Reklama

Operacja "Tiger". Klęska przed Normandią

S-Booty stanowiły poważne zagrożenie. Na szczęście Niemcy mieli ich zbyt mało /domena publiczna

Szczytem walk pomiędzy siłami lekkimi była bitwa pod Ushant, gdzie brytyjsko-polsko-kanadyjska flotylla rozgromiła zespół niemieckich niszczycieli. Jakie było jej znaczenie dla operacji desantowej?

Reklama

- Bitwa skutkowała jedynie dalszym osłabieniem Kriegsmarine. Alianci posiadali przytłaczającą przewagę na morzu. W tym momencie Niemcy nie mieli w Normandii ani jednego okrętu wojennego, który mógłby poważnie zagrozić siłom inwazyjnym.

- Mieli jedynie S-Booty, czyli te bardzo szybkie kutry torpedowe, które mogły operować z prędkością 45 węzłów, czyli około 70 kilometrów na godzinę. To naprawdę szło przez morze z prędkością błyskawicy. Mieli coś, co można porównać z fregatami. Mieli też małe żywe torpedy, właściwie, coś w rodzaju miniaturowych U-bootów, których załogę stanowił jeden lub dwóch ludzi. W zasadzie mogły one jedynie podejść jak najbliżej celu, wystrzelić jedną lub dwie torpedy i wydostać się stamtąd tak szybko, jak to możliwe. I tyle.

- Te małe bitwy udowadniały jedynie całkowitą dominację aliantów na morzu, która, szczerze mówiąc, jest warunkiem dla każdej inwazji. Nie możesz nawet rozważać inwazji, jeśli nie masz w dużej mierze kontroli nad morzami. I dlatego za każdym razem, gdy Niemcy zanurzali palec w wodzie, byli absolutnie wybijani. Jedynym wyjątkiem była ta nocna potyczka podczas operacji "Tiger".

"Moskity mórz", czyli kutry torpedowe i artyleryjskie rzadko są wspominane w historii, jaka była ich rola podczas lądowania? 

- Cóż, torpedowce odgrywały bardzo ważną rolę po obu stronach. Oferowały bardzo dużą mobilność. Posiadały ekstremalną prędkość i zwrotność. Do tego ich salwa torpedowa była zabójcza. Ale z niemieckiego punktu widzenia było ich po prostu za mało, aby miało to większe znaczenie.

- Miałem szczęście widzieć jednego z ostatnich na świecie ocalałych S-Bootów. To po prostu absolutne arcydzieło kunsztu szkutniczego. Z drugiej strony był to jeden z błędów Niemców - jeśli chcesz zbudować dużą liczbę jednostek, nie mogą one być zbyt skomplikowane i czasochłonne w produkcji. Ten problem prześladował Niemców przez całą II wojnę światową - po prostu nigdy nie mieli niczego wystarczająco dużo.

- A ponieważ Niemcy były potęgą kontynentalną, prawdziwą zgrają miłośników lądu, Kriegsmarine nie była traktowana priorytetowo. Hitler nie interesował się marynarką wojenną. To znaczy, interesował się, ale w pewien abstrakcyjny sposób. Chciał mieć dużo U-Bootów i przy ich pomocy wygrać Bitwę o Atlantyk, jednak nie rozumiał na czym polega potęga morska. Był totalnym kontynentalistą.

- Myślę, że dotyczy to całej mentalności niemieckiego sposobu prowadzenia wojny, w którym armia lądowa była numerem jeden. Luftwaffe była przeznaczona przede wszystkim do wspierania operacji naziemnych. To jeden z powodów, przez które przegrała w 1940 roku bitwę o Anglię. Sytuacja w Kriegsmarine była bardzo podobna. Więc po prostu nigdy nie mieli odpowiednio dużych sił, dlatego alianci mogli być spokojni o sytuację w rejonie lądowania.

_________________________________
Więcej o nieznanych aspektach lądowania w Normandii dowiecie się z programu Normandia '44: inwazja, który będzie emitowany odpowiednio 14, 15 i 16 czerwca o 23.05 na Polsat Viasat History.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: historia | Operacja Overlord | normandia | II wojna światowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje