Reklama

Rzeź himalaistów. Rocznica ataku pod Nanga Parbat

Siedem lat temu pod Nanga Parbat doszło do tragedii, wcześniej niewyobrażalnej z perspektywy namiotów wysokogórskich ekspedycji /Musaf Zaman Kazmi /East News

Późnym wieczorem 22 czerwca 2013 roku kilkunastu uzbrojonych terrorystów zaatakowało bazę pod Nanga Parbat. Z zimną krwią zamordowali jedenastu obywateli Chin, Słowacji, Ukrainy, USA, Litwy, Pakistanu i Nepalu. Ofiar masakry mogło być znacznie więcej. Wielu wspinaczy - w tym grupa Polaków - przebywało wtedy w wyższych obozach.

Reklama

Nanga Parbat (8126 m.) jest dziewiątym pod względem wysokości szczytem świata. To trudna i niebezpieczna góra. W historii jej eksploracji nie brakowało nieszczęśliwych i śmiertelnych wypadków. 

Jedna z najczarniejszych dat w dziejach podboju “Nagiej Góry" nie jest jednak związana z lawiną, wpadnięciem do szczeliny czy upadkiem w przepaść. 

Reklama

Siedem lat temu pod Nanga Parbat doszło do tragedii, wcześniej niewyobrażalnej z perspektywy namiotów wysokogórskich ekspedycji, tak odległych od zagrożeń współczesnej cywilizacji.

“Talibowie! Al-Kaida! Poddać się!" 

Sobota, 22 czerwca 2013 roku. Późny wieczór w bazie pod Nanga Parbat. 

Wspinacze układali się do snu w swoich namiotach, gdy ciszę przerwały wrzaski kilkunastu młodych mężczyzn. Agresorzy nerwowo przetrząsali namioty w poszukiwaniu obcokrajowców. “Talibowie! Al-Kaida! Poddać się!" - krzyczeli, wywlekając ludzi na zewnątrz.

W jednym z namiotów drzemał Sher Khan. Pakistański wspinacz z powodu objawów choroby wysokościowej osiem godzin wcześniej zszedł z obozu pierwszego do bazy. Zjadł lekką zupę, odpoczywał, ale dolegliwości nie mijały. Wcześnie się położył.

“Obudził mnie hałas. Nie wiedziałem, co się dzieje. Ktoś się kłóci na zewnątrz? Wyjrzałem z namiotu i zobaczyłem człowieka z kałasznikowem dwadzieścia metrów ode mnie. Miał na sobie strój wojskowy. Inny terrorysta prowadził tuż obok mojego namiotu Ernesta, wspinacza z Litwy - wspominał Sher Khan w rozmowie z “National Geographic".

Kiedy przeszukali namioty, rozpoczęła się masakra

“Nie jestem Amerykaninem! Nie jestem Amerykaninem! - powtarzał w panice Litwin.

Uzbrojony oprawca nie słuchał jego tłumaczeń. Terroryści związali obcokrajowców. Wcześniej z każdym z osobna poszli do namiotu, by zebrać pieniądze. Zabierali również sprzęt elektroniczny - telefony satelitarne, komórki, laptopy. Gdy już większość zebrali, zniszczyli je kamieniami.

Zhang Jingchuan jako jedyny z chińskich wspinaczy przebywających w tym czasie w bazie mógł opowiedzieć o wydarzeniach spod Nanga Parbat po powrocie do domu.

“Spaliśmy, kiedy nas zaskoczyli. Związali nam ręce i kazali klęczeć na ziemi. Kiedy przeszukali namioty, rozpoczęła się masakra. Ktoś we mnie wycelował, ale chybił. Wstałem i zacząłem biec w kierunku doliny" - relacjonował w rozmowie z dziennikarzami po wylądowaniu w Chinach.

Były wojskowy rozpłynął się w ciemnościach nocy. W ukryciu spędził przynajmniej godzinę. Gdy terroryści odeszli, wrócił do obozu i wezwał pomoc. Zhang Jingchuan powiadomił agencję trekkingową w Nepalu, a ta nawiązała kontakt z Nazirem Sabirem w Pakistanie. Słynny wspinacz powiadomił o ataku terrorystycznym wojsko.

“Nigdy, ale to nigdy nie przypuszczałbym, że do czegoś podobnego może dojść. Dla mnie, jako Pakistańczyka, to nasze własne 11 września" - mówił później w rozmowie z “Washington Post" Nazir Sabir. 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Dariusz Jaroń | Nanga Parbat | terroryzm | Himalaje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje