Reklama

Tortury: 5 stopni bólu i męczarnie aż do śmierci

Oskarżonego o kradzież mężczyznę przyprowadzono właśnie do izby tortur. Dotąd przesiadywał w więzieniu, nie przeczuwając nawet, co go wkrótce czeka. Dopiero teraz, gdy zobaczył salę pełną przerażających narzędzi, zmiękły mu kolana. - Rozebrać go i położyć na łożu sprawiedliwości, padają słowa kata. Jego pomocnik, hycel, wykonuje te polecenia. - Ja wszystko powiem, już wszystko powiem!, wybucha płaczem przerażony więzień.

Izby tortur (z łac. testudo torturalis), a w języku staropolskim nazywane męczennicami, znajdowały się w więzieniach, a nieraz także w budynkach sądowych, ratuszach miast, czy w zamkach. W celu szczególnego zadbania o ciszę i spokój poza owymi salami, umieszczano je przeważnie w podziemiach i oddzielano grubymi ścianami.

Reklama

Najczęściej trafiają tu mężczyźni, którym trudno udowodnić dane przewinienie i kat liczy na wyciągnięcie z nich zeznań, oraz kobiety, zwykle oskarżane o czary i konszachty z diabłem. Wyposażenie tych miejsc miało w dużej mierze - przynajmniej na ziemiach polskich - działać samym swym widokiem. Już patrzenie na okrutne narzędzia tortur i opowiadanie skazańcom o ich działaniu i bólu, powodowały w wielu przypadkach przyznawanie się do winy.

Tylko dla niewolników

Historia tortur sięga starożytności - Grecji i Rzymu, kiedy to w pierwszym przypadku prym wiodła technika rozciągania na kole, a w drugim wyciąganie kości ze stawów. W rzymskim wymiarze sprawiedliwości szczególne miejsce posiadał św. Augustyn z Hippon (354-430), który uważał, że tortury powinny funkcjonować w prawie.

W obu przypadkach, zarówno w Grecji, jak i w Rzymie, kary cielesne można było stosować jedynie na niewolnikach i zasada ta trwała do XIII wieku, kiedy do głosu doszła inkwizycja i jej formy procesów. Ustawy wprowadzone przez niemieckiego cesarza Fryderyka II (1194-1250) pozwalały nie tylko karać heretyków w myśl inkwizycji, ale także przestępców na tle religijnym, jak na przykład sodomii czy czarów.

Maksymilian I (1459-1519) w 1499 roku wydaje dla Tyrolu ustawę o stosowaniu tortur za zamkniętymi drzwiami w celu przyspieszenia procesu.

Polskie prawo Carolina

XIV wiek przynosi na ziemie polskie kilka zmian - wpływy inkwizycyjne i oddziaływanie prawa niemieckiego (głównie miejskiego), a także wzrost znaczenia monarchy i studia prawnicze odbywane poza granicami kraju (przede wszystkim we Włoszech i w Niemczech).

To wszystko ma swoje znaczenie w pojawieniu się tortur w procesach. Wzbogacenie o nie praktyki kryminalnej było dziełem inicjatywy niemieckiej. 27 czerwca 1532 roku pojawia się ustawa nazwana Kaiser Karls V und des Heiligen Romischen Reiches peinlische Gerichtsordnung, inaczej Constitutio Criminalis Carolina z czego z 219 artykułów, aż 143 poświęcono procesom.

W Polsce stosowano ustawę pomocniczą, głównie w miastach, a od XVII wieku Caroliny nauczano także na uniwersytetach. Od połowy XVIII wieku zaczęto masowo krytykować stosowanie tortur.

Przekraczanie granic

W Polsce przeprowadzanie tortur nie zawsze oznaczało zadawanie bólu aż do śmierci. Zaczynało się od przesłuchania sądowego, czyli wypytania o personalia delikwenta i jego przeszłość kryminalną, wskazania mu jego przewinień i oskarżenia. Wzywano do przyznania się do winy, by uniknąć tortur. Gdy jednak perswazje nie skutkowały, decydowano się oskarżonego nieco przekonać do mówienia.

Tortury wcale nie były rzeczą przyjemną, ani dla osoby torturowanej ani dla torturującej, dlatego zgromadzenie przesłuchujące i dokonujące męczarni pomagało sobie alkoholem w czasie często kilkugodzinnych przerw. Pijaństwo niekiedy skutkowało przesadzaniem w torturach i... śmiercią oskarżonego.


5 stopni bólu

"Tradycja" tortur przewidywała 5 ich stopni. W Polsce występowały: zagrożenie torturami, zaprowadzenie do sali z narzędziami tortur, obnażenie i skrępowanie, przygotowanie narzędzi oraz ostatnie, czyli same tortury.

W Niemczech prezentowało się to nieco drastyczniej: pierwszy stopień to zgniatanie palców, drugi - sznurowanie ciała i ściąganie skóry i ciała do kości, trzeci - rozciąganie, czwarty - zgniatanie kończyn "butem hiszpańskim" lub "rakiem", oraz piąty - przypalanie. W jednym z opisów niemieckich tortur na kobiecie oskarżonej o czary w 1631 roku faz było aż 16 i to tylko pierwszego dnia tortur.

 W Polsce tortury trwały najwyżej do kilku godzin, a na zachodzie nawet kilkadziesiąt dni - historia zna przypadek mężczyzny torturowanego w Mediolanie przez 42 dni! Niektóre przypadki mogły naprawdę zaskakiwać, jak w XVII wieku we Włoszech stosowano tzw. piszczałkę (z obręczą na szyję i zgniataczami palców), by męczyć muzyków, których gra nie zadowoliła szlachetnie urodzonych...

Medyczne ciekawostki

Polska nie dysponowała tak pomysłowymi i okrutnymi technikami torturowania, głównie opierały się one na sile fizycznej. Narzędzia tortur na terenach Europy Zachodniej były znacznie wymyślniejsze. Projektami zajmowały się osoby związane z sądownictwem, wynalazcy oraz medycy, którzy znali się najlepiej na ludzkim ciele i doskonale wiedzieli, gdzie wbijać ostrza, by człowiek się wolno wykrwawiał.

M. Pieniążek

21 wiek - history

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje