Nekrofilia w Polsce. Historia pewnej dewiacji

Nekrofil z Żyrardowa. Ilustracja prasowa z 1930 roku /domena publiczna

„W nocy zboczeniec odkopał grób, rozbił trumnę i sprofanował zwłoki, następnie pokrajał trupa. Po dokonaniu czynu skradł ubranie zmarłej”. Kraków, rok 1938.

Reklama

Kanut Tangey wypowiadał się o nekrofilii z obrzydzeniem, ale też ze szczegółami. "Jest [to] najpotworniejsza postać wypaczenia płciowego polegająca na lubieżnym znieważaniu trupów" - pisał w pracy Zboczenia płciowe w świetle nauki wydanej po polsku w 1912 roku. - "Kojarzy się ona zawsze z głębokim rozstrojem psychicznym, bo wyobrażenie samo przez się straszne i odrażające, przed którym umysłowo zdrowy się wzdraga, tutaj kojarzy się właśnie z poczuciem rozkosznej przyjemności".

Jako przykład autor przytoczył francuską sprawę karną z połowy XIX stulecia. Przestępcą był mężczyzna "z zacniejszej rodziny". Zaraz po czuwaniu nad zwłokami pewnej 16-latki zakradł się on do komnaty żałobnej, przekupując po drodze jedynego świadka. W środku nocy:

Reklama

"(...) usłyszano w komnacie hałas, jakby przewrócenie ciężkiego mebla. Matka nieboszczki wpadła do pokoju i spostrzegła mężczyznę w samej koszuli, wyskakującego z łoża umarłej. Zrazu myślano, że to był po prostu złodziej, lecz niebawem rzecz się wyświetliła."

W toku dochodzenia ustalono, że mężczyzna już wcześniej bezcześcił zwłoki zmarłych dziewcząt. Majątek i znajomości nie mogły mu już teraz pomóc. Sąd wydał na niego wyrok dożywocia.

Nie wiadomo, jakie były dalsze losy zwyrodnialca. Być może po pewnym czasie karę więzienia zamieniono na przymusową hospitalizację. To był powszechny trend w Europie. Przepisy o nekrofilii wykreślano z kodeksów karnych, przyjmując, że w takich przypadkach konieczna jest interwencja lekarza, nie zaś prokuratora.

Najdłużej tradycyjne uregulowania utrzymały się w Szwajcarii. Aż do 1896 roku karano tam profanację zwłok jako jedną z odmian "nierządu przeciwnego naturze". W roku 1925 wileński karnista Stefan Glaser podkreślał jednak: "Shańbienia zwłok do celów płciowych nie spotykamy dziś [już] w żadnym ustawodawstwie".

"Klasyfikacja hypererotyków". Przedwojenni eksperci o zjawisku nekrofilii

O temat nekrofilii zahaczył także dyrektor Instytutu Seksuologicznego w Berlinie Magnus Hirschfeld. Stworzył on klasyfikację "hypererotyków", a więc ludzi ogarniętych niezwykle silnym i niemożliwym do powstrzymania popędem seksualnym. "Formy, w których przejawiać się może ów hypererotyzm, są niezmiernie różnorodne" - wyjaśniał. Wskazał między innymi na tendencję do zoofilii, obsesyjnego rzucania przekleństw i obelg, dokonywania zgwałceń czy nawet dopuszczania się mordów na tle seksualnym. Na liście znalazła się również skłonność do "sromienia umarłych".

Z jego wywodu wynikałoby, że nekrofilia wcale nie stanowiła niezwykle rzadkiego zboczenia. Była symptomem schorzenia względnie powszechnego. Podobnie polski ekspert, wenerolog Paweł Klinger, pisał o niej tak, jakby gwałcicieli zwłok spotykało się na co dzień. I nawet próbował racjonalizować ich zachowanie.

"Nekrofilia. Pod tą nazwą rozumiemy, w pełnym tego słowa znaczeniu, nierząd z trupami (...). Oddający się temu zboczeniu są to ludzie mający bliski kontakt z powodu swego zawodu z trupami, jak grabarze, dozorcy cmentarzy lub osoby zawodowo strażujące przy zwłokach. Przyczynić się może do tego sposobność, kiedy przypadkowo osoba taka, podczas [przebywania] sam na sam ze zwłokami, jest seksualnie podniecona."

Klinger miał wiele do powiedzenia o kwestiach teoretycznych. Zwrócił uwagę na sadomasochistyczne aspekty nekrofilii, a także na związane z tym zboczeniem schorzenia psychiczne. Nie był jednak w stanie wskazać żadnych konkretnych przykładów. Odwołał się do literatury pięknej (kilkuzdaniowa wzmianka o brukowej powieści Największa zdrada brzmi niemal jak recenzja), a także do popularnego motywu "wiary w wampiry".

Namacalnie Klinger spotkał się jednak chyba tylko z "tak zwaną symboliczną nekrofilią":

"Chodzi o to, że zboczeniec tego rodzaju każe swej partnerce "'obić"'trupa, gdyż inaczej płciowe zadowolenie dla niego jest niemożliwe. Zazwyczaj w domach rozpusty prostytutka, grająca tę rolę, ubiera się w strój żałobny i kładzie się na "łoże śmierci", w pokoju obitym kirem, przy zapalonych świecach etc. Wówczas zboczeniec w ten czy inny sposób zadowala swój anormalny popęd płciowy.

Jest to prawdopodobnie rzeczywisty nekrofilik, któremu brak tylko odwagi do zamienienia w czyn wytworów swej chorobliwej fantazji."

Podobne przypadki były znane także autorowi hasła "Nekrofilia" zamieszczonego w polskiej "Encyklopedii Wiedzy Seksualnej" z 1937 roku. Miał on jednak wątpliwości, czy chodzi tu o utajoną nekrofilię, czy raczej seksualną fascynację... śpiącymi kobietami. Bo jednak stroje żałobne i kiry stanowiły już inscenizację nad wyraz rzadką. Konstatacja brzmiała: "Czy skłonność taka rzeczywiście istnieje - nie zostało jeszcze ostatecznie stwierdzone".

Trudności interpretacyjne. Czy zboczeniec zawsze oznacza zboczeńca?

Pewną pomocą w wyśledzeniu prawdy mogą służyć media. O degeneratach hańbiących zwłoki co jakiś czas wspominano na łamach gazet. Byli oni określani mianem "zboczeńców" i "zwyrodnialców". Trzeba jednak pamiętać, że słowa te przed wojną rozumiano znacznie szerzej niż dzisiaj. Zboczeńcem był dowolny człowiek o zwichniętej psychice. I nie musiało wcale chodzić o zboczenie seksualne.

W 1929 roku głośno zrobiło się o niejakim Gerhardzie Doorze, aresztowanym w Bydgoszczy. "Door, syn zamożnych rodziców spod Starogardu, po ukończeniu czterech klas gimnazjalnych zabrał się do studiowania spirytyzmu i czarnej magii" - informował dziennik "Ilustrowana Republika". Mężczyzna "dopuszczał się profanacji grobów i bezczeszczenia zwłok".

Na stronach "Orędownika Ostrowskiego i Odolanowskiego" wyliczono olbrzymią kolekcję przedmiotów, które Door wyniósł z cmentarza. W jego mieszkaniu policjanci znaleźli:

"(...) kilkanaście śrub, poodkręcanych od trumien nieboszczyków (...), kawałki ubrania, poodrywane nieboszczykom, brewiarze, skradzione w grobowcach zmarłych księży oraz kilkanaście niedopalonych gromnic.

Dalej znaleziono dwie stare tablice dziesięciorga przykazań, zabrane prawdopodobnie z jakiegoś grobu na cmentarzu żydowskim. Następnie znaleziono dwa krzyże, z których jeden jest oderwany z wieka trumny, drugi zaś wyjęty z rąk nieboszczyka, kiry, jakimi się nakrywa katafalki i inne tym podobne rzeczy (...).

Prócz tego osobnik ten miał w swym mieszkaniu dwie czaszki ludzkie, pochodzące najprawdopodobniej również z cmentarza."

Obydwie gazety okrzyknęły bydgoszczanina mianem "zboczeńca". Nic jednak nie wskazuje na to, by dopuścił się on jakichkolwiek aktów cielesnych ze zmarłymi. Był okultystą, szarlatanem, pewnie też człowiekiem niestabilnym psychicznie. Ale za nekrofila nie sposób go uznać.

"Straszliwy proceder grabienia z trumien bielizny". Polskie przypadki

Podobnych spraw było więcej. W części przypadków gazety pomijały kluczowe szczegóły, przez co charakter zboczenia zupełnie umyka ocenie. W innych już na pierwszy rzut oka widać, że chodzi o hieny cmentarne, nie zaś erotycznych zwyrodnialców. Za rzadki wyjątek od reguły należałoby uznać podwarszawską aferę z 1930 roku. Tygodnik ilustrowany "Światowid" donosił:

"Zwyrodniały zbrodniarz. Grabarz cmentarza żydowskiego w Żyrardowie Jan Dudziński, przez dłuższy okres czasu uprawiał straszliwy proceder rozkopywania grobów i grabienia z trumien bielizny, w którą owinięte były zwłoki zmarłych. Jak wynika z dalszego dochodzenia, przeprowadzonego przez policję w tej sprawie, zwyrodniały zbrodniarz miał się również dopuszczać profanacji zwłok pogrzebanych na cmentarzu kobiet."

Do nie mniej odstręczającego aktu nekrofilii doszło w stolicy Małopolski w 1938 roku. Także w tym przypadku nie można mieć żadnych wątpliwości co do erotycznego charakteru występku.

Jak informował "Krakowski Kurier Wieczorny":

"Wielkie poruszenie wywołała w Prokocimiu ohydna zbrodnia zboczeńca nekrofila. Przed paru dniami pochowano na cmentarzu (...) dziewczynę lat 17, która zmarła po dłuższej chorobie wyniszczającej organizm. W nocy zboczeniec odkopał grób, rozbił trumnę i sprofanował zwłoki, następnie pokrajał trupa. Po dokonaniu czynu skradł ubranie zmarłej. Miejscowa policja wszczęła śledztwo i jest już na tropie zboczeńca."

Nie wiadomo, czy sprawcę udało się ująć. Gazety rzadko wracały do drobnych, makabrycznych spraw. Może i nekrofilia nie zdarzała się codziennie, ale przecież każdy numer pękał w szwach od samobójstw, pobić, morderstw i szachrajstw. Prościej było pisać o tym, co właśnie zaszło, niż roztrząsać sprawy, które zdążyły już stracić na aktualności. Policja w każdym razie nie miała wątpliwości, że zjawisko nekrofilii istnieje.

W Krakowie wydano nawet specjalny okólnik wyjaśniający, jakie przestępstwa zdarzają się na tle "zboczonego popędu płciowego". Podkreślono, że chodzi o zwyrodnienia "nader częste i tak różnorodne, że fakty przechodzą możliwość wszelkiego oczekiwania". Na liście znalazło się między innymi erotyczne "bezczeszczenie trupów".

  Zainteresował cię ten artykuł? Na łamach portalu CiekawostkiHistoryczne.pl przeczytasz również o najgłośniejszym porwaniu przedwojennej Polski

Kamil Janicki - Redaktor naczelny "Ciekawostek historycznych". Historyk, publicysta i pisarz. Autor książek wydanych w łącznym nakładzie ponad 200 000 egzemplarzy, w tym bestsellerowych “Pierwszych dam II Rzeczpospolitej", “Żelaznych dam", "Dam złotego wieku", "Epoki hipokryzji" i "Dam polskiego imperium". W maju 2018 roku ukazała się jego najnowsza książka: "Epoka milczenia".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje