Reklama

Rosja i Niemcy. Najlepsi sojusznicy od wieków

Niemcy i Rosja od wieków stanowili dobraną parę sojuszników. To dzięki Kajzerowi władzę w Rosji zdobyli bolszewicy z Leninem na czele. Pisze o tym Arkadiusz Stempin w książce "Sojusznicy. Od Fryderyka I i Katarzyny Wielkiej do Merkel i Putina".

23 lutego, według kalendarza juliańskiego, w Rosji zaczęły wybuchać strajki podsycane przez politycznych agitatorów. Jako pierwsze stanęły Zakłady Putiłowskie - największa pod względem produkcji firma metalurgiczno-maszynowa w Rosji. Powodem były braki w aprowizacji i powszechny głód, jaki zapanował w Piotrogrodzie.

Reklama

Decydującym dla przyszłości Rosji dniem był 27 lutego, kiedy do protestujących przyłączyło się wojsko. Żołnierze odmówili wykonania rozkazu, w którym była mowa o strzelaniu do manifestantów. Bunt zaczął się wśród żołnierzy Pułku Pawłowskiego, którzy zwołali wiec na znak protestu przeciw masakrze na Placu Znamieńskim. Dość szybko przegłosowali oni wypowiedzenie posłuszeństwa rozkazom strzelania do ludności cywilnej. Wkrótce wysłali gońców do skoszarowanych opodal pułków gwardyjskich: Prieobrażenskiego i Litewskiego, które również przyjęły to stanowisko.

Carska Rosja chyliła się ku upadkowi, który był na rękę Niemcom. Car Mikołaj II nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji i próbował wrócić do Carskiego Sioła. Rewolucjoniści jednak nie pozwolili mu na przejazd. 1 marca wrócił do Pskowa. Car już właściwie nie posiadał wiernych sobie wojsk. 2 marca uznał, że nie ma szans na utrzymanie władzy, postanowił więc abdykować na rzecz wielkiego księcia Michała Aleksandrowicza. Ten jednak korony nie przyjął. Całość władzy przekazał Tymczasowemu Komitetowi Dumy. W Berlinie strzeliły korki od szampana.

O tym, co później działo się w Rosji pisze Arkadiusz Stempin w książce "Sojusznicy. Od Fryderyka I i Katarzyny Wielkiej do Merkel i Putina.

"W Berlinie kajzer i dyplomaci jego cesarskiej mości zacierali ręce. Eliminacja Mikołaja II gwarantowała zawarcie upragnionego rozejmu z nowym rządem. "Z militarnego punktu widzenia rewolucja w Rosji jest dla nas korzystna. Nie musimy się już obawiać ofensywy rosyjskiej i możemy ze wschodu ściągnąć nasze wojska, przerzucając je na zachód" - konstatował Ludendorff.

W marcu popłynęły kolejne miliony marek na propagandę polityczną. 21 marca ambasador Brockdorff-Ranzau zatelegrafował do Berlina. "Helphand, z którym omawiałem wydarzenia w Rosji, objaśnił, że obecny konflikt dotyczy umiarkowanych liberałów i radykalnych socjalistów. Nie wątpi, że przewagę zyskają ci ostatni. A oni chcą zwarcia pokoju. Musimy zrobić wszystko, by pogłębić przepaść między nimi. W naszym interesie leży zwycięstwo tych ostatnich. Walec, jaki przejedzie przez kraj, zmiecie starą Rosję".

W rządzie rosyjskim dominowali jednak liberałowie, którym niespieszno było do stołu rokowań. Rząd Kiereńskiego wprowadził najbardziej liberalne reformy w dziejach tysiącletniego kraju: nieznaną tam wolność prasy i zgromadzeń. Ale nie zaakceptował nowych żądań Berlina. Tam, wśród konkurujących ze sobą ośrodków władzy, dominującą pozycję zapewniły sobie jastrzębie z naczelnego dowództwa wojskowego (OHL), marszałkowie Paul von Hindenburg i Erich Ludendorff. Cesarz Wilhelm II i cywilne kierownictwo Rzeszy z kanclerzem Teobaldem von Bethmannem-Hollwegem niewiele mieli do powiedzenia. Hindenburg i Ludendorff nie chcieli zrezygnować z reparacji wojennych i aneksji ziem zdobytych na Rosji.

Te żądania postawiły Rząd Tymczasowy pod ścianą. Doszło do paradoksalnej sytuacji. Z jednej strony spełniły się życzenia Berlina: odszedł car wrogi idei separatystycznego pokoju. Z drugiej strony militarni aneksjoniści z OHL polityką pięści i żądaniami upokarzającymi dla Rosji wymusili na nowym rządzie w Piotrogrodzie kontynuację wojny, choć interes Niemiec wymagał szybkiego jej zakończenia.

Wkracza Lenin

Parvus, (rewolucjonista, miliarder i zaufany człowiek niemieckich służb - przyp. red.) zaproponował Leninowi podróż do Rosji specjalnym pociągiem przez Niemcy. Posunięcie ryzykowne. Leninowi w razie dekonspiracji ochronny parasol kajzera groził kompromitacją. Ponadto zgodę na przejazd musiał wydać rząd Rzeszy. Ale tu problem szybko się rozwiązał.

W Berlinie o wszystkim decydował nie kanclerz, tylko dwa jastrzębie w generalskich mundurach, Hindenburg i Ludendorff. Oni przyjęli plan. "Wysyłając Lenina do Rosji, nasz rząd przyjął na siebie szczególne zobowiązanie. Z wojskowego punktu widzenia podróż była uzasadniona" - wyznał rok później tępy politycznie Ludendorff.

Bardziej wyrafinowany Lew Trocki wyjaśnił niuanse: "Ludendorff zagrał va banque w obliczu ciężkiej sytuacji militarnej Niemiec. Lenin kalkulację Ludendorffa zastąpił swoją. Ludendorff zakładał: Lenin zrazi do siebie rosyjskich patriotów, a ja zduszę potem Lenina i jego przyjaciół. Lenin myślał: pojadę wagonem Ludendorffa, a za podróż rozliczę się z nim inaczej".

Czy niemieccy decydenci rzeczywiście byli pewni, że pakt z rewolucją nie sprowadzi na nich nieszczęścia, że rewolta zatrzyma się zgodnie z ich życzeniem przed bramami Niemiec? Dokładnie tak. Szokująca w tym względzie musi być jeszcze jedna okoliczność: ani MSZ, ani OHL w swoim rozeznaniu dotyczącym osoby Lenina nie wyszły poza lekturę raportów przysyłanych przez Parvusa czy ambasadora w Kopenhadze.

Zbierano wprawdzie różne materiały o bolszewiku, ale odkładano je na półkę. Gdy historycy w latach 50. XX wieku dotarli do zdeponowanych w archiwum niemieckiego MSZ egzemplarzy pisma "Sbornik Socjaldemokrata" z 1916 roku, w którym w czasie wojny często publikował Lenin, mieli przed sobą stos numerów w dziewiczym stanie, związany sznurkiem jeszcze przez socjalistycznych redaktorów.

W drogę

Za bilety zapłacił Parvus. 3 kwietnia odebrał w Berlinie z ministerstwa skarbu 5 mln marek na polityczne cele w Rosji. Zaraz potem wrócił do Sztokholmu, gdzie spotkał się z członkami biura zagranicznego KC bolszewickiej partii, w tym także swoim agentem Fürstenberg-Haneckim. Za pośrednictwem jego i Karola Radka pompował pieniądze do Rosji. W swoich listach do Fürstenberga Lenin stale wspominał te sumy.

Tymczasem sekretne przedsięwzięcie stało się w Zurychu tajemnicą poliszynela. W dniu wyjazdu na głównym dworcu zebrała się niemal setka Rosjan, głównie umiarkowanych socjalistów. W kierunku odjeżdżających rozległy się gromkie okrzyki: "Zdrajcy, świnie, szmaty! Wilhelm wam płaci!".

Lenin odkrzyknął: "Musimy jechać, nawet jeśli po drodze trzeba wstąpić do piekła". Wchodząc do wagonu, opędzał się od malkontentów. Z jednym spośród bardziej buńczucznych towarzyszy starł się nawet. "Nagle zobaczyliśmy, jak Lenin schwycił go za kołnierz i rzucił na peron". Gdy pociąg ruszył, pozostali na peronie wzburzeni Rosjanie demonstracyjnie zaintonowali "Międzynarodówkę".

Historia uczyniła z tej podróży legendę. Pojawiła się wyssanaz palca wersja o zaplombowanym pociągu. Jedynie troje drzwi wagonu, którym podróżowali bolszewicy, było zaplombowanych. Czwarte przez cały czas pozostawały otwarte, głównie dla niemieckich oficerów konwojujących. Oficerowie wysiadali na dworcach, by odebrać mleko dla dzieci lub kupić gazety.

Taktyka

Lenin usprawiedliwiał swój alians z Niemcami taktyką. Uważał, że skoro niemieccy kapitaliści są tak głupi i przewożą bolszewików do Rosji, to sami sobie kopią grób. Logika, której trudno zaprzeczyć. Ale tajne kontakty z Niemcami Lenin przemilczał. Odmówił też spotkania z Parvusem, gdy ten na trasie przejazdu proponował rendez-vous w Malmö. Nie chciał się afiszować z niemieckim agentem.

W szwedzkim Trelleborgu, przez który wiodła trasa pociągu, na dworcu powitał go Jakub Fürstenberg. Wprawdzie podwójny agent, jego i Parvusa, ale jeszcze niezdekonspirowany. Parvus nalegał na spotkanie z Leninem, więc pojechał do Sztokholmu, kolejnego punktu podróży bolszewików.

Właśnie stamtąd pochodzą zdjęcia, które opublikowały szwedzkie gazety. Nie ma na nich Parvusa. Fotografie przedstawiają przywódcę bolszewików kroczącego ulicą ze swoimi towarzyszami. Z parasolem w ręce. Prasa szwedzka okrzyknęła go wodzem przyszłej rewolucji w Rosji, ale nie wykryła tajnej gry spod znaku cesarskiej korony.

Ku rewolucji

Ze stolicy Szwecji Lenin dalej do Rosji podróżował pociągiem. 16 kwietnia około godziny 23 wjechał na Dworzec Fiński w Piotrogrodzie. Z polecenia Parvusa Jakub Fürstenberg i piotrogrodzka rada robotnicza zorganizowały mu frenetyczne przyjęcie. Peron tonął w morzu czerwonych flag, przygrywała orkiestra, a czerwony mesjasz otrzymał bukiet róż. Razem z nim "zjawiło się w komplecie przywództwo nowej partii".

Na rosyjskiej ziemi stanęli żydowsko-rosyjscy kadrowcy, których program mało kto rozumiał, których z masami, jakie chcieli uszczęśliwić, nic nie łączyło. Którzy poza Piotrogrodem i Moskwą byli kompletnie nieznani. Ale w tym dniu historia napisała prawdopodobnie najważniejszą kartę w XX wieku."

Dalszą historię świat już zna: rewolucję zaniesiono na bagnetach, gdzie się tylko dało. Pierwszej klęski, wspierany niemieckimi pieniędzmi Lenin, doznał dopiero w starciu z Polską.

_________

O książce

Przyjaciele, którzy stają się nienawistnymi wrogami. Zaciekli rywale, którzy zawierają sojusze. Jak układały się zawiłe relacje Berlin-Moskwa przez ostatnie 300 lat? Autor książki "Sojusznicy. Od Fryderyka i Katarzyny Wielkiej do Merkel i Putina" śledzi rywalizację dynastii, tajne układy, przyjaźnie i animozje. Dociera do dokumentów: prywatnych listów, donosów, raportów i wspomnień. Arkadiusz Stempin: dr. hab., historyk i politolog, specjalista od najnowszej historii Niemiec, prof. w Wyższej Szkole Europejskiej im. Ks. Tischnera i na Uniwersytecie Alberta Ludwika we Freiburgu (Niemcy). Autor książki "Angela Merkel. Cesarzowa Europy".


INTERIA.PL/materiały prasowe

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Lenin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje