Reklama

Siergiej Briuchonienko. Radziecki doktor Frankenstein

Odcięta głowa psa reagowała na bodźce zewnętrzne /East News

Prawdziwy doktor Frankenstein istniał. Mieszkał w ZSRR i nazywał się Siergiej Briuchonienko. Od lat 20. XX wieku prowadził eksperymenty z ożywianiem psów. Eksperymenty były dalekie od humanitarnych.

Reklama

Briuchonienko przed pierwszą wojną światową studiował na Wydziale Nauk Przyrodniczych, by później, ze względu na zainteresowanie organizmem ludzkim, przenieść się na medycynę. Podczas wojny został powołany do wojska, jako lekarz pułkowy. Krwawe walki na froncie zdeterminowały jego kolejne działania.

Widząc, ilu rannych umiera na stole operacyjnym z powodu niewydolności krążeniowo-oddechowej, postanowił skonstruować urządzenie, które podtrzymywałoby funkcje życiowe podczas operacji. Po zakończeniu działań wojennych rozpoczął badania na Moskiewskim Uniwersytecie Przyrodniczym. Później partia przeniosła go do Centralnego Instytutu Hematologii i Przetaczania Krwi.

Reklama

Tam prace ruszyły z kopyta. W 1925 roku powstało pierwsze płucoserce, zwane z rosyjskiego autożektorem. Uważał jednak, że potrzebne jest lepsze urządzenie. Takie, które nie tylko będzie podtrzymywało przy życiu, ale też je przywróci. Wojenna trauma i widok tysięcy zmarłych w szpitalach polowych, doprowadziły do powstania fobii na punkcie przywracania życia.

Eksperymenty na psach

Briuchonienko prowadził eksperymenty na psach. Przy pomocy prototypowych egzemplarzy aparatu podtrzymywał życie w wybranych organach wyjętych z ciał psów. Okazało się, że urządzenie działa jak najbardziej prawidłowo. Zarówno serce, jak i płuco działały prawidłowo, mimo umieszczenia ich w pojemnikach.

To był jednak dopiero punkt wyjścia do bardziej odrażających eksperymentów. Najbardziej szokującym badaniem okazało się odcięcie psiej głowy i przywrócenie jej funkcji życiowych. Jej mózg funkcjonował prawidłowo, reagując na bodźce zewnętrzne. W latach 40. ekipa naukowców, kierowana przez Briuchonienkę, nakręciła film dokumentalny pt. "Eksperymenty z ożywianiem organizmów". Był naprawdę szokujący.

Na początku filmu widoczne jest płuco i serce, pracujące poza psim organizmem. Później można zobaczyć psią głowę podpiętą do urządzeń podtrzymujących życie. Źrenice reagowały na światło. Uszy reagowały na stukanie młotkiem, a w reakcji na ostre zapachy i smaczki, psia głowa oblizywała nos i próbowała zjeść mięso.

Ożywienie psa

Briuchonienko najbardziej dumny był z eksperymentu, w którym ożywiono psa. Najpierw asystenci spuścili ze zwierzęcia krew, a po 10 minutach podłączyli do autożektora, porazili prądem, a wówczas jego serce zaczęło bić, a klatka piersiowa unosić się i opadać.

Radzieccy naukowcy poinformowali, że pies po skończonym eksperymencie wrócił do normalnego funkcjonowania. Jednak po tak długim czasie niedotlenienia mózgu, był on już nieodwracalnie uszkodzony. W tym czasie Briuchonienko przystosował urządzenie do użycia na ludziach.

Pierwszy raz użyto płuco-serca jego konstrukcji w latach 50. XX wieku, jednak nigdy nie było wykorzystywane na masową skalę. Mimo to eksperymenty Briuchonienki popchnęły na nowe tory. Przyczynił się do rozwoju kardiochirurgii i chirurgii urazowej, ratując życie tysiącom ludzi.

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje