Reklama

Powstanie leskie. Bunt chłopów przeciwko władzy

Skład sędziowski pod przewodnictwem sędziego Zygmunta Kruszelnickiego skazał buntowników na śmierć /Polona /domena publiczna

Chłopska wojna

W sumie zebrało się około pięciu tysięcy chłopów. Głównie Ukraińców, ale też Polaków, uzbrojonych we wszystko, co udało się znaleźć w obejściu: siekiery, widły, kosy postawione na sztorc.

Reklama

Do pierwszej bitwy doszło w Łobozewie, gdzie około dwa tysiące chłopów starło się z policją. Mundurowi, widząc nacierających, otworzyli ogień z karabinów. Zginęło pięć osób. Policja przytłoczona przewagą liczebną musiała się wycofać ze wsi.

Powstańcy ruszyli dalej. Wyrzucili policję z Brzegów Dolnych. Ta jednak otoczyła wieś i rozpoczęły się pertraktacje. Przywódcy powstania uzgodnili z komendantem oddziału, że odejdą, kiedy i policja odejdzie. Policyjna kompania wycofała się. Jednak nie odeszli do Leska a ukryli się w lesie. Gdy tylko chłopi opuścili wieś, natychmiast do niej weszli i zaczęli przetrząsać chałupy. Zaalarmowani powstańcy wrócili i wykorzystując przewagę liczebną rozbroili i zamknęli policjantów w oborze.

Komendant z Leska powiadomił wojewodę i prosił o jak najszybszą pomoc.

Wkracza wojsko

Wojewoda lwowski, Józef Rożniecki, zwrócił się do dowódcy Okręgu Korpusu Nr X w Przemyślu, gen. bryg. Stanisława Tessaro o wydelegowanie jednostki do stłumienia rozruchów. W góry wyruszyły dwie kompanie I batalionu, 2 pułku strzelców podhalańskich. Wydelegowano także samolot łącznikowy ze składu 6 pułku lotniczego. Rożniecki dodatkowo wysłał oddział policji konnej i kompanię pieszą.

Pojawienie się wojska, uzbrojonego w karabiny maszynowe, zmieniło całkowicie obraz sytuacji. W trzech kolejnych starciach, pod Łobozewem, Teleśnicą Oszwarową oraz Bóbrką, chłopska ciżba została rozproszona ogniem karabinów. Buntownicy uciekli do lasu, gdzie przez prawie dwa tygodnie prowadzili walkę partyzancką.

Wojsko i policja wyłapywali ich jednego po drugim. Łącznie, według różnych danych, aresztowano od 260 do około 800 osób. Zginęło minimum siedem osób, choć bardziej prawdopodobne dane mówią o kilkunastu ofiarach.

Przywódcy powstania, Ukraińcy: Wasyl Dunyk, Piotr Madej, Andruszko Wasławski oraz Polak, Michał Małecki, stanęli przed sądem. Bronili ich ukraińscy posłowie na Sejm RP. Sąd w Sanoku wszystkich skazał na karę śmierci. Tuż przed wykonaniem wyroku prezydent Ignacy Mościcki skorzystał z prawa łaski, zamieniają karę śmierci na dożywotnie więzienie.

Pozostali oskarżeni otrzymali karę od kilku do kilkunastu miesięcy więzienia. Idea święta pracy nie sprawdziła się na Podkarpaciu.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje