Reklama

Robert Mayne - as myśliwski bez samolotu

Robert "Paddy" Mayne był jednym z najbardziej walecznych i równocześnie nieokrzesanych żołnierzy II wojny światowej. Osobiście zniszczył około 100 samolotów nieprzyjaciela.

Jego kariera nie zapowiadała się spektakularnie. Wręcz przeciwnie. Przed młodym oficerem rozciągała się wizja nudnej służby w baterii artylerii przeciwlotniczej. Do Royal Artillery trafił w marcu 1938 roku, najpierw do pułku zapasowego, a później do 8. Pułku w Belfaście. Wszystko się zmieniło, kiedy Winston Churchill ogłosił nabór do nowych jednostek specjalnych. Paddy zgłosił się na ochotnika do No. 11 (Scottish) Commando.

Reklama

Następny rok spędził na wyczerpujących szkoleniach. Uczył się przeżycia w trudnych warunkach, desantowania z gumowej łodzi. Skakał ze spadochronem  i wspinał się w górach Szkocji. Następnie wsiadł na pokład transportowca, który płynął w kierunku Afryki. Dotarł tam w czerwcu 1941 roku i od razu wziął udział w rajdzie zwiadowczym na tyły wroga w składzie Long Range Desert Group.

Ta pierwsza akcja przeciwko francuskim kolaborantom skończyła się całkowitą klapą. Szkoccy komandosi musieli się wycofać, ponosząc duże straty. Jednak "Paddy" odznaczył się wielką odwagą, co zostało zauważone. W następnych rajdach to on prowadził zespoły zwiadowcze.

Jego odwaga, bezkompromisowość i umiejętność nawigacji na pustyni zwróciły uwagę, innego Szkota -  kapitana Davida Stirlinga, który właśnie rozpoczynał tworzenie Special Air Service. Mało jednak brakowało, a "Paddy" Mayne nie trafiłby do elitarnej jednostki - po powrocie z patrolu posprzeczał się ze swoim dowódcą, ppłk. Geoffrey’em Charlesem Taskerem Keyesem, który przerwał mu partię szachów i dość dotkliwie go pobił.

Stirlingowi jednak udało się uchronić go przed sądem polowym i po cichu przenieść do SAS. Postawił jednak jeden warunek: Jedynym oficerem, którego "Paddy" nie miał prawa uderzyć był on. Mayne bardzo szybko przystał na propozycję. Okazało się, że był to bardzo słuszny wybór.

Pustynne rajdy

Robota, jaka go czekała niezwykle przypadła mu do gustu. Od listopada 1941 roku do końca 1942 roku wziął udział w kilkunastu rajdach za linie wroga na terenie całej Libii i Egiptu. W czasie pierwszej misji 10 sześcioosobowych zespołów zostało zrzuconych na spadochronach w pobliżu niemieckich lotnisk. Przecinając druty kolczaste dostali się na jego teren, założyli ładunki wybuchowe na samolotach i rozpoczęli odwrót. Niestety Niemcy zauważyli wycofujących się żołnierzy i otworzyli ogień. Zginęło, bądź dostało się do niewoli 40 komandosów. Stirling i Mayne postanowili zmienić taktykę.

Wykorzystując umiejętności Mayna nabyte w Long Range Desert Group postanowili wykorzystać Jeepy, które zostały odpowiednio przebudowane: uzbrojone w zdwojone lotnicze karabiny maszynowe Vickersa, obudowane kanistrami z wodą lub paliwem oraz z dużymi zapasami jedzenia. Wyposażone w Jeepy zespoły miały wpadać na niemieckie i włoskie lotniska demolując nieprzyjacielskie samoloty i infrastrukturę. Szkoci szykowali istny Armagedon.

Pierwszym sukcesem SAS był wypad na lotnisko Wadi Tamet w dniu 14 grudnia 1941 roku. Trzy Jeepy wdarły się na teren lotniska w środku nocy. Strzelcy nieustannie strzelali z karabinów maszynowych uszkadzając i niszcząc samoloty. W tym czasie inni komandosi podkładali ładunki wybuchowe. Po 20 minutach akcja się zakończyła. Za plecami pozostawili pogorzelisko, które wkrótce ponownie miało zapłonąć - godzinę później wybuchły podłożone ładunki wybuchowe. Nowa taktyka się sprawdziła.

Asy bez samolotów

"Paddy" lubił zaszaleć w kairskich pubach - to była jedyna jego wada, z którą nie mógł sobie poradzić Stirling. Pewnego razu pijany "Paddy" pobił 5 żandarmów próbujących go aresztować. Stirling ponownie musiał go ratować przed sądem. Tym razem poszło mu znacznie łatwiej. Renoma "Paddy’ego" była całkiem spora.

W czasie jednego z wypadów "Paddy" osobiście podłożył ładunki wybuchowe pod 24 niemieckimi myśliwcami, wkrótce potem wpadł do domku pilotów i otworzył ogień zabijając większość z obecnych. W sali pozostali jedynie martwi i ranni lotnicy, a na stołach niedojedzona lasagne. Po wycofaniu się z lotniska rozkazał zatrzymać pojazdy na wydmie, otworzył piwo, siadł na masce i czekał na wybuchy podłożonych przez siebie materiałów wybuchowych. Wspominał, że była to jedna z najpiękniejszych nocy w jego życiu.

Następnej nocy "odwiedzili" kolejne lotnisko, na którym "Paddy" zniszczył kolejne 27 samolotów. W ciągu dwóch dni zniszczył 51 maszyn nieprzyjacielskich - więcej niż jakikolwiek brytyjski as myśliwski II wojny światowej. James Edgar Johnson  zestrzelił 36 samolotów wroga. Najlepszy polski as myśliwski - Stanisław Skalski, według Listy Bajana miał na koncie 18 pewnych strąceń. Na tych pilotów posypały się odznaczenia, nagrody i sława. O "Paddym" praktycznie zapomniano. Ale jak sam powiedział: "Nie siedziałem w kabinie Spitfire. Nie miałem rozpiętego guzika (Piloci myśliwscy otrzymali od króla przywilej noszenia rozpiętego ostatniego guzika w bluzie mundurowej - przyp. SZ). Byłem zarośnięty, spocony i brudny. Nie nadawałem się do gazet."

Jednak za ten wypad "Paddy" otrzymał później Distinguished Service Order. W sumie w czasie operacji w Północnej Afryce zniszczył około 100 nieprzyjacielskich samolotów - więcej niż jakikolwiek aliancki pilot myśliwski.

Dowódca

Kiedy w styczniu 1943 roku David Stirling dostał się do niewoli dowódcą SAS mianowano Mayne’a. Niestety "Paddy" nie posiadał takich zdolności dyplomatycznych, jak Stirling i podpadł wielu wyższym oficerom. Także wśród podwładnych nie miał takiego posłuchu, jak jego poprzednik. SAS podzielono na dwa zespoły - Special Raiding Squadron (SRS) i Special Boat Section (protoplasta Special Boat Service). Ze względu na obowiązki w sztabie coraz rzadziej uczestniczył w operacjach, jednak jeśli już był na polu walki, to nie bał się wziąć odpowiedzialności za ludzi. W jednym z raportów można przeczytać:

"W dniu 10 lipca 1943 roku oddziały majora Mayne’a przeprowadziły dwie udane operacje: Zniszczenia baterii artylerii nadbrzeżnej, które były niezbędne do zabezpieczenia lądowania XIII Korpusu. Do wieczora żołnierze SRS trzy dodatkowe baterie, pojmali 450 jeńców, a także zabili od 200 do 300 Włochów. W drugiej operacji otrzymali rozkaz zdobycia oraz utrzymania miasta Augusta. Lądowanie przeprowadzono w dzień, przez co była ona niezwykle niebezpieczna. Włosi zostali zmuszeni do wycofania się ze swoich stanowisk. W obu tych operacjach major Mayne wykazał się odwagą determinacją i wspaniałym dowodzeniem, co okazało się kluczem do sukcesu. Osobiście poprowadził swoich ludzi do lądowania pod ogniem karabinów maszynowych. Dzięki tym operacjom udało się utworzyć oraz umocnić przyczółek."

Działo się to podczas operacji "Husky" - lądowania Aliantów na Sycylii.

Samotny komandos

Po wojnie SAS rozwiązano. Dowódcy uznali, że nie potrzebują żołnierzy, którzy nie przestrzegają regulaminu wojskowego i są skłonni do samowoli. W ten sposób wielu zasłużonych i wyszkolonych żołnierzy odeszło ze służby. "Paddy" wyjechał z grupą naukowców na Falklandy. Niestety problemy z bólem pleców zmusiły go do pracy za biurkiem, czego nie mógł znieść. Nie był w stanie stać przez dłużej, niż kilka minut.

Przez to też pogłębiły się jego problemy z alkoholem. Przez alkohol też zginął. 13 grudnia 1955 roku wracając z mocno zakrapianej imprezy, stracił panowanie nad swoim sportowym samochodem i z dużą prędkością wbił się w ciężarówkę stojącą na poboczu. Jego pogrzeb był wielką manifestacją patriotyczną, a w 2003 roku jedną z brytyjskich baz w Kuwejcie nazwano jego imieniem. Do dziś w Wielkiej Brytanii jest uważany za jednego z najlepszych żołnierzy Królewskiej Mości.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sławek Zagórski | Robert "Paddy" Mayne | historia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje