Reklama

Adrian Bednarek: Seryjnych morderców tworzy dla rozrywki

Adrian Bednarek. Fot. Atelier /materiały promocyjne

Kiedy koledzy chcieli bawić się w policjantów, mnie ciągnęło w stronę przestępców - mówi w wywiadzie dla Interii pisarz Adrian Bednarek. Z autorem powieści kryminalnych rozmawiamy m.in. o znakomicie przyjętej przez czytelników "Inspiracji", której głównym bohaterem jest 21-letni Oskar.

Łukasz Piątek, Interia: Dostaje pan od swoich czytelniczek wezwania do zapłaty?

Reklama

Adrian Bednarek, pisarz: - Wezwania do zapłaty? O czymś nie wiem?

Czytałem w Internecie komentarze na temat pana książki "Inspiracja" i kilka kobiet napisało, że podczas czytania jej, są tak rozemocjonowane, że obgryzają hybrydę z paznokci, czymkolwiek ona jest...

- Również nie orientuję się, czym jest hybryda, ale domyślam się, że to jakaś pochodna lakieru, skoro jest na paznokciach. Cóż, mogę je chyba jedynie przeprosić, choć przyznam cieszę się, że "Inspiracja" wywołała takie emocje.

Czytając "Inspirację" można się napocić, bo to książka, która trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej strony. Znowu posłużę się komentarzem z sieci - "ta książka to pendolino".

- Są w niej mocne sceny, to na pewno. Niemniej jednak uważam, że "Inspiracja" nie jest najbrutalniejszą moją książką. Mam nadzieję, że dobra zabawa przy czytaniu tej książki wynagradza czytelniczkom hybrydowe straty, o których pan wspomniał.

Chłopcy w dzieciństwie interesują się resorakami, pan natomiast od najmłodszych lat fascynował się seryjnymi zabójcami. Skąd tak oryginalne hobby?

- Kiedy koledzy chcieli bawić się w policjantów, mnie ciągnęło w stronę przestępców. Pewnie wzięło się to stąd, że od dziecka czytałem mroczne komiksy. Mając sześć lat dostałem od taty "Batmana". To był dosyć mroczny i ciężki komiks. I tak to się zaczęło. Zawsze wolałem zbrodniarza niż super bohatera. I nie chodzi o sympatyzowanie ze złem, ale raczej o ciekawość, co w głowie takiej osoby siedzi, jak jest ukształtowana, dlaczego robi tak straszne rzeczy.

Rodzicie nie byli zaniepokojeni?

- Raczej akceptowali moje niecodzienną pasję, więc chyba nie było ze mną aż tak źle. Choć pamiętam, że lubiłem połobuzować z kolegami na podwórku.

W latach dziewięćdziesiątych bardzo popularny w Polsce był Magazyn Detektyw. Czytywał pan?

- Do dziś kupuję Detektywa i namiętnie go czytam. Towarzyszy mi od liceum. To gazeta, która jest niekończącą się kopalnią inspiracji. Czytam również dużo książek o seryjnych mordercach, oglądam filmy dokumentalne, więc staram się być na bieżąco z "antybohaterami". Analizuję ich od wielu lat, co ułatwia mi tworzenie postaci do moich książek.

Podczas przygotowań do książki konsultuje się pan z policjantami, którzy specjalizują się w ściganiu seryjnych morderców?

- Niestety nie, bo trudno jest do nich dotrzeć. Natomiast współpracuję z patologiem sądowym, który ocenia moje pomysły na dokonywanie zbrodni przez postaci z książki. Ponadto mam to szczęście, że jedną z moich recenzentek jest psycholożka, która przygląda się stworzonym przeze mnie psychopatom od strony psychologicznej.

To, co urzekło mnie w "Inspiracji", to doskonale zbudowana psychologia każdej postaci. Czy któregoś z bohaterów "Inspiracji" spotkał pan kiedyś w realnym życiu?

- Wszyscy bohaterowie moich książek są wyłącznie wytworem mojej wyobraźni. Ich charaktery zawsze kształtują się podczas pracy nad książką, z każdą kolejną zapisaną stroną. Im bardziej brnę w fabułę, tym lepiej poznaję te postacie. Aczkolwiek być może zdarza się i tak, że nieświadomie przemycam do książek cechy charakteru osób, które spotykałem w swoim życiu. Jeśli tak było, to musiały mnie czymś zaciekawić, ale naprawdę nigdy nie jest to efektem zamierzonym. Zawsze staram się, żeby książka, która jest fikcją, nie czerpała z prawdziwych wydarzeń jeden do jednego.

Powiedział pan, że bohaterowie kształtują się na bieżąco wraz z pisaniem kolejnych rozdziałów. Fabuła pana książek również tak powstaje?

- Jeszcze nigdy nie zdarzyło mi się mieć całą fabułę ułożoną przed napisaniem książki. Chciałbym mieć tę zdolność, bo na pewno to wiele by mi ułatwiło. Książki piszę w ten sposób, że mam w głowie jakieś motywy, ale podczas pisania bardzo dużo się zmienia, bo okazuje się, że ku mojemu zdziwieniu akcja prowadzi mnie gdzie indziej, niż zakładałem. Bywa i tak, że książkę piszę od końca - w tym sensie, że wiem, jak ma się ona zakończyć, ale nie mam pojęcia, co się wydarzy wcześniej.

W "Inspiracji" dużo miejsca poświęca pan scenom erotycznym, które są szczegółowo opisane. Taki był zamysł od początku, czy to ewoluowało wraz z wymyślaniem kolejnych wątków?

- Z reguły wychodzi to spontanicznie. Zależy, jaki jest rodzaj i klimat książki. I oczywiście, kim są bohaterowie, jakie mają charaktery. W "Inspiracji" nie chciałem aż tak bardzo zagłębiać się w ofiary, bo uznałem, że ciekawszym rozwiązaniem będzie wzięcie pod lupę relacji Oskara z Luizą, bo to, co z niej wyniknie, będzie miało duże znaczenie także dla kolejnych części.

Zawsze zadaję to pytanie pisarzom, z którymi rozmawiam - mianowicie interesuje mnie aspekt techniczny pisania książek w pana wydaniu. Pisze pan w notesie czy na komputerze?

- Odręcznie piszę wyłącznie notatki - wątek, motyw, dialog - wszystko to, co wpadnie mi w danej chwili do głowy i muszę to gdzieś zapisać. Dlatego tych kartek mam bardzo dużo i są na nich takie bazgroły, że tylko ja potrafię je rozczytać. Natomiast główny proces pisania odbywa się na komputerze i co ciekawe - w Wordzie 2010. Tak bardzo przyzwyczaiłem się do tej starej wersji programu, że towarzyszy mi on do dzisiaj.

Codziennie pan pisze?

- Tak, to jeden z moich reżimów. Nie mam jednak sztywno ustalonych godzin. Cały czas pisanie łączę z pracą zawodową, więc muszę to jakoś pogodzić.

Wspomniał pan o kolejnych częściach powieści w roli głównej z Oskarem. Uchyli pan rąbka tajemnicy, co czego tego bohatera?

- Cała trylogia - "Inspiracja", "Obsesja" i "Fascynacja" jest poświęcona Oskarowi. Drugi tom jest już oprawiony i czeka na premierę, zaś "Fascynację" skończyłem pisać na początku maja i została ona już zaakceptowana przez wydawcę. Bardzo bym chciał podzielić się z czytelnikami Interii dalszą historią Oskara, ale nie mogę psuć im zabawy, zwłaszcza tym, którzy nie czytali jeszcze "Inspiracji". Zapewniam jednak, że będzie to mroczna zabawa.

 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje