Reklama

"Warszawa". Niemcy robili wszystko, żeby nie powstała

Pierwszy dowódca okrętu, por. mar. Giedroyć na mostku monitora ORP "Warszawa". W tle widoczne "Horodyszcze" /Zbiory Fundacji Rodziny Sosenko /INTERIA.PL

Na przełomie 1919 i 1920 roku Polska pilnie potrzebowała nowych okrętów. W gdańskiej stoczni została zamówiona seria monitorów. Miały być gotowe już wiosną. Tymczasem Niemcy robili wszystko, by trafiły jak najpóźniej.

Bolszewicy w dorzeczu Dniepru posiadali ogromną przewagę techniczną i ilościową. Rozległe bagna, gęsta sieć jezior, rzek i strumieni, powodowała, że okręty śródlądowe były niezbędne. Tylko one mogły transportować wojsko, dostarczać zaopatrzenie i zapewnić wsparcie artyleryjskie oddziałom lądowym.

Reklama

Departament Spraw Morskich domagał się zakupu wodnopłatowców, okrętów i innego wyposażenia. Niestety kasa była pusta. Do tego stopnia, że nie zakupiono nawet reflektorów, umundurowania, nowych silników oraz uzbrojenia i bonów zaporowych.

Problemów oficerowie Departamentu mieli znacznie więcej. W końcu sztabowcy nie wytrzymali. W mocnych słowach podsumowali wykonanie planu:

"(...) Operacje na Prypeci będą skazane na kompromitację, flota rzeczna bolszewicka będzie mogła swobodnie działać i pomagać swoim wojskom, zamiast wpaść w nasze ręce i powiększyć potrzebny nam tabor rzeczny. Flotylla bojowego swego zadania nie spełni. Nie spełni ona również swego zadania transportowego.  

Można przewidzieć, że liczba motorówek do przewozu ludzi, amunicji, mniejszej ilości ciężarów oraz służby łączności, będzie wystarczająca, o ile nie będą one oderwane do innych celów. Lecz ciężary przewożone w ten sposób będą minimalne. Nieznaczną też pod tym względem pomoc przyniosą statki, gdyż nie mogą one brać dużo ciężarów. Posiadają za to maszyny o dużej sile holowniczej. (...) Flotylla, nawet w swoim powiększonym stanie, nie odpowiada swem zadaniom".

Mimo to robiono wszystko, aby zakupić nowe jednostki. W Departamencie Spraw Morskich prowadzono gorączkowe prace nad zamówieniem monitorów rzecznych, których plan zakupu zaznaczono w piśmie z 22 października. Skupiono się głównie na monitorach i motorówkach, którymi planowano zniwelować przewagę ilościową Dnieprzańskiej Flotylli Wojennej.

Cięcia

W końcu 1 grudnia 1919 roku, Ministerstwo Skarbu zaakceptowało planowane przez Departament Spraw Morskich wydatki na rozbudowę Flotylli Pińskiej. Na ten cel przeznaczono 18 910 000 marek polskich, zaznaczając równocześnie, że należy starać się przyznane kwoty wydać na zakupy krajowe, gdyż słabość polskiej waluty może utrudnić zakupy za granicą. W budżecie zaplanowano m.in. zakup monitorów rzecznych.

W sprawie ich zakupu rozesłano pytania ofertowe do stoczni angielskich, szwedzkich i duńskich. Mjr mar. Aleksander Rylke, który przewodniczył komisji zakupowej, oszacował, że koszt budowy okrętów wraz z instalacją maszyn i uzbrojenia wyniesie 18 tys. mkp za tonę wyporności.

Przyjmując, że projektowane okręty miały wypierać 70 t, na zakup jednego monitora należało wyasygnować 1 250 000 mkp, czyli 10 mln za dwa dywizjony okrętów. Na to Departamentu nie było stać, zwłaszcza że ostateczny koszt okrętów można było określić dopiero po otrzymaniu odpowiedzi ze strony kontrahentów. Postanowiono, że powstanie tylko jeden dywizjon.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Flotylla Rzeczna | Wojsko Polskie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje