Reklama

Największe pandemie w historii ludzkości

Pracownicy Czerwnonego Krzyża zabierają chorego na grypę, St. Louis, Missouri 1918 rok. Póki nie wynaleziono szczepionek, w latach 1918-21zmarło nawet 100 mln ludzi /US Army /domena publiczna

W historii ludzkości pojawiały się okresy, kiedy wymierały całe państwa z powodu pandemii chorób zakaźnych. Dziś w erze szczepionek i rozwiniętej medycyny ludzkość jest znacznie bezpieczniejsza, jednak nie raz była na skraju.

Różnego rodzaju pandemie dotykały ludzkość od zarania dziejów. Zdarzało się, że w wyniku choroby umierało nawet 90 procent mieszkańców państw. Tak było w wyniku serii epidemii chorób przywiezionych przez Europejczyków na teren obecnego Meksyku. W XVI wieku z populacji liczącej 25 mln mieszkańców w wyniku ospy, odry i tyfusu zmarło 60-90 procent Indian. W 1576 roku Juan de Torquemada, katolicki misjonarz napisał, że kraj jest całkowicie wyludniony.

Inne pandemie były nie mniej niebezpieczne. Kilkadziesiąt milionów ofiar pochłonęła cholera w kolejnych seriach ataków na całym świecie. Tamę kolejnym śmierciom postawiły dopiero badania Roberta Kocha, który odkrył bakterię winną za śmieć dziesiątek milionów ludzi. Jakie były największe epidemie w historii ludzkości?

Reklama

Dżuma w Azji. 27 mln ofiar

Dżuma powracała z różną siłą co kilka-kilkanaście lat, zabierając ze sobą nawet jedną trzecią światowej populacji ludzkości. W swej historii z ogromną siłą zaatakowała trzy razy. Ostatnim razem w latach 1855-1959 zabiła ponad 27 mln ludzi, głównie w Chinach, gdzie zmarło 12 mln osób i w Indiach, w których choroba pochłonęła 10 mln ofiar.

Z Azji dżuma ruszyła dalej. Najpierw do Australii, gdzie w Sydney i najbliższych okolicach zmarło 1000 osób, a potem wraz z chińskimi emigrantami zarobkowymi do Stanów Zjednoczonych. Do dziś w Arizonie, Kalifornii, Kolorado i Nowym Meksyku każdego roku notuje się 5-15 przypadków zachorowań na odmianę przywiezioną na początku XX wieku.

Epidemia HIV. 25-30 mln ofiar

Pierwsze doniesienia od nowej chorobie pojawiły się w 1981 roku, kiedy amerykańskie Centra Kontroli i Prewencji Chorób, podległe Departamentowi Zdrowia i Opieki Społecznej poinformowały o bardzo nietypowych przypadkach oportunistycznego zapalenia płuc u młodych homoseksualistów i kilka przypadków zachorowań na rzadki nowotwór - mięsak Kaposiego.

Do końca roku zdiagnozowano 150 przypadków zachorowań na AIDS, wywołany wirusem HIV. Rok później zaczęły już chorować kobiety. Naukowcy przypuszczają jednak, że choroba pojawiła się pierwszy raz około 1908 roku w Afryce. Współczesne badania krwi chorych zlokalizowały najstarsze oznaczone szczepy w Kingszasie. Pochodzą one z 1959 roku.

Przez lata próbowano zahamować rozprzestrzenianie się wirusa, jednak z marnym skutkiem. Tragiczna sytuacja była zwłaszcza w Afryce i Azji, gdzie niska świadomość społeczna, całkowity brak stosowania zabezpieczeń, a także tragiczny stan opieki zdrowotnej spowodował śmierć milionów osób. Nieleczone na HIV osoby w przeciągu 10 lat zapadały na AIDS. W latach 80. był to wyrok śmierci. Pytanie brzmiało, jak długo uda się utrzymać pacjenta przy życiu. Zwykle trwało to około dwóch lat.

Jeśli wcześniej rozpoznano AIDS i rozpoczęto leczenie, to nawet dwie trzecie pacjentów żyło nawet 12 lat. Dziś znane są dwa przypadki całkowitego wyleczenia z AIDS. Naukowcy wciąż walczą by znaleźć skuteczne lekarstwo na czarną dżumę XX wieku, która pochłonęła miliony ofiar.

Epidemia ospy prawdziwej. 60 mln ofiar

Ospa atakowała seriami, które w sumie pochłonęły 60 mln ofiar. Pierwszy potężny atak nastąpił na początku XVI stulecia, kiedy Hiszpanie przywieźli ospę do Ameryk. Winnym był jeden z niewolników przywiezionych przez Hernána Cortésa do obecnego Meksyku. To od niego zarazili się Aztekowie, którzy powoli zaczęli wymierać. Kiedy w połowie 1521 roku Cortés powrócił, zastał wymierający naród.

Na ospę zmarło ponad 75 procent ludności Meksyku. Jezuita towarzyszący konkwistadorom napisał: "Jako że Indianie nie znali lekarstwa na chorobę, umierali gromadnie, umierali jak pluskwy. Nierzadko zdarzyło się, że każdy z domu umarł i że niemożliwe było zakopać martwe ciała; zawalano ich domy, żeby stały się ich grobowcami". Tak osłabione państwo udało się Hiszpanom bez problemu pokonać. Ospa pochłonęła nawet 3,5 mln ofiar w niespełna dwa lata.

Podobnie skończyli Inkowie zaatakowani przez Francisco Pizarro. W wyniku ataku ospy zmarło ponad 90 procent z 12 milionów mieszkańców imperium. Pizarro wykorzystując słabość państwa i ordynarne oszustwo, opanował złotodajne tereny.

Kolejny ogromny atak ospy nastąpił sto lat po pierwszym. Znów uderzył w nieznających tej choroby Indian. Epidemia wybuchła w 1633 w Plymouth w stanie Massachusetts. Następnie choroba ruszyła na północ i zachód, docierając nad jezioro Ontario, zbierając wielomilionowe żniwo. Najbardziej pechowy okazał się portowy Boston, który przez nieco ponad 50 lat był atakowany siedem razy. Najgorszy w skutkach był jednak atak z 1721 roku, kiedy wszyscy mieszkańcy opuścili miasto, roznosząc ospę na całe wschodnie wybrzeże. Znów ofiary można było liczyć w milionach.

Rozwój choroby został zahamowany po wynalezieniu szczepionki przez Edwarda Jennera w 1796 roku. Kolejne jej odmiany spowodowały, że ostatni przypadek ospy zanotowano w 1978 roku, a od 1980 roku naukowcy uznali, że ospa prawdziwa została całkowicie zwalczona.

Grypa hiszpanka 50-100 mln ofiar

Zniszczony przez Wielką Wojnę świat nie miał czasu na złapanie chwili oddechu. Jeszcze przed zakończeniem działań wojennych, w styczniu 1918 roku, w obozie wojskowym znajdującym się w hrabstwie Haskell w amerykańskim stanie Kansas zachorowało kilku żołnierzy. Jednym z nich był pułkowy kucharz. Wkrótce chorych było już 522. Z nimi choroba zaczęła się rozprzestrzeniać w innych jednostkach.

W sierpniu przez porty w amerykańskim Bostonie, francuskim Breście i ówcześnie brytyjskim Freetown w Sierra Leone, choroba zaczęła rozprzestrzeniać się na kolejne kontynenty. Prawdziwe żniwo zaczęła zbierać wśród żołnierzy na froncie i najsłabszych cywili - dzieci i starców.

Po wojnie pandemia miała się nadal bardzo dobrze. Zmieliła jedynie cel ataku - umierali głównie młodzi ludzie i osoby w wieku od 20 do 40 lat. Dzięki kolejnym lokalnych wojnom i powracającym do domów żołnierzom rozprzestrzeniła się na cały świat. Dłużej udało się obronić, dzięki szczelnej blokadzie, jedynie Australii i najbardziej niedostępnym obszarom Azji i Ameryki Południowej. Zachorowało na nią nawet 500 milionów ludzi, co stanowiło jedną trzecią mieszkańców Ziemi. Na całym świecie zmarło od 50 do 100 milionów osób. Choroba pochłonęła więcej ofiar niż działania wojenne na wszystkich frontach I wojny światowej.

Dżuma Justyniana. Do 100 mln ofiar  

Dżuma pod względem śmiertelności zajmuje dwa pierwsze miejsca w zestawieniu. Pierwsze znaczne uderzenie miało miejsce piętnaście wieków temu. Przez ponad 200 lat począwszy od 541 roku zabiła nawet 100 milionów osób. Pierwsze ogniska pojawiły się w Afryce - w Etiopii, lub Egipcie, skąd wzdłuż wybrzeży Morza Śródziemnego choroba ruszyła na północ, aż dotarła do Konstantynopola, w którym w latach 541-542 zabiła około 300 tys. osób.

Ówczesny historyk Prokopiusz z Cezarei przekazał potomnym, że w szczytowym okresie choroba zabijała 10000 mieszkańców miasta dziennie! Współcześni badacze sądzą, że Prokopiusz nieco przesadził i zgonów było o połowę mniej. Sam Justynian I, od którego imienia wzięła nazwę pandemia, zmarł podczas kolejnego ataku dżumy 13 listopada 565 roku.

Dżuma Justyniana miała ogromny wpływ na rozwój chrześcijaństwa. Justynian w swoich dominiach wprowadził w życie prawa uderzające w innowierców. Pod groźbą konfiskaty mienia każdy mieszkaniec cesarstwa miał zostać ochrzczony. Gdyby przyjął chrzest, a mimo to, nadal modlił się do dawnych bogów, mógł pożegnać się z życiem. Gdy dżuma ustąpiła wojska Justyniana ruszyły do Italii, gdzie w równie brutalny sposób wprowadzono chrześcijaństwo.

Szacuje się, że dżuma Justyniana zabiła nawet do 100 milionów osób na całym świecie. W tym około połowy mieszkańców ówczesnej Europy.

Czarna śmierć. Do 200 mln ofiar

Dżuma wróciła ze zdwojoną siłą w XIV wieku. Przywędrowała do Europy wzdłuż jedwabnego szlaku z Chińczykami. Epidemia wybuchła w prowincji Junnan, skąd rozniosła się na cały kraj, zabijając w 15 lat ok. 25 mln Chińczyków. W 1347 roku dotarła do Konstantynopola, wyludniając wcześniej Indie, Mezopotamię, Kaukaz. Z Konstantynopola wraz z kupcami dżuma dotarła na Sycylię. Stamtąd do Genui, Wenecji i Marsylii, gdzie pierwsze ogniska choroby zanotowano w styczniu 1348 roku.

Pół roku później choroba szalała w całej Francji, Hiszpanii, Portugalii, na Wyspach Brytyjskich. Po kolejnych sześciu miesiącach zaczęły wyludniać się dzisiejsze Niemcy i Skandynawia. W tym samym czasie dżuma niszczyła społeczności na południowym brzegu Morza Śródziemnego. Wyludniły się Syria, Liban i Palestyna.

W ciągu tygodnia od wystąpienia objawów choroby umierało 80-95 procent zarażonych. W Egipcie zmarło 40 procent mieszkańców. W Paryżu zmarła połowa mieszkańców, we Florencji dwie trzecie. Podobnie w portowych miastach Niemiec: Hamburgu i Bremie. W całych Niemczech zmarła jedna trzecia mieszkańców. W Norwegii dwie trzecie mieszkańców umarło w cierpieniach. Naukowcy szacują, że dżuma w XIV wieku pochłonęła od 75 do 200 mln ofiar, wyludniając Europę.

W kolejnych stuleciach choroba wielokrotnie powracała. Mniej więcej co 7-10 lat. Najpoważniejsze nawroty miały miejsce w XVII wieku we Włoszech, gdzie zmarło prawie 2 mln osób i Hiszpanii, w której zmarło 1,25 mln ludzi.


INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje