Reklama

Ostatni lot admirała Yamamoto

Los króla Władysława Warneńczyka przypieczętował śmierć... głównodowodzącego japońskiej marynarki wojennej!

13 kwietnia 1943 roku o świcie podpułkownik Alve Lassevell ze sztabu admirała Chestera Nimitza na Hawajach otrzymał do przetłumaczenia przechwyconą japońską depeszę, która poprzedniego dnia została rozszyfrowana przez komórkę dekryptażu. Lassevell przed II wojną światową był pracownikiem amerykańskiego ataszatu w Tokio i powierzone zadanie nie sprawiło mu większego problemu.

Okazało się, że depesza zawiera niezwykle ważną dla Amerykanów informację, dotyczącą godzin startu i lądowania samolotu naczelnego dowódcy japońskiej marynarki wojennej, admirała Isoroku Yamamoto! Na trasie z Rabaulu do bazy Buin na wyspie Bougainville miał on przeprowadzić inspekcję baz i jednostek wojskowych na południowym Pacyfiku. Depeszę nadano z pokładu flagowego okrętu floty japońskiej - pancernika "Musashi" - do wszystkich baz w rejonie Wysp Salomona.

Reklama

Admirał Pearl Harbor

Słynny admirał Yamamoto, który doprowadził do klęski amerykańskiej marynarki wojennej w jej bazie Pearl Harbor (dzięki czemu w prasie amerykańskiej zdobył przydomek "admirał Pearl Harbor"), mógł znaleźć się w zasięgu amerykańskiego lotnictwa! Angielskie tłumaczenie depeszy natychmiast znalazło się na biurku szefa wywiadu morskiego na Hawajach, komandora Edwina Leytona.

Wiadomość o planach admirała Yamamoto przechwycono jednak nie tylko na Hawajach. Udało się to także innym amerykańskim stacjom nasłuchowym, między innymi w Dutch Harbor na Alasce, która przekazała ją drogą radiową do Waszyngtonu, gdzie została szybko rozszyfrowana przez kryptologów. W ten sposób treść depeszy dotarła 15 kwietnia (czyli dzień później niż do admirała Nimitza na Hawajach) do sekretarza marynarki Franka Knoxa.

Sekretarz w rozmowie ze swymi oficerami wyraził wątpliwości, czy akcja zlikwidowania naczelnego wodza nieprzyjacielskiej armii jest legalna i pytał ich, czy znają podobny precedens w historii. Do późnego wieczora Knox starał się zasięgnąć opinii w tej sprawie u wysoko postawionych osób. Większość miała wątpliwości. Jedynie dowódca lotnictwa, generał Henry Harley Arnold, bez wahania powiedział "tak". Wszyscy podkreślali jednak, że ostateczna decyzja powinna należeć do prezydenta.

Franklina Delano Roosevelta nie było w tym czasie w stolicy. Od 13 kwietnia wizytował bazy wojskowe w stanach Georgia i Alabama. W dzienniku zajęć prezydenta brak jest jakichkolwiek zapisów na ten temat (być może zostały celowo usunięte). Wiadomo jednak, że sekretarz Knox telefonował do Roosevelta i referował mu treść japońskiej depeszy, a dowództwo marynarki na Hawajach słało monity w tej sprawie do Białego Domu.

Casus Warneńczyka

Ostatecznie sprawa admirała Yamamoto trafiła do oddziału wywiadu marynarki, który pracował pod kryptonimem "OP-16-FE", zajmującego się rozpoznaniem Japonii. Jego siedziba mieściła się w ściśle chronionej bazie dowództwa marynarki na peryferiach Waszyngtonu. Tutaj, w budynku oznaczonym literą "L", specjaliści wywiadu opracowali szczegółową analizę, która miała umotywować "zamach na Yamamoto" i dać przede wszystkim odpowiedź na pytanie, czy śmierć admirała przyczyni się do zwycięstwa i nie wywoła ze strony Japonii groźnych akcji odwetowych.

Na pierwsze pytanie dokument jednoznacznie odpowiadał "tak", na drugie - "nie". Specjaliści przygotowali także analizę legalności takiej akcji. Przypominali w niej między innymi, że Japończycy napadli na Pearl Harbor podstępnie i zdradziecko, bez wypowiedzenia wojny, "podczas prowadzenia przyjacielskich rozmów w Waszyngtonie". Ponadto w czasie walki na wyspach Pacyfiku dopuścili się wielu zbrodni na jeńcach i cywilach. Po wyliczeniu tych wszystkich argumentów zaskakiwał jednak przykład wyeliminowania naczelnego wodza z pola walki...

Analitycy wywiadu podali, że śmierć głównodowodzącego w bitwie odnotowały kroniki z... 1444 roku, kiedy to w czasie wojny z Turkami zginął u wybrzeży Morza Czarnego pod Warną młody, niespełna dwudziestoletni, król Polski i Węgier Władysław, nazwany później od miejsca swej śmierci Warneńczykiem. Na koniec podkreślili, że później trudno jest znaleźć lepszy i jednoznaczny przykład.

Czas naglił, więc sekretarz Knox przystał na "casus Warneńczyka", chociaż jednocześnie polecił admirałowi Morrisonowi, szefowi oddziału historycznego marynarki, szukać kolejnych precedensów, by "w terminie późniejszym jeszcze lepiej umotywować całą akcję". Knox podpisał rozkaz zestrzelenia samolotu Yamamoto, powołując się na wszelki wypadek na prezydenta (który często stosował w swej karierze politycznej "metodę milczącego przyzwolenia"). W ten sposób los króla Władysława Warneńczyka przypieczętował śmierć głównodowodzącego marynarki japońskiej.

Rozkaz oficjalnie zobowiązywał admirała Nimitza i wszystkie zainteresowane sztaby na południowym Pacyfiku do natychmiastowego działania.

Atak na "Betty"

14 kwietnia 1943 roku wiceadmirał Marc Mitscher, dowódca lotnictwa na Wyspach Salomona, otrzymał pilną depeszę od admirała Williama Halseya, dowódcy sił amerykańskich na południowym Pacyfiku. Informował on podwładnego, że Yamamoto prawdopodobnie udaje się na wyspę Bougainville, i jednocześnie pytał, czy istnieje szansa przechwycenia i zestrzelenia samolotu z nieprzyjacielskim dowódcą. Wiceadmirał Mitscher był doświadczonym oficerem, który znał wszystkie taktyczno-techniczne możliwości podległych mu dywizjonów. Od razu ocenił, że do tej akcji najlepiej nadają się dwusilnikowe samoloty P-38 Lighting, które trzeba będzie wyposażyć w dodatkowe powiększone zbiorniki paliwa.

Następnego dnia wiceadmirał Mitscher otrzymał szczegółowe informacje dotyczące podróży inspekcyjnej naczelnego dowódcy japońskiej marynarki, które kończył rozkaz: "Za wszelką cenę przechwycić i zniszczyć samolot Yamamoto. Prezydent przywiązuje do operacji wyjątkowo wielkie znaczenie. Podpisano Frank Knox - sekretarz marynarki".

Na dowódcę akcji wiceadmirał wybrał jednego ze swoich asów - majora Johna W. Mitchella z 339 Dywizjonu Myśliwskiego, który miał przygotować szczegółowy plan akcji i dobrać sobie ludzi. W sztabie wiceadmirała Mitschera ustalono ponadto, że major Mitchell, odpowiedzialny za całość operacji, będzie dowodził 12 samolotami osłony, a bezpośredniego ataku dokona grupa uderzeniowa sześciu maszyn pod dowództwem kapitana Thomasa G. Lanphiera. Wszyscy mieli lecieć na P-38 Lighting, którego zasięg i uzbrojenie dawało szansę na powodzenie akcji i wyjście cało ze starcia z niebezpiecznymi myśliwcami Zero, stanowiącymi osłonę samolotu admirała Yamamoto.

W czasie narad pilotów uczestniczący w nich oficer wywiadu podkreślał, że depeszę o przelocie Yamamoto dostarczyła Amerykanom... australijska grupa wywiadowcza operująca na Nowej Brytanii. Ta dezinformacja miała na celu zachowanie w tajemnicy tego, że Amerykanie złamali japońskie kody szyfrowe i czytają ich depesze, na wypadek, gdyby któryś z pilotów został zestrzelony i dostał się do niewoli.

Major Mitchell wraz ze swymi ludźmi ustalił, że najlepiej będzie przechwycić samolot admirała Yamamoto u wybrzeży wyspy Bougainville, czyli w połowie drogi między amerykańską bazą na Kaktusie, jak nazywano Guadalcanal, a potężną bazą japońską w Rabaulu.

O godzinie 8.00 (6.00 czasu japońskiego) z lotniska w Rabaulu wystartowały dwa bombowce Mitsubishi G4M1 (zwane przez Amerykanów "Betty"), pilotowane przez doświadczonych lotników z 705 Dywizjonu, w asyście sześciu myśliwców Mitsubishi A6M3 Zeke (Zero) z 309 Dywizjonu. Cała grupa obrała kurs na Bougainville. W pierwszym bombowcu leciał admirał Yamamoto wraz z szefem swego gabinetu admirałem Takadą, komandorem Ishizakim i oficerem łącznikowym lotnictwa morskiego, komandorem Toibaną. Pasażerami drugiego (który okazał się zaskoczeniem dla amerykańskich pilotów, ponieważ nie było o nim słowa w rozszyfrowanej depeszy) byli: szef sztabu marynarki admirał Ugaki, szef służby finansowej marynarki admirał Kitamura, komandor Imanaka z szefostwa łączności, komandor Muroi ze sztabu lotnictwa i porucznik Uno ze służby meteorologicznej marynarki.

Wybiła 7.20, gdy z lotniska Hendersona na Guadalcanal wzbiło się w niebo 17 samolotów P-38, które obrały kurs na Bougainville (jedna z maszyn przy starcie złapała gumę i została na lotnisku). Już w powietrzu kolejny pilot zgłosił awarię i musiał zawrócił do bazy. Około 9.30 jako pierwszy dwa nieprzyjacielskie bombowce zauważył porucznik Doug Canning. Amerykanie, którzy dotychczas lecieli na minimalnej wysokości, by trudno było ich wykryć, zajęli ustalone pozycje: 12 maszyn osłony zaczęło ostre wznoszenie, aby wyjść na ustalony ochronny pułap, a grupa uderzeniowa w składzie: kapitan Thomas G. Lanphier, porucznik Rex T. Barber, porucznik Besby F. Holmes i porucznik Raymond K. Hines, uformowała się do ataku. Samolot porucznika Holmesa miał problem z odrzuceniem dodatkowych zbiorników paliwa, więc musiał zostać z tyłu wraz z osłaniającą go maszyną Hinesa, a Lanphier i Barber ruszyli na Japończyków sami.

Kapitan Lanphier jako pierwszy wziął na celownik japoński bombowiec, ale został zaatakowany przez jeden z myśliwców osłony (po krótkiej walce go zestrzelił). Barber zauważył, że jego dowódca walczy z pilotem Zera, a jednocześnie dostrzegł lecącą nad dżunglą "Betty". Trafił bombowiec serią ze swej broni pokładowej i szybko zrobił zwrot przed atakującą go eskortą. Kapitan Lanphier po zestrzeleniu Zera ponownie ruszył na  bombowiec, nie zważając na zbliżające się do niego kolejne dwa Zera. Serią z działek maszynowych zapalił mu prawy silnik i kiedy uciekał przed pociskami eskorty, zdołał jeszcze zobaczyć, jak "Betty" wybucha i rozbija się w dżungli. Po tym kapitan Lanphier na pełnych obrotach swych silników oderwał się od ścigających go Japończyków i rozpoczął powrót do bazy.

Początkowo Lanphier i Barber myśleli, że zaatakowali dwa różne bombowce. Okazało się jednak, że obaj kolejno strzelali do tego samego samolotu, którym leciał admirał Yamamoto. Bombowiec z admirałem Ugaki zdołał umknąć nad ocean, ale tam został zestrzelony przez porucznika Holmesa, któremu w końcu udało się pozbyć pustych zbiorników i "posłać" do wody dwa myśliwce Zero (jeden na pewno, drugi prawdopodobnie).

Z zestrzelonego przez Holmesa samolotu przeżyli: admirał Ugaki, admirał Kitamura i jeden z pilotów - chorąży Kotani. Wszyscy otrzymali pomoc z pobliskiej bazy morskiej Buin. Amerykanie stracili porucznika Hinesa - zestrzeliły go myśliwce eskorty.

Kapitan Lanphier po powrocie na Guadalcanal zameldował zestrzelenie bombowca z admirałem Yamamoto, porucznik Barber zestrzelenie dwóch maszyn "Betty" i jednego myśliwca Zero, a porucznik Holmes jednej "Betty" i trzech maszyn Zero. Po weryfikacji każdemu z pilotów zaliczono po jednym myśliwcu i jednym bombowcu, później uznano jednak, że zestrzelono dwa bombowce, a zniszczenie samolotu admirała Yamamoto przypisano kapitanowi Lanphierowi. Został on awansowany i odznaczony, następnie wraz z resztą pilotów biorących udział w akcji odesłany do Stanów Zjednoczonych. Żaden z nich nie wziął już udziału w walce, ponieważ obawiano się, że po ewentualnym zestrzeleniu ich maszyn przeciwnik mógłby odkryć, że wywiad amerykański złamał jego kody szyfrowe.

Dyskusja, kto trafił samolot z admirałem, trwa do dziś. W połowie lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, po sporach między Lanphierem a Barberem, obu przypisano to zwycięstwo po połowie. Uznano, że Barber jako pierwszy uszkodził samolot, a Lanphier go "dobił". Kapitan do śmierci w 1987 roku twierdził, że to on zestrzelił głównodowodzącego marynarki japońskiej, ale po stronie Barbera stanął między innymi dowódca całej akcji, major Mitchell. Nie wydaje się, by kiedykolwiek udało się jednoznacznie wytypować egzekutora Yamamoto...

Pośmiertne legendy

Szczątki rozbitego samolotu z admirałem Yamamoto znaleźli mieszkańcy z wioski Ako, którzy powiadomili o tym Japończyków. Ciało, po przewiezieniu do bazy Buin, zidentyfikowali admirał Okuva i najbliższy pomocnik Yamamoto, komandor Watanabe.

Informację o śmierci admirała obie strony długo trzymały w tajemnicy. Oficjalny komunikat o śmierci głównodowodzącego marynarki radio tokijskie podało dopiero 21 maja 1943 roku: "Admirał  Yamamoto, kierując działaniami strategicznymi na linii frontu, znalazł się w ogniu walki z nieprzyjacielem i poniósł bohaterską śmierć na pokładzie samolotu wojskowego". W tym samym dniu zawinął do portu wojennego w Tokio okręt flagowy "Musashi", na którego pokładzie przypłynęła urna z prochami admirała. Oficjalny pogrzeb na koszt państwa (co było ewenementem w cesarstwie japońskim) odbył się 5 czerwca 1943 roku.

Yamamoto, zanim wszedł do samolotu przed odlotem na Bougainville, wręczył admirałowi Kusace dwa zwoje papieru i poprosił o przekazanie ich admirałowi Samejimie. Były na nich wykaligrafowane wiersze cesarza Meidżi. Jeden z nich brzmiał: "Oto pora na mężów/ Urodzonych w kraju wojowników./ Oto na nich już pora./ O nich dowie się świat".

Słowa, które okazały się proroctwem dla admirała Isoroku Yamamoto, pasowały także do... króla Władysława Warneńczyka - przez Amerykanów postawionego za przykład zadania nieprzyjacielowi klęski przez śmierć wodza. Podobnie jak w wypadku króla Polski i Węgier, szybko zaczęły też krążyć legendy na temat ostatnich chwil życia admirała. Marynarze japońscy wierzyli, że ich dowódca przeżył zderzenie samolotu z ziemią, ciężko ranny wydostał się z wraku i popełnił rytualne harakiri. Warto przy tym jednak pamiętać, że admirał Yamamoto do końca trzeźwo oceniał szanse swego kraju w konfrontacji z potęgą Stanów Zjednoczonych.

Piotr Korczyński

Polska Zbrojna

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Isoroku Yamamoto | historia | Japonia | Pacyfik | druga wojna światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje