Reklama

Czy smog podczas epidemii znika? Tak, ale nie w Polsce...

Choć nie należy się z tego cieszyć, ograniczenia wprowadzone z powodu epidemii mają pozytywny wpływ na jakość powietrza. Prawie wszędzie. Po lewej: poranek 7 kwietnia 2020 w Krakowie /artur widak/Nuer Photo/Getty Images /Twitter

Czy przez trudne warunki i chaos związany z epidemią w Polsce ustały dotychczasowe kontrole używanego materiału opałowego?

Reklama

- Nie wiem tego na pewno, ale przypuszczam że tak. To wydaje się bardzo prawdopodobne, prawda? Straż miejska i urzędnicy mają co robić, no i pewnie nie chcą narażać siebie ani mieszkańców. Od kolegi z Dolnośląskiego Alarmu Smogowego wiem że w ich województwie od czwartku straż miejska podlega policji i ma się zajmować kontrolą przestrzegania przepisów wprowadzonych w związku z epidemią koronawirusa, i niczym innym. To jest decyzja wojewody dolnośląskiego. Nie wiem jak to wygląda w innych województwach.

Żeby była jasność - nikt nie chce bagatelizować zagrożenia ani skutków epidemii, ale muszę o to zapytać: jak wygląda statystyka umieralności z powodu smogu w porównaniu do liczby ofiar koronawirusa?

- Dobre pytanie. To oczywiście zależy, o jakim kraju mówimy. W Chinach koronawirus zabił mniej niż 3,5 tys. osób - przynajmniej oficjalnie. A smog każdego roku zabija tam od około miliona do ponad półtora miliona ludzi. I skraca życie statystycznego Chińczyka średnio o 2 lata, a na bardziej zanieczyszczonej północy kraju nawet o pięć i pół roku. I podobnie jak przy epidemii COVID-19 najbardziej narażeni są ludzie starsi. Więc porównywanie smogu i koronawirusa bynajmniej nie jest bezsensowne, pewnie lepsze niż porównywanie np. liczby ofiar smogu i ofiar wypadków drogowych. Ale zostawmy Chiny. Dużo gorsza sytuacja jeśli chodzi o epidemię jest przecież choćby we Włoszech i w Hiszpanii - zwłaszcza jeśli przeliczymy liczbę zgonów na liczbę mieszkańców. W chwili gdy rozmawiamy (3 kwietnia 2020 - red.), na skutek epidemii we Włoszech umarło już prawie 14 tysięcy ludzi, a w Hiszpanii ponad 10 tysięcy. Wiemy jednak, że ofiar będzie więcej.

- A smog? W całym 2016 roku (nie ma nowszych danych) zabił we Włoszech 76 tys. osób, a w Hiszpanii 33 tysiące. Dla porównania, w Polsce ponad 45 tysięcy. Też z całą stanowczością chcę zastrzec, że nie bagatelizuję epidemii. Choćby po tym co dzieje się w Stanach, we Włoszech czy w Hiszpanii widać, jaki duży śmiercionośny potencjał ma ten wirus. Gdyby nie podjęto tak drastycznych kroków i nie wprowadzono takich ograniczeń jak w większości państw europejskich, to liczba ofiar byłaby pewnie dużo, dużo większa. No i epidemia wciąż trwa, więc z oceną jej ostatecznych skutków trzeba się na razie wstrzymać.

Z drugiej strony, epidemia takich rozmiarów jak ta obecna zdarza się rzadko, a brudne powietrze mamy co roku. I jeśli komuś te ponad 40 tysięcy zgonów z powodu smogu wydaje się tylko liczbą, teorią czy statystyką, to chciałem przypomnieć jeden smutny a chyba mało znany fakt: w styczniu 2017 umarło w całej Polsce o 11 tysięcy osób więcej  niż w styczniu 2016.

To znaczy, że w styczniu  2017 było około 44 tys. zgonów, a w styczniu 2016 około 33 tys. Powód? Najprawdopodobniej kombinacja wpływu bardzo silnego smogu oraz infekcji układu oddechowego. A zorientowaliśmy się że coś takiego miało miejsce dopiero na początku lipca 2017, kiedy GUS opublikował odpowiednie dane. Społeczeństwo zauważyło rekordowy smog ze stycznia i lutego 2017, i było o nim dobrze informowane przez media, ale nikt w porę nie zauważył tych 11 tysięcy dodatkowych zgonów...

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje