Uniknął śmierci, bo założył damską bieliznę?

- Polacy! Wybiła godzina zemsty. Dziś umrzeć lub zwyciężyć potrzeba!- wzywa płomiennie Piotr Jacek Wysocki kadetów ze Szkoły Podchorążych w Warszawskie do powstania przeciwko carowi. Zbliża się wieczór 29 listopada 1830 r. W sercach synów zniewolonej ojczyzny wrze waleczna krew...

- Do broni, na wielkiego księcia! Zdobędziemy Belweder! Hańba Rosji! - dodają sobie odwagi młodzi mężczyźni. Wielki książę rosyjski Konstanty Pawłowicz Romanow (1779-1831), naczelny wódz armii Królestwa Polskiego, został jednak o akcji uprzedzony. Mimo to powstanie, które wybucha w nocy z 29 na 30 listopada 1830 r., jest jednym z największych zrywów narodowych przeciwko zaborcom.

Reklama

Płonący browar jako sygnał

Porucznik Piotr Jacek Wysocki (1797-1875; już po wybuchu powstania mianowany kapitanem) podejmuje się dowodzenia akcją przeciwko carskiej Rosji. Sygnałem do rozpoczęcia powstania będzie podpalenie browaru na Solcu.

- Pozostałe grupy powstańcze rozpoczną zaplanowane działania, gdy tylko zobaczą łunę pożaru - zarządza. - Skoncentrujemy się na urzędach, drukarniach i punktach dowództwa wojskowego. Zwrócimy je we właściwe ręce. Nie będziemy już dalej rosyjskimi niewolnikami! - wyjaśnia.

Ale, jak się okazuje, poszczególne grupy nie są tak dobrze zorganizowane, jak się w pierwszej chwili wydawało. Wiadomości o przebiegu akcji docierają do nich ze znacznym opóźnieniem. Niepowodzeniem kończy się także przedwczesna próba podpalenia browaru. Wybucha chaos, który następnego dnia jeszcze się powiększa...

Prosty wybieg

Grupa młodych mężczyzn przygotowuje się do ataku na Belweder. Na ich czele poeta Ludwik Nabielak (1804-1883) i pisarz Seweryn Goszczyński (1801-1876). Jednak wielki książę z dynastii Romanowów już wie o przygotowywanej akcji.

- Panie, musi pan natychmiast uciekać, zamierzają pana zabić! Nie ma czasu do stracenia! - ostrzega Konstantego jego wierny adiutant. - Siodłajcie konie, uciekniemy tylnym wejściem. Wyjeżdżamy z Warszawy! - decyduje natychmiast przerażony książę. Los mu jednak nie sprzyja.

Gdy gubernator wojskowy Królestwa Polskiego w otoczeniu osobistej straży zbliża się do tylnego wyjścia z pałacu, uzbrojeni powstańcy są już bardzo blisko. - Jesteśmy straceni, wszyscy tu zginiemy... - wyrywa się najmłodszemu ze świty Konstantego. - Musimy znaleźć skuteczny sposób ucieczki - adiutant wielkiego księcia nie poddaje się.

- Przebierzemy księcia za kobietę! Kto z kadetów odważyłby się tknąć damę? I tak Konstanty, wystrojony w falbany i peruki, w towarzystwie straży, bez problemu opuszcza Belweder... główną bramą!

Polacy przeciwko Polakom

Tymczasem powstańcy, z pomocą 15 tys. mieszkańców miasta, podejmują próbę zdobycia warszawskiego Arsenału. Udaje się - karabiny i proch trafiają w ręce młodych żołnierzy i cywilów. Jednak tłumem rządzi entuzjazm, na ulicach dochodzi do potyczek.

- Będzie pan naszym przywódcą, panie generale! - decydują kadeci na widok hrabiego Maurycego Haukego (1775-1830), który nie włącza się do walki, lecz eskortuje powóz swojej żony. - Wróćcie lepiej do koszar! - generał karci podekscytowanych młodzieńców. W odpowiedzi spada na niego grad kul. Hauke i jego żona Zofia są tylko jednymi z wielu ofiar krwawej listopadowej nocy. Ginie jeszcze kilku innych generałów przeciwnych powstaniu.

Na niepodległość musimy poczekać

Na początku grudnia dyktatorem powstania zostaje generał Józef Chłopicki (1771-1854). W styczniu car wzywa Polaków do kapitulacji, w odpowiedzi sejm detronizuje Mikołaja I (1796-1855), który nosił tytuł króla Polski od 1825 r. Od lutego 1831 r. walki nabierają impetu, wkrótce przenoszą się także na ziemie litewskie.

Pomimo przejściowych sukcesów, ostatecznie powstanie upada w październiku, a jako ostatnia kapituluje załoga twierdzy Zamość (21 października 1831 r.).

Andrzej Bicz

Dowiedz się więcej na temat: listopad | Warszawa | powstanie | książe

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje