Reklama

Sowieckie bombardowania Warszawy. Setki budynków w gruzach, tysiące ofiar

Radziecki B-25 Mitchell. Samoloty tego typu ZSRR otrzymał w ramach umowy Lend-Lease /domena publiczna

Setki zniszczonych budynków, około tysiąca zabitych cywilów i kilka tysięcy rannych. Takie były skutki niemal zapomnianych już dzisiaj sowieckich nalotów na Warszawę w trakcie II wojny światowej. Bombardowania znalazły nawet odzwierciedlenie w słynnej okupacyjnej piosence: „w nocy nalot, w dzień łapanka”.

Sowieckie bombowce pojawiły się nad Warszawą po raz pierwszy niedługo po rozpoczęciu niemieckiej inwazji na niedawnego sojusznika. Celem nalotów przeprowadzonych 23 i 24 czerwca 1941 roku były węzły komunikacyjne oraz mosty na Wiśle. Bomby wyrządziły jednak niewielkie szkody Niemcom.

Cywile zawsze najbardziej poszkodowani

Konspiracyjny "Biuletyn Informacyjny" podawał co prawda, że podczas pierwszego rajdu "zbombardowano pole wyścigowe na Służewcu, gdzie zginęło około 40 niemieckich żołnierzy z oddziałów lotniczych, a kilkudziesięciu innych zostało ranionych", ale są to zapewne liczby znacząco zawyżone.

Reklama

Profesor Krzysztof Dunin-Wąsowicz stwierdzał na kartach pracy "Warszawa w latach 1939-1945", że w trakcie bombardowania "zginęło 6 żołnierzy niemieckich oraz 42 osoby spośród ludności cywilnej, a raniono 2 żołnierzy niemieckich oraz 55 cywilów".

Już wtedy okazało się, że radzieckie naloty będą stanowić znacznie większe zagrożenie dla warszawiaków niż dla okupanta. Jak podkreśla Stanisław Tekieli w książce pt. "Pałac Kultury i... grozy i inne warszawskie mity":

"Oficjalnie ich celem miała być infrastruktura komunikacyjna i przemysłowa. W rzeczywistości bomby spadały często na domy mieszkalne, w tym na najgęściej zaludnione dzielnice (na przykład getto)".

Kanalie zarabiające na nieszczęściu ludzi

Z uwagi na szybkie postępy Wehrmachtu oraz zdziesiątkowanie sowieckiego lotnictwa w początkowej fazie operacji "Barbarossa", samoloty z czerwoną gwiazdą nadleciały nad Warszawę po raz kolejny dopiero 13 listopada 1941 roku.

Autor notki w "Biuletynie Informacyjnym" podejrzewał, że była to tylko jedna maszyna, bowiem zrzucono "około ośmiu bomb" z dużej wysokości. Mimo ograniczonej skali nalotu ładunki spowodowały zaskakująco duże zniszczenia:

"(...) część z nich uszkodziła główny tor kolejowy przy ul. Towarowej, ponadto rampę, tory boczne i budkę dróżnika. Ruch kolejowy na tej linii wstrzymany był przez prawie dobę.

Niestety, część pocisków padła w rejonie ulic Srebrnej i Miedzianej — uszkadzając trzy domy, zabijając około 50 ludzi i raniąc powyżej stu. W setce domów tej dzielnicy powypadały doszczętnie szyby".

Autor tekstu utyskiwał, że na nieszczęściu ludzi skorzystały "kanalie", podnosząc kilkukrotnie cenę szkła okiennego.

______________________________
Przeczytaj również na łamach portalu WielkaHistoria.pl o tym, że w czasie II wojny światowej Amerykanie też zamykali ludzi w obozach. Wcześniej nadawali im numery.



"Wyjątkowo tchórzliwe zachowanie się Niemców"

Do następnego nalotu doszło po upływie ponad 9 miesięcy, w nocy z 20 na 21 sierpnia 1942 roku. Bombowce docierały nad miasto w kilku falach, zrzucając łącznie około 200 bomb burzących oraz "liczne zapalające na cały obszar" Warszawy. Konspiracyjna prasa szacowała, że zginęło około 200 cywilów, a 800 zostało rannych. Niemieckie straty były znacznie mniejsze. Wyniosły około 60 zabitych i poniżej 300 rannych.

Zgodnie z tym, co pisał Władysław Bartoszewski w książce pt. "1859 dni Warszawy" w wyniku ataku uszkodzony został "szereg niemieckich obiektów wojskowych oraz tory węzła kolejowego warszawskiego". Niestety "bombami burzącymi trafionych zostało około 50 budynków mieszkalnych, bomby zapalające wznieciły 40 pożarów". Autor tekstu w "Biuletynie Informacyjnym" zauważał, że:

"W ciężkim przejściu, jakim dla ludności Warszawy był nalot sowiecki dużą pociechą było wyjątkowo tchórzliwe zachowanie się Niemców, zarówno wojskowych jak i cywilnych. Szukając schronienia w pewniejszych, jak im się zdawało, domach polskich, wpadali tam dosłownie bez portek, trzęsąc się ze strachu. W szeregu wypadków straże opuściły swe posterunki".

"Najskuteczniej zbombardowano PI. Kercelego"

Jeszcze większe zniszczenia spowodował nalot dokonany w nocy z 1 na 2 września tego samego roku. Bomby spadły na "Wolę, Powiśle (od wiaduktu Mostu Poniatowskiego aż po Nowy Zjazd) i okolice Dworca Wileńskiego na Pradze, gdzie uszkodzono tory i tabor kolejowy".

Poważnie zniszczony został gmachu byłego Ministerstwa Komunikacji oraz cztery zajmowane przez Niemców szpitale. Jednak i tym razem najbardziej ucierpieli cywile. Jak czytamy w komunikacie zamieszczonym na łamach "Biuletynu Informacyjnego":

"Najskuteczniej zbombardowano PI. Kercelego na którym spłonęło ponad 1000 straganów i kramów. (...) Poza tym zniszczeniu lub uszkodzeniu uległo około 100 budynków mieszkalnych. Straty w zabitych wśród ludności polskiej (...) wynoszą około 200 osób".

Redaktor konspiracyjnego tygodnika zauważał również, że wzmagające się zagrożenie nalotami powodowało "niespodziewaną nerwowość naszej ludności". Objawiała się ona masową ucieczką "z Warszawy i to nie tylko ludności zamożniejszej lecz szerokich rzesz mieszkańców".

Do ostatniego nalotu w 1942 roku doszło w niedzielę 13 września. Tego dnia pojedynczy samolot, który oderwał się od większej grupy sowieckich maszyn, zrzucił bombę na średnicowy most kolejowy. Ładunek wybuchł u jego wylotu.


"Bomby padały gęsto"

W kolejnych miesiącach, mimo wszczynanego kilkukrotnie alarmu lotniczego, na Warszawę nie spadły żadne bomby. Uśpiło to nieco czujność Niemców. W efekcie, gdy nocą z 12 na 13 maja 1943 roku pojawiły się w końcu sowieckie maszyny, syreny zawyły zbyt późno.

Wielu ludzi przypłaciło to życiem. Nadlatujące falami samoloty, wśród których były również amerykańskie B-25 "Mitchell", przekazane Stalinowi w ramach programu Lend-Lease, po raz kolejny zrzuciły najpierw bomby burzące, a następnie zapalające.

Kronikarz okupowanej Warszawy Ludwik Landau zanotował, że bombardowanie objęło:

"(...) dużą przestrzeń, z jednej strony koncentrując się w okolicy linii kolejowej, z drugiej w okolicy części Marszałkowskiej, zwłaszcza koło placu Zbawiciela; pod miastem bombardowano Okęcie i wzniecono tam pożar.

Ale i w samym mieście było dużo pożarów. W okolicy linii kolejowej prowadzącej przez Al. Jerozolimskie i w pobliżu Grójeckiej bomby padały gęsto (...); w Al. Ujazdowskich spaliło się podobno urządzone tam kasyno gry — niestety, pozostała nienaruszona stojąca obok w Al. Szucha siedziba Gestapo".

"Wzmóżcie sabotaż w fabrykach i kopalniach!"

W raporcie Armii Krajowej wysłanym do Londynu donoszono, że liczba ofiar była "znaczna i według prowizorycznych obliczeń wynosiła około kilkuset zabitych". Oficjalne niemieckie dane kolportowane przez prasę gadzinową mówiły o 149 zabitych i 223 rannych.

Jeszcze inne liczby podawał Krzysztof Dunin-Wąsowicz. W jego książce możemy przeczytać, że "w czasie nalotu zginęło 17 żołnierzy niemieckich, a 17 było rannych; były także straty wśród ludności cywilnej: zabito 49 osób, a raniono 146 osób".

Podczas ataku poza ładunkami wybuchowymi na miasto spadły także ulotki zagrzewające Polaków do zbrojnego oporu przeciw niemieckiemu okupantowi. Warszawiacy mogli przeczytać między innymi:

"Wzmóżcie sabotaż w fabrykach i kopalniach! Chowajcie zboże i bydło po wsiach! Rozbierajcie tory kolejowe! Wykolejajcie niemieckie pociągi wojskowe!

Podpalajcie magazyny wojskowe! Wstępujcie do szeregów polskich partyzantów! Tępcie Niemców bezlitośnie w dzień i w nocy! Do walki za waszą i naszą wolność! Do walki o silną niepodległą Polskę!"

Ostateczny bilans sowieckich nalotów

Po tym nalocie sowieckie lotnictwo dało spokój Warszawie aż do trzeciej dekady lipca 1944 roku, kiedy to przeprowadzono kilka bombardowań. Największe zniszczenia przyniósł nalot dokonany w nocy z 27 na 28 lipca. Poważnie uszkodzony został między innymi Dworzec Wileński oraz Dyrekcja Kolei. Wiele bomb spadło na Wolę i Bródno.

Stanisław Tekieli w książce pt. Pałac Kultury i... grozy i inne warszawskie mity podaje, że łącznie we wszystkich nalotach z lat 1941-1944:

"(...) od sowieckich bomb zginęło około tysiąca warszawiaków, a kilka tysięcy odniosło rany (dane te nie obejmują strat na terenie getta, skąd brak dokładnych raportów). Zburzeniu lub poważnemu zniszczeniu uległo co najmniej trzysta budynków (czyli około 3% przedpowstańczej zabudowy miasta). (...)

Jedynym, jeśli można tak powiedzieć, pozytywnym efektem radzieckich nalotów było odłożenie przez okupanta na później planów zbudowania w Warszawie zwartej niemieckiej dzielnicy mieszkaniowej - Niemcy zaczęli się zwyczajnie bać tu osiedlać".

______________________________

Przeczytaj również na łamach portalu WielkaHistoria.pl o tym, że w czasie II wojny światowej Amerykanie też zamykali ludzi w obozach. Wcześniej nadawali im numery.

   

Rafał Kuzak - historyk, specjalista od dziejów przedwojennej Polski, mitów i przekłamań. Współzałożyciel portalu WielkaHISTORIA.pl. Autor kilkuset artykułów popularnonaukowych. Współautor książek Przedwojenna Polska w liczbach oraz Wielka Księga Armii Krajowej. Zajmuje się również fotoedycją książek historycznych, przygotowywaniem indeksów i weryfikacją merytoryczną publikacji.

Wielka Historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje