Powrót Piłsudskiego do Polski. Jaką kryje tajemnicę?

Do dziś o przyjeździe Piłsudskiego do Warszawy krążą mity /Wikimedia Commons /domena publiczna

Powtarzana do dzisiaj legenda o powrocie Piłsudskiego z niewoli zaskakująco mało ma wspólnego z rzeczywistością. Co tak naprawdę zdarzyło się po wypuszczeniu komendanta z Magdeburga?

Reklama

"11 listopada wrócił nareszcie po półtorarocznej niewoli do Warszawy komendant Józef Piłsudski" - relacjonował anonimowo socjalista i oddany współpracownik Wodza Jędrzej Moraczewski. Relacjonował, albo raczej zmyślał. Pisał bowiem broszurę czysto propagandową i niezbyt liczącą się z faktami. Dalej stwierdził: "Po entuzjastycznym powitaniu przez niezliczone tłumy, oblegające Dworzec Wiedeński, zabrał się Komendant natychmiast do pracy".

Ten obraz 11 listopada utrwalił się w powszechnej świadomości. Do dziś jest powtarzany przez podręczniki, na publicznych akademiach, w przemówieniach polityków czy nawet w pracach naukowych. Tymczasem zgadza się w nim właściwie tylko jeden detal. Istotnie pociąg wiozący Piłsudskiego wtoczył się na Dworzec Wiedeński, stojący niegdyś na przecięciu ulicy Marszałkowskiej i Alei Jerozolimskich.

Dzień wcześniej niż w legendzie

Reklama

Rzecz miała miejsce nie 11 listopada, jak chciał Moraczewski i jak wynikałoby z obchodzonej do dzisiaj rocznicy, ale dzień wcześniej. Była godzina siódma rano, a peron świecił pustkami. Na Piłsudskiego nie czekały radosne tłumy, nie trzymano naręczy kwiatów, nie śpiewano patriotycznych pieśni. Słowem, nie było powitania pasującego do historycznej legendy: podniosłego i godnego przyszłego przywódcy.

O tym, że chylący się ku upadkowi niemiecki rząd zdecydował o zwolnieniu Piłsudskiego z niewoli i o zapewnieniu mu przejazdu do kraju, dowiedziano się w ostatniej chwili. Jeden z regentów, książę Zdzisław Lubomirski, został zawiadomiony w środku nocy, gdy pociąg wiozący dotychczasowego więźnia już wyjechał z Berlina. Informacja dotarła też do Komendanta Naczelnego Polskiej Organizacji Wojskowej, Adama Koca. On z kolei zatelefonował do paru przyjaciół Józefa i do garstki współpracowników.

"Wiadomość przyszła do Warszawy przypadkowo" - twierdziła peowiaczka Anna Minkiewiczowa, jedna z zaledwie trzech kobiet, o których wiadomo na pewno, że ruszyły witać Piłsudskiego. - "W nocy około czwartej nad ranem zadzwonił do naszego mieszkania obywatel Czarski. Było jeszcze ciemno, kiedy grupka osób znalazła się na dworcu".

Na peron dotarło tylko kilku ludzi, w tym jeden dziennikarz. Podobno Niemcy zakazali innym wstępu, reszta grupki czekała więc przed budynkiem. Jeśli wierzyć Wacławowi Jędrzejewiczowi - który był w tym dniu w Warszawie - do skromnego powitania spontanicznie włączyli się też przypadkowi podróżni, czekający na przyjazd czy odjazd własnych pociągów.

Blady, zmęczony, schorowany

Postać, która ukazała się ich oczom, nie budziła raczej otuchy. Już prędzej współczucie. Jak wspominała Anna Minkiewiczowa: "Komendant był blady, cerę miał ziemistą". Także Jędrzejewicz podkreślał, że jego dowódca "wyglądał niedobrze, był chory i bardzo zmęczony". Podobnie Piłsudski, znany hipochondryk, nie zamierzał ukrywać, że samopoczucie ma zupełnie paskudne.

W jednym z listów wysłanych z Magdeburga do Aleksandry Szczerbińskiej (jego przyszłej żony i matki małej córeczki) podkreślał, że nie czuje się na siłach do żadnej pracy. I że po opuszczeniu twierdzy "nowe życie zacząć trzeba będzie od leczenia się". Panny Szczerbińskiej swoją drogą nikt na dworzec nie zaprosił. Nikt nawet nie powiedział jej, że do Warszawy wraca ojciec jej dziecka.

"Był szary świt, dzień był bowiem pochmurny i deszczowy" - relacjonowała Minkiewiczowa. Komendant miał na sobie znoszony, brudny płaszcz wojskowy, na głowie maciejówkę. "Przepasany był pasem niemieckim, na którym zawieszony był krótki, również niemiecki sztylet" - pisała uczestniczka wydarzeń. - "Broń tę zwrócili Komendantowi Niemcy przy wypuszczaniu go z więzienia, na znak, że jest wolny".

Garstka zebranych wzniosła niezbyt gromki okrzyk: "Niech żyje", szybko gasnący, bo przecież wyrwał się z nie więcej jak kilkunastu gardeł. Nikt nie robił zdjęć, bo choć zjawił się jeden dziennikarz, to nie było żadnego fotografa. W efekcie w kolejnych latach przy różnych okazjach będzie się publikować zdjęcie z przyjazdu Piłsudskiego do Warszawy w 1916 roku i podpisywać je jako wykonane 10 listopada...

Wycieńczony komendant na widok garstki akolitów, zasalutował i przez dłuższą chwilę tkwił w bezruchu, z dłonią przytkniętą do czoła. Następnie zaś ruszył do rezydencji jednego z członków rady regencyjnej - a więc ciała oficjalnie sprawującego w Polsce władzę zwierzchnią.

O udziale kobiet w odzyskaniu polskiej niepodległości przeczytacie w książce Kamila Janickiego pt. "Niepokorne damy". Kliknij i dowiedz się więcej na stronie księgarni wydawcy.

Zainteresował cię ten tekst? Na łamach portalu TwojaHistoria.pl przeczytasz również o tym, że Polki wcale nie zdobyły prawa głosu w 1918 roku.
Kamil Janicki - redaktor naczelny "TwojejHistorii.pl". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 200 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej", “Żelaznych dam", "Dam złotego wieku", "Epoki hipokryzji", "Dam polskiego imperium" i "Epoki milczenia". W listopadzie 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Niepokorne damy".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje