Reklama

Wojna, czekolada i moskiewscy agenci

Właśnie skończyła się II Wojna Światowa. Cały zachodni świat przestawiał się na tryby pokojowe, jednak równocześnie wzrastały antykomunistyczna paranoja oraz inflacja. To one były przyczyną wybuchu pierwszej "wojny" po zakończeniu ogólnoświatowego konfliktu.

Reklama

Wiosną 1947 roku Wielka Brytania i jej dominia były pogrążone w kryzysie gospodarczym. Ogromne długi i zniszczenia wojenne negatywnie wpłynęły na gospodarkę, a przede wszystkim na ceny żywności. Poddani Korony znów zaczęli myśleć nad zmianą przydomowych trawników w warzywne ogródki.

Reklama

Wówczas też cena małej tabliczki czekolady w Kanadzie nagle została podniesiona z 5 do 8 centów kanadyjskich, co było ogromnym ciosem dla domowego budżetu. Zwłaszcza, że zasiłek na dziecko w owym czasie rzadko przekraczał 15 centów tygodniowo.

Niewiele osób mogło sobie pozwolić na zakup czekolady, która wówczas była nie tylko przysmakiem. Była poniekąd symbolem zwycięstwa i dobrobytu. Nagle okazało się, że dzieci w pokonanych Niemczech jadły czekoladę z dostaw UNRY, a w zwycięskiej Kanadzie niewielu mogło sobie na nią pozwolić.

Dziecięca wojna

Zaczęło się na zachodzie kraju, na wyspie Vancouver w Kolumbii Brytyjskiej, gdzie kilkoro dzieci rozpoczęło protest przeciw podwyżkom cen przed lokalną cukiernią w Victorii.

Wiadomość o "czekoladowym buncie" obiegła wyspę lotem błyskawicy, a w ciągu tygodnia protesty rozciągnęły się na całą prowincję. Dzieci ze szkół w Burnaby zorganizowały paradę rowerową, która zablokowała miasto na dwie godziny.

30 kwietna 1947 roku rząd Kolumbii Brytyjskiej musiały aresztować ponad 200 rozwrzeszczanych dzieciaków, które siłą wdarły się do budynków rządu prowincji i zaczęły wyrzucać przez okno dokumenty. Władze musiały sprowadzać policyjne posiłki ponieważ ochrona budynków nie radziła sobie z napierającym tłumem dzieci w wieku od 8 do 17 lat.

Wojna domowa

Nie zajęło dużo czasu, aby wieść o buncie podniesionym przez dzieci zalała całą Kanadę. Uczniowie z trzech szkół w Toronto również zorganizowali protest, w wyniku którego zniszczono elewację budynków rządowych. W Fredericton, stolicy prowincji Nowy Brunszwik, dzieci połączyły rodzinne racje cukru, aby zrobić domowe krówki i sprzedawać z pominięciem monopolu państwowego. Sytuacja stała się na tyle absurdalna, że policja musiała zacząć aresztować dzieci za nielegalny wyrób i handel cukierkami.

W Kanadzie zaczęły się tworzyć kolejne stowarzyszenia dziecięce, a te już istniejące całym sercem wspierały walkę o niższe ceny czekolady. Wydawało się, że podwyżka cen wkrótce będzie jedynie złym wspomnieniem. Cały naród był po stronie dzieci. Ich wojna o cenę czekolady była najlepszym wyrazem frustracji Kanadyjczyków wobec polityki gospodarczej rządu Mackenzie Kinga (która, jak się później okazało, była całkiem słuszna). Po stronie demonstrujących dzieci stanęli nawet producenci i sprzedawcy czekolady, którzy byli niezadowoleni z rządowej ingerencji w przemysł.

Sprzedaż słodyczy w Kanadzie z dnia na dzień spadła o 80 procent. Stowarzyszenia młodzieżowe wyznaczyły ogólnokrajowy protest na dzień 3 maja 1947 roku. Miał to być wielki wiec poparcia dla sprawy. Stało się jednak inaczej. 

Komunistyczni agenci

Pomysł wielkiej demonstracji antyrządowej spalił na panewce, gdy anonimowy informator doniósł do redakcji gazety "Toronto Telegram", że jednym z organizatorów demonstracji jest Narodowa Federacja Młodzieży Pracującej, czyli właściwie Komunistyczna Liga Młodzieżowa Kanady, młodzieżowa przybudówka Komunistycznej Partii Kanady.

W sumie nie było w tym nic dziwnego, że nagle wszyscy się odwrócili od organizatorów protestów - w drugiej połowie lat 40-tych antykomunistyczna paranoja nabierała w Kanadzie rozpędu. Wszędzie widziano radzieckich szpiegów, dysydentów, a każdy protest antyrządowy był traktowany jako organizowany przez komunistycznych działaczy.

Tym bardziej to było dziwne, że katolicki rząd Kinga właśnie wprowadzał reformy na modłę socjalistyczną - powstało powszechne ubezpieczenie, zasiłki dla bezrobotnych, publiczna, darmowa służba zdrowia, a niektóre gałęzie przemysłu były sterowane centralnie.

Sam donos również nie wzbudziłby kontrowersji, gdyby nie to, że "Toronto Telegram" jako gazeta konserwatywna, miała bardzo ścisłe powiązania z katolickim skrzydłem rządzącej Liberalnej Partii Kanady.

Jak Dawid z Goliatem

Dzieci sprzeciwiły się wielkiej polityce i musiały ponieść karę. W "Toronto Telegram" zaczęły pojawiać się serie artykułów sugerujące jakoby "wojnę czekoladową" wywołali rosyjscy agenci, a dzieci były przez nich opłacane podrobionymi kartkami żywieniowymi. Były nazywane "Pachołkami Moskwy", a artykuły zawierały opinie, że strajkujące dzieci "są jedynie innym instrumentem komunistycznej strategii tworzenia chaosu".

Ta prasowa nagonka szybko spowodowała odpływ poparcia dla sprawy, a tym samym zapewniła rządowi spokój i pozwoliła scentralizować przemysł obronny, stoczniowy i służbę zdrowia. Rząd Kinga naciskając na kapłanów, nauczycieli i w końcu na rodziców spowodował, że samodzielny ruch młodzieżowy w Kanadzie właściwie zamarł. Dzieci, niczym Dawid przeciwstawiły się Goliatowi. Tym razem jednak to Goliat był górą.

Źródła:

Michelle Mulder; "Maggie and the Chocolate War"; 2007

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje