Reklama

Wojenny fortel. Jak zwłoki pomogły oszukać Niemców

Oddziały specjalne, służące na pustyni, nie przejmowały się zbytnio przepisami mundurowymi. Tym bardziej, że nie zawsze mundur był wskazany /Imperial War Museum /domena publiczna

Bezdomny bohater

Rankiem 30 kwietnia 1943 roku Jose Antonio Rey Maria, rybak z hiszpańskiej wioski Punta Umbria, zauważył w morzu zwłoki brytyjskiego oficera. W skórzanej teczce przyczepionej do jego nadgarstka znajdowały się ściśle tajne dokumenty, szczegółowo opisujące przygotowania do lądowania na Sardynii i na Bałkanach.

Reklama

Niemcy natychmiast przejęli te cenne informacje, ale zignorowali ważny szczegół: angielski żołnierz nigdy nie istniał, a dokumenty, które przewoził, były fałszywe. W rzeczywistości jest to jedno z najbardziej pomysłowych oszustw, jakie przygotowały brytyjskie tajne służby. Operacja "Mincemeat" miała na celu zmylenie Niemców, co do miejsca desantu w basenie Morza Śródziemnego.

Tym razem operację przygotował komitet "Double Cross" działający w ramach brytyjskiego MI5. Pułkownik Ewen Montagu, który kierował projektem, wspominał, że najtrudniejsze było znalezienie odpowiednich zwłok, które podczas sekcji nie wzbudzą podejrzeń. Po długich poszukiwaniach trafiono na ciało Glyndwra Michaela, 34-letniego włóczęgi z Walii, który zmarł z wychłodzenia i dodatkowo miał zapalenie płuc.

- Zapalenie płuc mogło się okazać przydatne, gdyż zwykle przy tej chorobie w płucach zbiera się płyn, podobnie jak u człowieka, który dryfuje na powierzchni wzburzonego morza - tłumaczył płk Montagu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje