Reklama

​Rumuńskie masowe groby: makabryczny fake news czy celowa manipulacja?

Incydent ze spreparowanymi doniesieniami o masowych grobach do dzisiaj tkwi w pamięci mieszkańców... /BOGDAN CRISTEL /Agencja FORUM

Reklama

Skąd wzięły się te nieprawdziwe doniesienia, z jakiego powodu wszyscy w nie uwierzyli i dlaczego ludzie nie chcieli zrozumieć, że rewelacje o masowych grobach zostały spreparowane? Odpowiedź można zawrzeć w jednym słowie: desperacja.

Podczas rozruchów przeciwko władzy w grudniu 1989 roku zginęło lub zaginęło około tysiąca osób. Ich ciała znikały ze szpitali i kostnic. Wcześniej wielu Rumunów zaginęło w niewyjaśniony sposób. Ludzie nie wiedzieli, gdzie szukać swoich bliskich. Łapali się każdej plotki i próbowali złożyć w całość szczątki informacji płynących z różnych źródeł.

Reklama

Faktycznie, w Bukareszcie władze "uprowadziły" ze szpitala 40 ciał osób, które zginęły w grudniowych zamieszkach i skremowały je w chaotycznej próbie zatarcia śladów walk na ulicach. To jednak jedyny udokumentowany taki przypadek. 

Wiedziano także powszechnie o okrucieństwach, jakich dopuszczały się służby i krwawej polityce prowadzonej przez Nicolae Ceaușescu. To wszystko sprawiło, że wiele osób uwierzyło w plotkę o tym, że na zachodzie Rumunii wykopano tysiące zwłok ofiar reżimu.

- Ludzie uwierzyli w to, w co chcieli uwierzyć - twierdzi korespondent francuskiej agencji AFP badający tę sprawę, Michel Castex. - To był przykład "zbiorowego wyobrażenia" - dodaje, powołując się na opinię historyka Christana Delporte i posługując się socjologiczną terminologią ukutą, nomen omen, we Francji przez badacza społecznego Émile Durkheima.

Wersja z odnalezieniem ciał ofiar była tak prawdopodobna i tak potrzebna, że w świadomości ludzi niemal od razu stała się faktem nie do podważenia. Na domiar złego w tę uwierzyli też dziennikarze.

- Atmosfera powszechnej histerii sięgnęła zenitu, kiedy z kraju zaczęły napływać wieści o ponad 70 tysiącach zabitych w czasie rewolucji - opowiada Castex. - To była już mocna przesada.

Jedna z hipotez mówi o tym, że fala fałszywych wiadomości o grobach nie wzięła się z przypadku. Była to ponoć próba pogrążenia władz w oczach społeczeństwa.

Wokół wydarzeń w Rumunii narosło wiele mitów, ale żaden z nich nie zapadł w pamięci tak długo, jak fama o masowych grobach w Timișoarze. Organizacja Reporterzy Bez Granic nazwała to nawet "jednym z największych oszustw w nowoczesnych mediach", które mocno podważyło wiarygodność mediów w postsowieckiej rzeczywistości. 

A co z ciałami osób, których poszukiwały zdezorientowane tłumy zimą 1989 i 1990 roku? Większości nadal nie odnaleziono. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje