Reklama

Nanda Devi. Trudna góra z tajną misją CIA w tle

Widok na Nanda Devi /Wikimedia Commons /domena publiczna

W ostatnich dniach sierpnia przypadła rocznica pierwszego wejścia na Nanda Devi, najwyższy szczyt zdobyty przez człowieka przed wybuchem II wojny światowej. Przypominamy o tym fakcie, bo to góra trudna, owiana aurą tajemnicy z agentami CIA w tle, a także bardzo ważna w historii polskich dokonań w Himalajach.

Zanim zdobywanie ośmiotysięczników stało się powszechnie dostępne nawet dla wysokogórskich turystów, pionierzy himalaizmu musięli wytyczyć drogi na szczyt i sprawdzić, czy możliwe jest przetrwanie na tak nieludzkiej dla człowieka wysokości.

Szturm ośmiotysięczników

Reklama

Pierwsze poważniejsze próby wdrapania się na któryś z czternastu rozsianych po Karakorum i Himalajach ośmiotysięczników rozpoczęły się niemal sto lat temu. Brytyjczycy z wielką pasją i sporymi postępami siłowali się z Everestem, Niemcy z Nanga Parbat, a Amerykanie z K2.

Prób na innych szczytach było więcej, ale żadna nie zakończyła się sukcesem, chociaż “pękła" pod naporem wspinaczy magiczna granica ośmiu tysięcy metrów, a o tym, czy George Mallory i Andrew Irvine weszli na wierzchołek Everestu czy nie, dyskusje w środowisku toczą się do dziś.

Mimo ambitnych wysiłków, ośmiotysięczniki pozostawały nieugięte wobec marzeń i działań uczestników kolejnych wypraw. Tym sposobem najwyższymi szczytami, zdobytymi przed wybuchem II wojny światowej, pozostały góry z siódemką z przodu.

Przedwojenny rekord

Nanda Devi to najwyższe wzniesienie Himalajów Garhwalu. Dwa wierzchołki (główny - 7816 m., wschodni - 7434 m.) połączone są ze sobą długą na trzy kilometry i urwistą granią. 

29 sierpnia 1936 roku na główny szczyt weszli uczestnicy ekspedycji amerykańsko-brytyjskiej: H. W. Tilman i Noel Odell. Doświadczeni wspinacze rodem z Wielkiej Brytanii wcześniej brali m.in. udział w wyprawach na Everest. H. W. Tilman dwa lata wcześniej uczestniczył także w eksploracyjnej ekspedycji na Nanda Devi, badającej tzw. sanktuarium, pozostający pod ochroną teren, zamknięty szczelnie przez ściany masywu.

Główny wierzchołek Nanda Devi przez czternaście lat utrzymywał się na pierwszym miejscu najwyższych gór zdobytych przez człowieka. Wynik ten poprawili dopiero wchodząc na Annapurnę 3 czerwca 1950 roku Maurice Herzog i Louis Lachenal.

Pierwszy sukces w Himalajach

Dziś Nanda Devi jest górą zapomnianą, lecz w latach 30. miała swoją renomę. Również dlatego, chociaż niebagatelną rolę odegrały również koszty przedsięwzięcia, jej wschodni, dziewiczy wówczas wierzchołek, stał się celem pierwszej polskiej wyprawy w Himalaje.

To były inne czasy dla himalaizmu. Współcześnie, kiedy turystyka wysokogórska przynosi spore zyski jej organizatorom, a jedyną barierą przed wyjazdem w góry są finanse, bazy pod najpopularniejszymi szczytami świata przypominają w szczycie sezonu małe, międzynarodowe miasteczka. 

Dziewięćdziesiąt lat temu w Himalaje jeździła garstka wypraw, zdarzało się, że zgodę na szturmowanie danego wierzchołka dostawała jedna ekspedycja rocznie, czasem nie pojawiał się u jego podnóża nikt. 

Polacy celowali wyżej - jeszcze w latach 20. Adam Karpiński głośno mówił o Evereście, a w latach 30. o K2 - jednak zgodę uzyskali dopiero na Nanda Devi East. Tuż przed wybuchem wojny, 2 lipca 1939 roku, szczyt zdobyli Jakub Bujak i Janusz Klarner.

Klątwa i tajemnicza misja CIA

Dwa tygodnie później w lawinie na zboczach sąsiedniego masywu Tirsuli zginęli dwaj pozostali uczestnicy wyprawy - wspomniany Adam Karpiński i Stefan Bernadzikiewicz. W związku z tym, że Jakub Bujak i Janusz Klarner przepadli bez śladu po zakończeniu wojny, popularność zyskała klątwa związana z Nanda Devi.

Idąc w stronę miejsca gdzie założyli bazę, panowie usłyszeli od lokalnych mieszkańców, że istnieje wierzenie, zgodnie z którym każdy, kto zakłóci spokój tej świętej góry zginie, a jego ciało nigdy nie zostanie odnalezione. Nie wiadomo ile prawdy jest w tym stwierdzeniu, faktem natomiast jest to, że zwłok żadnego z pionierów polskiego himalaizmu nigdy nie odnaleziono.

Z Nanda Devi związana jest jeszcze jedna tajemnicza historia. W latach 60. w ramach tajnej misji CIA, Amerykanie mieli zgubić na zboczach góry urządzenie szpiegowskie z generatorem napędzanym siedmioma bateriami z plutonem 238. Prawdopodobnie ważący 56 kilogramów - i potencjalnie niebezpieczny dla środowiska - sprzęt porwała lawina. 

Zorganizowano akcje poszukiwawcze, ale nie przyniosły one zamierzonego rezultatu.

"Powstała obawa, że w razie wydostania się paliwa mogą ulec nuklearnemu skażeniu wody Gangesu - szeptano o możliwości milionów ofiar. (...) Cała operacja wciąż osnuta jest mgłą tajemnicy, nieznane są nazwiska większości alpinistów, daty wejść na szczyty ani daty demontażu wysłużonych urządzeń" - pisał Janusz Kurczab w przedmowie do II wydania "Nanda Devi" Janusza Klarnera.

Zaginiony pluton w Himalajach - dowiedz się więcej!

Po 80 latach znów na szczycie

Na Nanda Devi i jej wschodni wierzchołek zorganizowano w sumie niewiele wypraw. Pomogła w tym decyzja władz Indii, które po operacji CIA zamknęły cały masyw na dekadę. 

Z naszego punktu widzenia ważna ekspedycja ruszyła w Himalaje Garhwalu przed rokiem. Latem 2019 roku, by uczcić okrągłą rocznicę pierwszego himalajskiego sukcesu Polaków, na Nanda Devi East weszli Jarosław Gawrysiak i Wojciech Flaczyński. Po powrocie panowie zgodnie stwierdzili, że góra do łatwych nie należy i z jeszcze większym szacunkiem spojrzeli w kierunku osiągnięcia ich starszych o kilka pokoleń kolegów.

Warto dodać, że jednym z uczestników wyprawy był Jan Lenczowski, wnuk Jakuba Bujaka. 

***Zobacz także***

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: nanda devi | CIA | Himalaje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje