Reklama

Polska bezalkoholowa. Jak wprowadzano prohibicję w II RP

Słowo prohibicja kojarzy się głównie z amerykańskimi gangsterami lat 20. XX wieku, ze strzelaninami, pościgami i pistoletami maszynowymi Thompsona. Niewiele osób wie, że mało brakowało, by w Polsce również zapanował zakaz spożywania alkoholu...

Dla wielu osób może to wydawać się dziwne, ale w okresie międzywojennym miłośnicy alkoholi mieli jeszcze trudniej niż w okresie PRL. Nie dość, że alkohol był bardzo drogi i nie każdego było na niego stać, to jeszcze wszelkiego rodzaju ograniczenia prawne powodowały, że nie można było go właściwie legalnie wypić, o zakupie nie wspominając. A bimbrownicy byli szczególnie poszukiwani przez policję.

Reklama

Na pomysł wprowadzenia prohibicji w ledwie odrodzonej Polsce wpadła znana w owym okresie działaczka ruchu kobiecego i prezes Towarzystwa "Trzeźwość"- Maria Moczydłowska. W czasie, kiedy młoda Rzeczpospolita broniła się przed hordami bolszewików, Sejm debatował nad projektem Moczydłowskiej dotyczącym całkowitego zakazu sprzedaży alkoholu.

Sufrażystka grzmiała z trybuny sejmowej, że alkohol jest "trucizną społeczeństwa", a wprowadzenie prohibicji nie zaszkodzi budżetowi, natomiast poprawi się zdrowie, a kręgosłup moralny społeczeństwa umocni się.

Prawo Moczydłowskiej

Co prawda polskim bojowniczkom o trzeźwość nie udało się wprowadzić całkowitego zakazu sprzedaży i spożycia alkoholu, jednak ustawa z kwietnia 1920 roku skutecznie ograniczyła możliwość jego zakupu. Ograniczenia sprzedaży nałożono na wszystkie napoje o zawartości alkoholu powyżej 2,5 procenta, czyli mniej niż ma przeciętne piwo.

W dodatku, na wniosek społeczeństwa, wójta lub policji, minister zdrowia publicznego mógł na danym obszarze zakazać sprzedaży także słabszych napitków.

Ustawa znana jako "Lex Moczydłowska" całkowicie zakazywała sprzedaży napojów o zawartości powyżej 45 procent. Dodatkowo jeden punkt sklepowy mógł przypadać na 2500 osób. Licząc gęstość zaludnienia Polesia czy południowej Galicji, jeden sklep monopolowy przypadać mógł na całą gminę.

Do tego prawo dokładnie określało (podobnie jak to jest dzisiaj) miejsca, w których można było otworzyć sklep monopolowy lub karczmę. Przybytek taki nie mógł się mieścić bliżej niż 300 metrów od: szkół, kościołów, więzień i sądów, a także przystanków autobusowych i dworców kolejowych, przystani i obok zakładów pracy zatrudniających powyżej 100 osób.

Ustawa spowodowała, że w pierwszej dekadzie niepodległości całkowitym zakazem sprzedaży alkoholu objęte było 10 procent terytorium Rzeczypospolitej. A tam, gdzie można było pić, trudno było zakupić alkohol, ponieważ zakaz handlu obowiązywał od godziny 15 w sobotnie popołudnie, aż do 10 rano w poniedziałek, czyli przez cały okres wolny od pracy.

Ponadto zakazem spożycia alkoholu objęto wszystkie święta kościelne i państwowe, dni wyborów, jarmarków, odpustów, pielgrzymek, a nawet dzień poboru do wojska. Krótko mówiąc, nie można było znaleźć dnia, w którym można było się napić.

Polska bezalkoholowa

Jak już wcześniej wspomniano, w Polsce okresu międzywojennego alkohol był stosunkowo drogi. W czasie Wielkiego Kryzysu obłożono go sporą akcyzą, a nielegalną produkcję skutecznie tępiono. Nie tylko ustawa Moczydłowskiej utrudniała "rozrywkę".

Tuż po odzyskaniu niepodległości Polacy pili około jednego litra czystego spirytusu na głowę rocznie, dziś każdy statystyczny Polak pije rocznie średnio 9,25 litra czystego spirytusu. W okresie międzywojennym na alkohol w większych ilościach stać było jedynie stan średni: nauczycieli, kolejarzy, urzędników, a przede wszystkim zawodowych żołnierzy i posiadaczy ziemskich. Bogacze nawet się tym nie kłopotali.

O to, by Polska została bezalkoholowa, dbały nie tylko sufrażystki, ale także cała masa innych organizacji, z Polską Ligą Przeciwalkoholową na czele, która zasłynęła z walki z eteryzmem, szczególnie popularnym wśród Łemków i Ślązaków. Za trzeźwością opowiadali się licznie księża i lekarze, którzy to - pierwsi z ambony, drudzy na łamach gazet - nawoływali do zachowania trzeźwości.

Alkoholowa wolność

Prohibicja w Polsce skończyła się w 1931 roku, kiedy zliberalizowano ustawę Moczydłowskiej. Sufrażystka dość znacząco myliła się w kwestii wpływów do budżetu. Ten przez cały okres międzywojenny był skromny i szukano każdego sposobu, aby go zwiększyć. Sięgnięto więc po monopol alkoholowy.

W projekcie budżetu na 1938 rok zaplanowano już wpływ ze sprzedaży alkoholu na poziomie 10,9 procenta dochodów. Od tej chwili Polacy mogli pić do woli i w przededniu wojny statystyczny Polak  wypijał już niecałe 2 litry spirytusu rocznie.

Źródła:

Ziemowit Szczerek; "Rzeczpospolita zwycięska. Alternatywna historia Polski"; Kraków 2013
Tomasz Kowalik; "Baby na Wiejskiej", "Sprawy Nauki", 12/2004; 22 grudnia 2004
Ustawa  z dnia 23 kwietnia 1920 r. o ograniczeniach w sprzedaży i spożyciu napojów alkoholowych (Dz.U. z 1922 nr 35 poz. 299).
Sławek Zagórski; "Kropka. Napój bogów?", "Lodołamacz" 8/2005

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje