Reklama

Zaginione samoloty - niektóre są poszukiwane od 70 lat

W historii lotnictwa jest wiele przypadków zaginięcia samolotów bez śladu. Niektóre są poszukiwane od ponad 70 lat. Wydawałoby się, że przy współczesnej technice nie jest możliwe, by samolot "wyparował". A jednak...

2 lipca 1937 roku słynna pilotka Amelia Earhart i jej nawigator Fred Noonan wylecieli Lockheedem L-10 Electra z Papui-Nowej Gwinei w kierunku wschodnim. Mieli już za sobą trzy czwarte trasy wokół Ziemi. Gdyby udało im się dolecieć do Ameryki, byliby pierwszą załogą, która obleciała glob wzdłuż równika. Nie dolecieli jednak do wyspy Howland, na której mieli zatankować paliwo do kolejnego etapu.

Reklama

Rząd Stanów Zjednoczonych natychmiast rozpoczął poszukiwania zaginionej załogi. Na specjalną wyprawę poszukiwawczą wydano ponad 4 miliony dolarów. Po samolocie jednak, jak i po jego załodze, nie było śladu...

Po dwóch latach poszukiwań kobieta pilot i jej nawigator oficjalnie uznani zostali za zmarłych. Śmierć bohaterki całej Ameryki była ogromnym szokiem, a okoliczności - jedną z największych zagadek w historii Stanów Zjednoczonych.

Poszukiwania trwają

W 2012 roku grupa specjalistów z Międzynarodowej Grupy Odzyskiwania Historycznych Statków Powietrznych wzięła udział w wyprawie poszukiwawczej na wyspę Nikumaroro na środkowym Pacyfiku. W jej pobliżu obraz sonarowy pokazał wrak samolotu. Jak przypuszczają członkowie grupy, może to być być Electra należąca do Amelii Earhart.

Rozmiar, kształt i miejsce się zgadzają - przekonują eksperci z TIGHAR. Według specjalistów, konieczna jest jednak powtórna wyprawa na Nikumaroro w celu potwierdzenia, że to faktycznie pozostałości tej maszyny. Wciąż nie udało się takiej wyprawy zorganizować.

Niektórzy utrzymują, że Amelia Earhart po katastrofie samolotu mogła spędzić resztę życia jako rozbitek na jednej z wysp środkowego Pacyfiku lub też w czasie wojny zostać schwytana przez Japończyków i skazana na śmierć jako szpieg. Mówi się też, że wróciła do USA pod przybranym nazwiskiem. Jednak te teorie wydają się oderwane od rzeczywistości.

Porwany przez UFO?

21 października 1978 roku młody australijski pilot, Frederick Valentich, wystartował na Cessnie 182-L z lotniska Moorabbin pod Melbourne w kierunku Tasmanii. Pogoda była świetna, wiatr bardzo słaby. Miał to być rutynowy przelot z punktu A do punktu B. W połowie trasy wszystko się jednak zmieniło...

O 19:06 Frederick nawiązał kontakt z kontrolą obszaru, domagając się informacji o innym samolocie w jego pobliżu. Kontroler lotów na radarze widział tylko Cessnę, natomiast pilot meldował duży, nierozpoznany samolot z czterema światłami pozycyjnymi. Nie był w stanie określić typu, jednak powiedział, że przeleciał jakieś 100 stóp nad nim z dużą prędkością.

Kilka minut później kontroler poprosił o kolejną identyfikację obcego statku powietrznego. Po dłuższej dyskusji określono, że ma podłużny kształt i jest prawdopodobnie srebrny. Obaj podejrzewali, że jest to samolot wojskowy, którego pilot "robi sobie głupie żarty".

W pewnym momencie Frederick poinformował, że ma kłopoty z silnikiem. Chwilę później kontroler usłyszał kilka niezidentyfikowanych dźwięków, które brzmiały jak "tarcie metalu o metal", po czym łączność została zerwana.

Poszukiwania i kosmiczne teorie

Natychmiast po tym, jak samolot zniknął z radarów, w rejon wypadku wyruszyły dwa rozpoznawcze samoloty RAAF. Przez kolejne 4 dni poszukiwano wraku lub choćby jego śladu. Niestety, bez efektu.

Było to o tyle zadziwiające, że na wyposażeniu samolotu znajdowały się pneumatyczne kamizelki ratunkowe, które miały zamontowany automatyczny nadajnik radiowy. Powinny one zacząć nadawać po zetknięciu z wodą. Nic takiego nie nastąpiło.

Śledztwo prowadzone przez specjalistów z Ministerstwa Transportu nie ustaliło przyczyn. We wnioskach napisano, że: "przyczyn zaginięcia samolotu i pilota nie udało się ustalić", a także, że "prawdopodobnie zakończyło się śmiercią Valenticha". Wówczas zaczęły się pojawiać teorie spiskowe.

Pierwszą z nich, głoszoną również przez ojca zaginionego, było porwanie przez UFO. Kolejna zrzucała winę na testy tajnego samolotu wojskowego prowadzone nad Tasmanią. Inna głosi, że pilot natrafił na przemytników narkotyków i to oni mieli go zabić. Jednak najbardziej prawdopodobna jest ta, że z powodu problemów z silnikiem samolot wpadł do oceanu, a bardzo silne prądy w Cieśninie Bassa przesunęły lekki samolot daleko poza rejon poszukiwań. Do dziś nie udało się znaleźć po nim nawet śladu.

Zaginieni

Poszukiwaniem zaginionych samolotów zajmują się zarówno zawodowcy, jak i pasjonaci. I czasem udaje się znaleźć zaginione maszyny, jak to było w przypadku samolotu należącego do Vittorio Missoniego, który odnalezionego po pół roku poszukiwań na dnie Pacyfiku. Inne tajemnicze zaginięcia, jak m.in. to z udziałem Amelii Earhart czy Glenna Millera, nadal czekają na odkrycie.

SZ

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje