Reklama

Pseudonim "Lucy" - o wojnie wiedział zanim padły strzały

Sowieci przygotowywali się do wybuchu II wojny światowej długo przed tym, nim padły pierwsze strzały, i systematycznie rozbudowywali swoje siatki szpiegowskie. Jedną z nich stworzyli w Szwajcarii w połowie lat 30., głównie po to, aby obserwować stamtąd rozwój sytuacji w hitlerowskich Niemczech.

Na jej czele stał niemiecki dziennikarz, Rudolf Roessler, noszący kryptonim "Lucy". Historycy badający dzieje zmagań wywiadów uważają go za agenta równie wybitnego co Richard Sorge. Przede wszystkim  dlatego, że zdołał zwerbować wyjątkowo cenne źródło informacji, posiadające dostęp do największych tajemnic III Rzeszy. Nazywał tego człowieka "Werterem".

Rosjanie nie tylko szpiegowali Niemców, próbowali się także pozbyć ich Führera. Dwaj pracujący dla Roesslera Anglicy, Aleksander Foot i Leon Buerton, dawni żołnierze walczących w Hiszpanii brygad międzynarodowych, podczas pobytu w Monachium w 1939 roku odkryli ze zdziwieniem, że jadają obiady w tej samej restauracji co Hitler (plotka głosiła, że właściciel lokalu walczył razem z nim podczas I wojny światowej). Zwierzchnicy polecili Anglikom przygotować zamach na wodza nazistów. Jednak gdy ci już organizowali materiały wybuchowe do sporządzenia bomby, przyszedł rozkaz odwołujący wszystko. 23 sierpnia podpisano w Moskwie pakt Ribbentrop-Mołotow i tajne operacje przeciwko Niemcom (nowym sojusznikom Sowietów) zostały wstrzymane.

Mimo tego Roessler nie przerywał pracy i wysyłał do centrali alarmujące wiadomości o przygotowaniach Wehrmachtu do napaści na ZSRR (był to plan "Barbarossa"). Jednak Stalin nie wierzył tym doniesieniom, być może dlatego, że "Lucy" nie chciał ujawnić, kim jest "Werter". Wódz Rosjan wręcz podejrzewał, że to agent niemieckiej Abwehry. I rzecz jasna nie dał wiary raportom o rychłym terminie ataku Niemców (choć potwierdzanym przez inne źródła, m.in. Sorgego).

Później Roessler przekazał ostrzeżenie od "Wertera" o planowanej ofensywie w kierunku Stalingradu. Zajęcie tego strategicznego miasta i przekroczenie Wołgi przez wojska niemieckie postawiłoby Sowietów w bardzo niekorzystnej sytuacji strategicznej, odcinając ich od złóż ropy na Kaukazie. Lecz dzięki informacjom uzyskanym od agenta zdołali przegrupować wojska, przygotować obronę, a potem kontratak, zakończony klęską 6. Armii dowodzonej przez feldmarszałka Friedricha Paulusa. To zwycięstwo uchodzi za przełomowy moment wojny i niewątpliwie kierowana przez "Lucy" siatka ma w nim istotny udział.

Reklama

Po raz drugi informacje o strategicznym znaczeniu "Werter" dostarczył na temat operacji "Cytadela" - niemieckim planie rozbicia Armii Czerwonej w Łuku Kurskim. Rosjanie poznali szczegóły ataku i zabezpieczyli się, koncentrując wojska i budując umocnione linie obronne. Wiedzieli, o której zacznie się szturm, i przygotowali przeciwuderzenie, bombardując z samolotów i armat znajdujące się na pozycjach wyjściowych jednostki Wehrmachtu. Bitwa była bardzo krwawa, obie strony poniosły wielkie straty, ale od tego momentu Niemcy zaczęli się wycofywać.

Rzecz jasna nazistowski kontrwywiad wiedział o działalności "Lucy". Zażądano od Szwajcarów, aby pozamykali sowieckich agentów. Helweci, postraszeni planami hitlerowskiej inwazji na ich kraj, ulegli i rozpoczęli aresztowania. Zatrzymano także Roesslera i Foota. Siatka "Lucy" musiała zakończyć działalność.

Do dziś nie wiadomo, kim był tajemniczy "Werter". Roessler uparcie nie chciał zdradzić jego tożsamości. Indagującym go Sowietom powiedział, że był członkiem najwyższego dowództwa i należał do najbliższych współpracowników Hitlera. W udzielonym po wojnie wywiadzie stwierdził, że chodziło o oficera o poglądach antynazistowskich, nie podał jednak jego nazwiska.

Pewne poszlaki wskazują, że "Werterem" mógł być człowiek naprawdę bliski Hitlerowi, jego sekretarz i faktyczny zastępca Martin Borman, posiadający dostęp do wszystkich planów Oberkommando der Wehrmacht (OKW, Naczelne Dowództwo Wehrmachtu).
Reinhard Gehlen, jeden z szefów niemieckiego wywiadu, uważał Bormana za sowieckiego szpiega.

Ta zagadka już chyba nigdy nie zostanie rozwikłana, ponieważ Borman po śmierci Hitlera zbiegł z jego bunkra i zginął gdzieś na ulicach Berlina. Choć i ta wiadomość nie jest do końca pewna.

Jacek Inglot

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Rudolf Roessler | Lucy | II wojna światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje