Reklama

Oszustwo z Iruña-Veleia: "Antyczny" przekręt wart miliony

Już w 2008 roku wykopaliska zostały wstrzymane. Gil stwierdził wtedy (i podtrzymuje to stanowisko do dzisiaj), iż "nie ma żadnych dowodów na to, że znalezisko zostało spreparowane". 

Reklama

Skala oszustwa była jednak tak duża, że przez 12 lat zbierano materiały, które jednoznacznie potwierdziłyby jego winę. Ignacio Rodríguez Temiño, historyk, którego poproszono o zgromadzenie materiału dowodowego, powiedział w wywiadzie z portalem LiveScience.com: "w środowisku naukowym nie ma żadnej dyskusji na ten temat, wszyscy zgadzamy się, że to fałszywki".

Zarzuty i ewentualna kara są dość poważne. Za zniszczenie ważnych obiektów dziedzictwa historycznego (dokładnie 476 ostrakonów) Gil i Escribano mogą pójść za kratki na ponad pięć lat. 

Cerdán za poświadczenie nieprawdy może dostać dwa i pół roku. Prokuratura chce także, aby główny sprawca całego zamieszania otrzymał dożywotni zakaz prowadzenia badań. 

Wielu podejrzewa Gila (który kilka razy publicznie poparł tezę, jakoby Adolf Hitler nie miał nic wspólnego z Holokaustem) o próbę wzmocnienia nastrojów nacjonalistycznych wśród Basków, poprzez preparowanie dowodów na to, że język baskijski i chrześcijaństwo były o wiele popularniejsze, niż dotychczas sądzono.

Ale afera rozbija się przede wszystkim o naprawdę duże pieniądze. Po ogłoszeniu swoich przełomowych "odkryć" Gil otrzymał od państwa i kilku baskijskich instytucji łącznie kilka milionów euro na dalsze badania. Ci, którzy przekazali mu te pieniądze, zapewne upomną się o nie w wypadku potwierdzenia zarzutów. Panowie będą musieli także oddać równowartość starożytnych tabliczek, które wyceniono na około 300 tys. euro. 

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje