Reklama

Bogusław Wołoszański: Powinniśmy się chwalić osiągnięciami Polaków

Bogusław Wołoszański: "Wydawało się, że nauczyliśmy się unikać dyktatur i związanych z nimi zagrożeń. Okazuje się, że nie do końca" /Tomasz Urbanek /East News

Przykład najbardziej oczywisty to film "Tajemnica Westerplatte". Powinniśmy się obroną Westerplatte chwalić, budować na jej przykładzie uznanie dla męstwa naszych żołnierzy. Oni przetrzymali siedem dni piekła, poddali się dopiero wtedy, gdy zabrakło im amunicji. A pojawia się film, dotowany przez państwo, w którym ci wspaniali ludzie przedstawiani są jako głupcy i tchórze. To boli – mówi Bogusław Wołoszański, dziennikarz.

Reklama

Najnowsze odcinki programu Bogusława Wołoszańskiego "Tajna historia XX wieku" można śledzić na antenie Polsat Play w każdy poniedziałek o godzinie 22:00.

Reklama

Dariusz Jaroń, Interia: Pandemia mocno pokrzyżowała panu zawodowe plany?

Bogusław Wołoszański: - Strasznie namieszała w trakcie sezonu zdjęciowego. Zazwyczaj zaczynaliśmy w maju, tym razem ruszyliśmy dopiero w lipcu, podporządkowując wszystko bezpieczeństwu ekipy. To były trudne zdjęcia, w niepewnym czasie, w atmosferze podenerwowania, która chyba nam wszystkim w kraju się udzieliła. Na szczęście plan z minimalnym poślizgiem został wykonany, dostarczyliśmy Polsatowi dwanaście odcinków. 

Czym się pan obecnie zajmuje?

- Uziemiony w domu pracuję nad nową książką, piszę scenariusze następnych odcinków. Jeszcze mnie nie nosi, ale podejrzewam, że jak sytuacja będzie się przeciągać, to zacznie.

Ma pan jakąś receptę na przymusową kwarantannę?

- Nie mam odskoczni. Kieruję się jednym, prostym dogmatem: muszę uniknąć zakażenia koronawirusem, bo w moim przypadku choroba mogłaby się skończyć tragicznie. Muszę również dbać o żonę. Sytuacja jest o tyle niekomfortowa, że dopiero co urodziła mi się wnuczka. W związku z obostrzeniami, jeszcze jej nie widziałem.

Społeczne skutki pandemii. Rządowe słupki nic nam o nich nie powiedzą.

- A nad tym wszystkim unosi się jeszcze głęboki brak wiarygodności naszego premiera, który raz odwołuje pandemię, by potem ogłaszać kolejne ograniczenia. Właściwie nie bardzo wiadomo, w jakim punkcie się znajdujemy. Raz wyniki szybują w powietrze, za moment spektakularnie opadają. Zostawia nas to wszystkich, przeciętnych obywateli, w stanie głębokiej frustracji. Mam nadzieję, że uda nam się to niebawem przejść.

Czy jako historyk znajduje pan słowo optymizmu dla nas wszystkich?

- Zarazy zawsze były częścią życia ludzkości. Po raz pierwszy wiemy chyba tak dużo na temat przeciwnika. Wiemy, jak się przed nim bronić, mamy nadzieję na szybkie wprowadzenie do obrotu szczepionki. Największą zaraza XX wieku była oczywiście hiszpanka, która pochłonęła w Europie miliony ofiar. Spotkałem się z różnymi danymi: od 20 do 100 milionów zgonów. Pandemia sama wygasła, taki był los wszystkich zaraz. Teraz jesteśmy w lepszym położeniu, stąd nadzieja, że tak źle nie będzie.

Dla badaczy historii to będą kiedyś ciekawe czasy. A jakie są dla pana?

- Przede wszystkim denerwujące. 

Czemu?

- Ponieważ zachowania rządzących, na przykład Donalda Trumpa, są głęboko stresujące. Nagle coś, co było skałą niewzruszoną, czyli amerykańska demokracja, staje się czymś śmiesznym, bo jeden człowiek potrafi jej tak wiele szkód wyczynić. O Polsce nawet nie mówię, musielibyśmy długo rozmawiać o tym, ile jeden polityk może w kraju namieszać. Wracamy do mroków XX wieku, kiedy dyktatorzy, tacy jak Adolf Hitler i Józef Stalin, zrobili tak wiele złego dla historii, kultury, doprowadzili do zabicia milionów ludzi. Wydawało się, że nauczyliśmy się unikać dyktatur i związanych z nimi zagrożeń. Okazuje się, że nie do końca.

A to nie jest tak, że o dyktatorach i wojnach pamiętają maksymalnie dwa kolejne pokolenia, którym rodzice przekazali lęk przed zagładą? Czy 80 lat po II wojnie światowej budzi ona w młodych ludziach jakikolwiek niepokój?

- Na pewno budzi ogromne zainteresowanie. Powiedziałbym nawet, że coraz większe, czego dowodem są grupy rekonstrukcyjne. Korzystają z nowych czasów, które bardzo umożliwiły im rozwijanie tej pasji. Są czołgi, nie tylko sprowadzane z zagranicy, ale też odtwarzane w Polsce, jest broń, samochody. Obserwuję ogromną falę zainteresowania historią, szczególnie II wojną światową.

Pewna grupa interesuje się zatem historią. A czy jako zbiorowość boimy się powrotu wojny? Mechanizmów do niej prowadzących?

- Trudno mi powiedzieć, jak zainteresowanie historią przełoży się na przyszłość. Bez wątpienia te pierwsze pokolenia zostały szczególnie mocno dotknięte wojną i jej następstwami. To były pokolenia przetrącone, które z terroru hitleryzmu zostały wepchnięte w straszny czas stalinizmu. Ale Europejczycy nauczyli się, wyciągnęli wnioski z tej katastrofy, dlatego w 1945 roku nie popełniono takich błędów jak po I wojnie światowej. Już nikt nie upokarzał Niemców. To co się stało w 1918 roku, czyli upokorzenie narodu niemieckiego, stało się glebą, na której wyrósł nazizm. Po II wojnie światowej zastosowano mechanizmy, które miały zagwarantować pokój na długi pokolenia. Powstała Organizacja Narodów Zjednoczonych, jest Unia Europejska. To dwie największe siły gwarantujące pokój i spokój. Instytucje te zdają egzamin. Były oczywiście lokalne konflikty, ale od 1945 roku nie było tak dewastującego kataklizmu jak II wojna światowa.

W tym kontekście niepokojące są głosy europejskich polityków, którym Unia tak bardzo przeszkadza.

- Zbyt wielu mądrych ludzi ją tworzyło, walczyło o nią przez wiele lat. Unia Europejska jest zbyt potężną organizacją, by jacyś totalnie nieodpowiedzialni politycy zdołali ją zniszczyć. Tego się nie obawiam, ale gdyby do tego doszło, to byłaby katastrofa. Ale to science fiction, nie ma możliwości, żeby zniszczyć tak potężną instytucję. Nie martwię się o to.

A czego się pan obawia?

- Boję się świata, w którym wróci nienawiść. Nienawiść stworzyła nazizm, bolszewizm, stalinizm. Jest chwytliwą formą dla ludzi, którzy szukają ujścia dla swoich kompleksów i nieudacznictwa. A kiedy pojawia się fala nienawiści, poczucie krzywdy powstałej w wyniku potajemnych knowań, jak uważali Niemcy, kiedy narasta rozgoryczenie, pojawia się ktoś, kto potrafi to wykorzystać. Tak jak Adolf Hitler, który wykorzystał te emocje do ściągnięcia na ludzkość kataklizmu, znacznie większego niż pierwsza wojna światowa.

Jakie według Bogusława Wołoszańskiego Polacy mają powody do dumy - czytaj na następnej stronie >>>

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje