Reklama

Powstanie ostrowskie i trzecia „Pantera” Armii Krajowej

Czołg Panzerkampfwagen V Panther na froncie wschodnim /Bundesarchiv /domena publiczna

Poznajcie historię o tym, jak oddziały Armii Krajowej w Ostrowie Wielkopolskim zaatakowały Niemców, samodzielnie wyzwoliły swoje miasto i utrzymały je do nadejścia Sowietów. Na pewno nie wiedzieliście, że ostrowska AK zdobyła niemiecki czołg typu Pantera i użyła go w walce!

Reklama

W Polsce popularny jest żart mówiący o tym, że w Wielkopolsce nie było w czasie wojny partyzantki, bo... Hitler zabronił. Ma to być potwierdzenie faktu, że "porządni" Wielkopolanie, wychowywani w okresie zaborów w duchu pruskim, nade wszystko słuchają poleceń władzy i robią co trzeba. Dlatego się nie buntują i nie robią nic nielegalnego.

Bardziej prawdziwe jest jednak twierdzenie, że Wielkopolanie podejmują działanie, gdy jest szansa na pomyślny wynik. I kilka razy potwierdzili to np. podczas zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego. Także w czasie II wojny światowej mieszkańcy Wielkopolski walczyli z bronią w ręku przeciwko Niemcom. W 1945 r. w Ostrowie Wielkopolskim wzniecili nawet lokalne powstanie, które zakończyło się sukcesem militarnym. Prezentujemy tę historię na łamach "Ciekawostek Historycznych", bo jest zupełnie nieznana w innych rejonach Polski.

Aryjska prowincja - Warthegau

Na początku okupacji Niemcy wcielili ziemie Wielkopolski do Rzeszy tworząc "Warthegau", czyli Kraj Warty. Warunki życia dla Polaków i Żydów na tym terenie były dużo cięższe od tych, które panowały w Generalnym Gubernatorstwie. Warthegau miało być bowiem oczyszczone z "podludzi" i stać się wzorcową, aryjską prowincją Niemiec. Ludność polska miała zniknąć w wyniku eksterminacji, wysiedleń i prześladowań.

Reklama

W ramach realizacji tego planu Niemcy prowadzili m.in. planową politykę wyrzucania Polaków z domów i wysyłania ich w nieznane. Domy opuszczone przez Polaków zajmowali Niemcy sprowadzeni z krajów bałtyckich czy Besarabii. Poza tym okupant ograniczył prawa Polaków we wszystkich obszarach np. zakazując praktyk religijnych, posiadania i jeżdżenia samochodem, a nawet... wędkarstwa. Polacy musieli też zdejmować z głowy czapki na widok idącego, umundurowanego Niemca oraz ustąpić mu miejsca na chodniku. Wiedzieliście o tym?

Z tych właśnie względów bardzo trudne było prowadzenie walki konspiracyjnej przeciwko okupantowi, a tworzone w Wielkopolsce struktury polskiego państwa podziemnego (Okręg Poznań Armii Krajowej) były nieustannie rozbijane przez Niemców. Ośrodkiem głównym podziemia w Wielkopolsce był Poznań, ale - ze względu na wspomniane masowe aresztowania - od 1941 r. dowództwo mieściło się w położonym na południu regionu Ostrowie Wielkopolskim. W opinii lokalnej Armii Krajowej przeniesienie dowództwa na peryferie regionu miało pozwolić przetrwać represje okupanta i umożliwić prowadzenie walki zbrojnej. Jak się okazało, przyjęcie takiego rozwiązania było sensowne.

Niemcy uciekają! Uderzyć?

W drugiej połowie stycznia 1945 z Wielkopolski zaczęły wycofywać się wojska niemieckie, naciskane przez idącą od wschodu Armię Czerwoną, realizującą plan ofensywy styczniowej, zwanej też operacją wiślańsko-odrzańśką. Armia Krajowa w Wielkopolsce obserwowała rozpadanie się struktur władzy okupacyjnej i trzymała rękę na pulsie, ale ciągle nie miała szans w otwartej walce z Niemcami. Rozpoznanie sytuacji komplikowało też zerwanie się łączności z "terenem". Np. Ostrów Wielkopolski stracił łączność z Poznaniem, Jarocinem itp.

Południowa cześć Wielkopolski znajdowała się na styku linii natarcia I Frontu Białoruskiego i I Frontu Ukraińskiego, co wykorzystywali do swoich celów Niemcy. Od linii Wisły, z okolic Kielc i Łodzi, przebijała się na zachód, naciskana przez Sowietów, grupa generała Nehringa. Celem niemieckich jednostek, rozbitych nad Wisłą, było dotarcie do linii frontu i dołączenie do swoich. "Wędrujący kocioł" Nehringa operował w rejonie, gdzie przebiegała linia rozgraniczenia frontów i jednostki radzieckie były najmniej liczne.

W czasie wycofywania się Niemców na zachód wielkopolskie oddziały Armii Krajowej, chociaż niewielkie i słabo uzbrojone, zamierzały podjąć walkę z Niemcami nadal realizując założenia "Planu Burza", czyli występowania wobec wkraczającej Armii Czerwonej w roli gospodarza. Działań tych nie powstrzymał nawet rozkaz gen. Leopolda Okulickiego z 19 stycznia 1945 r. o rozwiązaniu Armii Krajowej. (zapewne rozkaz nie dotarł jeszcze do oddziałów w terenie - przyp. red.)

Dlatego w styczniu małe oddziały AK atakowały wycofujących się Niemców w Pleszewie i Krotoszynie i okolicach Jarocina. Udało się im mi.n. wyzwolić Krotoszyn. Jednak najbardziej zorganizowany charakter i największy zasięg miały walki w Ostrowie Wielkopolskim. Z tych względów można je nawet określić jako "powstanie". Jak twierdzi Edward Serwański, historyk konspiracji w Wielkopolsce, cechą charakterystyczną dla działań w Ostrowie było powołanie tymczasowych władz z inspiracji podziemia: Delegatury Rządu na Kraj i innych oddziałów konspiracyjnych. Takie działania według Komendy Głównej AK jednostki terenowe miały realizować w ramach "Planu Burza". Jak wiadomo, największym wystąpieniem "Planu Burza" było Powstanie Warszawskie, które jednak się nie powiodło. W Ostrowie - oczywiście na dużo mniejszą skalę - walka z okupantem zakończyła się zwycięstwem.

Ciekawostki Historyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje