Reklama

Nerwica frontowa. Początki badań nad stresem pourazowym

Podczas I wojny światowej żołnierze dla kurażu przyjmowali duże ilości alkoholu, morfiny i kokainy /Imperial War Museum /domena publiczna

Dyscyplina, niewygody i prąd

Choć brytyjskie metody walki z nerwicą frontową mogą budzić niepokój, wśród innych nacji sprawa wcale nie wyglądała lepiej. Francuzi na przykład oceniali całe zjawisko zgoła inaczej. Neurolog Georges Guillain pisał w 1915 roku, że "te choroby są całkowicie uleczalne na początku, ale pacjenci nie mogą być ewakuowani poza linię frontu, powinni przebywać w strefie militarnej".

Reklama

Dla dowódców znad Sekwany ważna była przede wszystkim atmosfera panująca w oddziałach terapeutycznych. Dbali o to, by obowiązywała w nich dyscyplina wojskowa. Chorzy pozbawieni byli dodatkowych wygód i przebywali w bezpośredniej bliskości działań militarnych. Odcinano ich też od kontaktów z najbliższymi. Do tego stosowano psychoterapię i faradyzację dotkniętych nerwicą części ciała, na przykład drżących rąk.

Aż trudno uwierzyć, by te dość specyficzne i mało empatyczne metody przynosiły efekty. Tymczasem lekarz André Léri twierdził w grudniu 1916 roku, że udało mu się wyleczyć aż 91 procent pacjentów! Ponad 600 z nich "wyzdrowiało" po zaledwie kilku dniach "terapii".  Wyleczonych oczywiście szybko odesłano na front. W sumie w ciągu 12 miesięcy Léri "przywrócił do zdrowia" 3 tysiące żołnierzy.

Podobnie, a nawet gorzej mieli się chorzy po drugiej stronie frontu. Niemieccy psychiatrzy stosowali równie twarde podejście jak ich francuscy koledzy. Uznali, że nerwice pojawiają się u osobników o histerycznych, charakteryzujących się tchórzostwem, niestałością psychiczną, egoizmem i zachowaniami antyspołecznymi.

Metoda Kaufmanna

Rosnąca liczba przypadków nerwicy wojennej w armii niemieckiej sprawiła jednak, że na problem trzeba było zwrócić uwage. Tylko podczas pierwszego roku wojny przez szpitale wojskowe przewinęło się aż 111 tysięcy żołnierzy z objawami zaburzeń psychicznych. W końcu przy klinikach uniwersyteckich w Berlinie, Monachium, Heidelbergu i Giessen otwarto także specjalne oddziały.

Celem leczenia, do którego stosowano tak zwaną metodę Kaufmanna, było jak najszybsze uzyskanie poprawy. Niemieccy lekarze liczyli na szybki sukces, najlepiej w ciągu jednej sesji, tak, by pacjent mógł szybko wrócić na front. Chorych rażono prądem i głodzono. Wstrzymywano im korespondencję, a nawet zamykano w ciemnościach. To brutalne traktowanie miało ich przekonać, że powrót na front będzie lepszy niż pozostawanie w szpitalu.

Niemiecka "metoda" działała, choć - jak można się było spodziewać - tylko na krótką metę. Po powrocie do oddziału u wielu żołnierzy następował nawrót zaburzeń. Bestialskie leczenie wywoływało też silny sprzeciw, nie tylko chorych, ale też opinii publicznej. W 1918 roku sprawę tę poruszono nawet podczas debaty w Reichstagu, podkreślając brutalny charakter terapii.

Pod tym naciskiem władze wojskowe postanowiły zarzucić Kaufmanna i zastosować psychoanalizę, co znaczniej lepiej rokowało dla chorych żołnierzy. Planowano też utworzenie specjalnych oddziałów psychoanalitycznych leczących nerwice.  Pomysłu tego nie zdążono jednak zrealizować. Wojna się skończyła i ważniejsze stały się inne sprawy.

Żołnierze wszystkich armii dotknięci nerwicą frontową byli piętnowani jako chorzy psychicznie. W ich historiach nie dopatrywano się dowodów wojennego bohaterstwa. Tymczasem, choć nie mieli żadnych widocznych obrażeń, jak ślady po ranach czy inwalidztwo, byli równie głęboko naznaczeni wojną. A z traumą borykali się zwykle do końca życia.

Inspiracja

Pierwsza wojna światowa widziana oczami małego chłopca. Czy uda mu się odnaleźć i uleczyć zaginionego ojca? Polecamy książkę Johna Boyne’a "Zostań, a potem walcz" wydaną nakładem wydawnictwa Replika, która stała się inspiracją do napisania tego artykułu.

Paweł Stachnik - Dziennikarz i redaktor, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Autor wielu artykułów historycznych zamieszczanych na łamach krakowskiego "Dziennika Polskiego", miesięczników "Kraków", "Sowiniec", "MMS Komandos" i innych. Napisał również książkę "Ludzie 4 czerwca" poświęconą wydarzeniom 1989 roku.

Ciekawostki Historyczne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje