwaje. Może jednak czasem da się zamiast auta wybrać rower, który też jest dobrym środkiem lokomocji na czas zarazy, a nie emituje spalin.

Skoro większość zanieczyszczeń wypluwają domowe kominy, to możemy starać się palić porządnym opałem, przyzwoitej jakości węglem i sezonowanym drewnem. No i oczywiście nie palić żadnych odpadów, plastiku, płyt wiórowych, malowanego czy impregnowanego drewna. A jak się skończy kwarantanna, wymienić kocioł czy piec.

- Czy powinniśmy się przejmować? Przynajmniej nie powinniśmy zapominać. Bo jak wiemy pojawienie się koronawirusa nie sprawia, że inne problemy znikają. Co najwyżej niektóre stają się nieco mniej uciążliwe.

A zanieczyszczenie powietrza niestety wciąż jest w Polsce poważnym problemem, i to przez cały rok. W dodatku, jak widać, niezależnie od tego czy mamy epidemię czy nie. Smog związany z paleniem węgla i drewna wcale nie znika też mimo coraz cieplejszych zim. W tym roku przez zmianę klimatu zimy nie było w ogóle, a smog owszem. Epidemia kiedyś wreszcie się skończy, a stare, dobrze znane problemy zostaną.

Przy okazji naszej poprzedniej rozmowy (lipiec 2019, raport Menway "O smogu po męsku) powiedział pan, że ludzi generalnie bardziej interesują wyniki wydarzeń sportowych niż środowisko czy zanieczyszczenie powietrza. Wydarzeń sportowych na razie nie ma, a jakoś nikt nie przejął się nagle środowiskiem. Może w ogóle ten temat nie porusza większości?

- To mnie pan złapał za słowo... No tak, sport jak większość innych dziedzin życia, jest chwilowo zawieszony, ale przecież ludzie mają się czym przejmować i o czym myśleć. Jak nie samym koronawirusem, zdrowiem swoim i najbliższych, to choćby tym, że dzieci nie mogą się normalnie uczyć. Albo kryzysem ekonomicznym związanym z epidemią. Wiele osób już straciło pracę albo niedługo ją straci, trudno żeby chwilowo martwiły się tym co dzieje się z naszym środowiskiem.

Ale od problemów ze środowiskiem nie da się na długo uciec. Zostawiając nawet na boku smog, nie da się uciec choćby dlatego że w Polsce zapowiada się kolejny bardzo suchy rok. A to oznacza problemy nie tylko dla rolników, ale dla nas wszystkich - owoce i warzywa będą przez to droższe i będzie ich mniej. Obawiam się też, że częściej niż dawniej będą płonąć lasy. Kłopoty z wodą to - tak jak brak zimy - przede wszystkim konsekwencja zmiany klimatu. Fale upałów w lecie również. A upały są nie tylko nieprzyjemne i uciążliwe, ale podobnie jak koronawirus czy smog bardzo niebezpieczne dla naszego zdrowia i życia. I tu też najbardziej narażone są osoby starsze.

Niestety, o zmianie klimatu przypomnimy sobie pewnie dopiero kiedy Wisła w Warszawie będzie sięgała do kostek, albo kiedy termometry pokażą 35 stopni w cieniu. Tak jesteśmy ewolucyjnie zaprogramowani, martwimy się najbardziej tym co tu i teraz. Rzadko zastanawiamy się co będzie za rok, za dekadę czy choćby za dwa miesiące.     

***

#POMAGAMINTERIA

Alma Spei hospicjum domowe dla dzieci w Krakowie apeluje o pomoc w zgromadzeniu materiałów ochronnych dla swoich pracowników i podopiecznych oraz w pozyskiwaniu funduszy na działalność.

Sprawdź szczegóły >>

PRZEKAŻ DAROWIZNĘ

PRZEKAŻ 1% PODATKU

W ramach akcji naszego portalu #POMAGAMINTERIA będziemy łączyć tych, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą jej udzielić. Znasz inicjatywę, która potrzebuje wsparcia? Masz możliwość pomagać, a nie wiesz komu? Wejdź na pomagam.interia.pl i wprawiaj z nami dobro w ruch!

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje