Reklama

Polska bomba atomowa. Kiedyś radzieckie, dziś amerykańskie?

Ostatnim samolotem, na którym SZ RP ćwiczyły zrzut ładunków atomowych jest Su-22 /Wikimedia Commons /domena publiczna

Nie tak dawno ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, podniosła kwestię udziału Polski w programie Nuclear Sharing - udostępniania broni atomowej w ramach NATO. W Warszawie odżyły pomysły o budowie atomowej potęgi.

Reklama

Dyskusje na temat odbudowy zdolności do użycia broni atomowej przez Siły Zbrojne RP odżyły w wyniku dyskusji, jakie toczą się obecnie w Niemczech. Szefowa niemieckiej partii CDU i równocześnie minister obrony Niemiec, Annegret Kramp-Karrenbauer, rozpoczęła w ostatnim czasie kilka programów, które mogą przyprawić o zawrót głowy.

Prócz rozpoczęcia budowy niszczycieli rakietowych, zakupu kolejnych fregat i okrętów podwodnych, ogłosiła, że Niemcy chcą kupić łącznie 45 samolotów F/A-18 Super Hornet i EA-18 Growler, aby zastąpić starzejące się myśliwsko-bombowe Panavia Tornado, dotychczas używane przez siły powietrzne.

Reklama

Kramp-Karrenbauer, że Bundeswehra zamierza kupić 30 F/A-18 E/F Super Hornet i 15 samolotów walki elektronicznej EA-18G Growler. Według niemieckiego rządu federalnego Super Hornety miałyby wzmocnić europejskie zdolności do przenoszenia broni atomowej. Możliwość przenoszenia ładunków atomowych była podstawowym kryterium wyboru nowej maszyny. Wśród polityków i opinii publicznej rozpoczęła się dyskusja, czy w ogóle takie zdolności nadal są potrzebne. Przodują w tym politycy lewicy. Choć i tam nie ma zgodności.

W wywiadzie dla "Tagesspiegel" Rolf Mützenich, szef frakcji socjaldemokratów w niemieckim parlamencie, wezwał do wycofania się z natowskiego programu i pozbycia się broni atomowej z terenu RFN. Tego stanowiska nie poparł szef niemieckiego MSZ Heiko Maas, również wywodzący się z socjaldemokracji.

Na niemieckie rozterki natychmiast zareagowała ambasador USA w Polsce, Georgette Mosbacher, która napisała: "Jeśli Niemcy chcą zmniejszyć potencjał nuklearny i osłabić NATO, to być może Polska - która rzetelnie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, rozumie ryzyka i leży na wschodniej flance NATO - mogłaby przyjąć ten potencjał i u siebie".

Te słowa niektórych ucieszyły, innych zmartwiły. Polski rząd nabrał wody w usta, choć prezes partii rządzącej, Jarosław Kaczyński, jeszcze trzy lata temu mówił: "Powinniśmy działać na rzecz włączenia Polski w amerykański system obrony atomowej. To w mojej ocenie byłoby optymalnym rozwiązaniem". Dziś nikt nie oficjalnie nie wspomina, że Polska mogłaby ponownie mieć zdolności do korzystania z broni atomowej. Ostatnio było tak za czasów Polski ludowej.

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje