Reklama

Kawa zniknie? Wszystko przez pszczoły

Gdy zabraknie pszczół, zabraknie także nasion kawy /123RF/PICSEL

Ekolodzy, naukowcy i pszczelarze przestrzegają przed użyciem w uprawach neonikotynoidów, ze względu na ich wysoka toksyczność. To wielkie zagrożenie dla egzystencji owadów zapylających, a w konsekwencji także dla człowieka. "Jeżeli lubimy kawę, to możemy się niepokoić, kawy nie będzie" - ostrzega ekspert.

- Nie będzie to świat taki, jaki znamy. Z jednej strony wiemy doskonale, że prawie 90 proc. wszystkich gatunków roślin, które na świecie żyją, to są gatunki związane z zapylaczami zwierzęcymi, głównie owadami. Słowa "pszczoła" używamy w znaczeniu: "zapylacze". Jeżeli chcemy mówić o stabilności żywnościowej, tak jak w tej chwili ją widzimy, to bez owadów zapylających nie jest ona możliwa. Duża część plonów, jest uzależniona od obecności owadów zapylających. To jest tylko fragment układanki. Mamy 450 tys. gatunków roślin kwiatowych, z których 90 proc. wymaga zapylaczy, a tylko kilka tysięcy to są uprawy - przestrzega dr hab. Marcin Zych z Wydziału Biologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Reklama

Świat bez zapylaczy wyglądałby zupełnie inaczej, precyzuje naukowiec.

- My, ludzie, byśmy przeżyli, bo dieta ludzka bazuje na 3-4 gatunkach wiatropylnych. To są zboża. 3/4 gatunków jest zapylanych przez zwierzęta. Obrazowo mówiąc, co trzeci kęs naszej żywności zawdzięczmy zapylaczom. Jeśli odniesiemy się tylko do roślin uprawnych, to zdecydowanie nasza dieta się zmieni. Jeżeli lubimy kawę, to możemy się niepokoić, kawy nie będzie. Winorośl jest wiatropylna, zboża też, więc chleb z oliwą i z winem nam zostanie, ale już gruszki, jabłka, wszelkiego rodzaju dyniowate, wszystkie rośliny sadownicze, część warzyw, zniknęłoby. Często nie dostrzega się takich korelacji, która nie jest bezpośrednia: jeżeli chcemy jeść marchew, z której nie jemy nasion ani owoców, to musimy mieć materiał siewny. Tego bez zapylaczy nie będziemy mieli - wyjaśnia Zych.

Także krajobraz wokół nas by się zmienił, bo zmieniłaby się roślinność, tłumaczy naukowiec.

- Dominowałyby trawy, rośliny wiatropylne. Zniknęłyby łąki kwietne, nie byłyby tak kolorowe. Byłoby zielono, ale nie kolorowo - mówił Zych.

Brak owadów zapylających wpłynąłby też na nasze zdrowie.

- Można sobie jeszcze wyobrazić, że dla tych z nas, którzy są alergikami, to byłby dosyć piekielny świat. Ponieważ wszystkie pyłki byłyby przenoszone przez wiatr. Byłaby dominacja wiatropylnych roślin, które są głównymi alergenami- wyjaśniała Katarzyna Jagiełło, specjalistka ds. różnorodności biologicznej z Greenpeace Polska.

- Fundujemy pszczołom kolację z arszenikiem. Małe, ale toksyczne dawki pestycydów będą podtruwać nasze pszczoły, ale pszczelarzom będzie trudno udowodnić, że do zatrucia doszło na konkretnej uprawie - mówił Waldemar Kudła, prezydent Polskiego Związku Pszczelarskiego.

- Nie odziedziczyliśmy ziemi po naszych rodzicach, ale wypożyczyliśmy ją od naszych dzieci - dodał.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat sprzedaż owadobójczych środków ochrony roślin wzrosła ponad dwukrotnie, podkreśla Greenpeace Polska. A liczne badania naukowe pokazują, że środki ochrony roślin zawierające neonikotynoidy przyczyniają się do pogorszenia stanu zdrowia pszczół miodnych i spadku liczebności dzikich pszczół.

Dorota Kieras


PAP life

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje